Pustka. To jedyne, co pozostało mi po Tobie . Osobie, która stała się bliska memu sercu. Wciąż myślę i głowie się, gdzie się podziewasz. Choćbym jednak cały dzień zastanawiał się, nie znałabym odpowiedzi. Który to już rok mija? Powoli pogubiłam się w obliczeniach. Dla mnie minęła już cała wieczność a drugie tyle minie mi na czekaniu. Czasami byłam na siebie zła i to bardzo! Bo przecież mogłam się domyślić, że tak zrobisz.....porzucisz niczym zepsutą zabawkę w kąt. Nikt nie wie, co wtedy czułam, kiedy odszedłeś. Nie wiadomo gdzie. Nic nie powiedziałeś, nawet listu nie zostawiłeś! Nic. To mnie bolało bo przecież byliśmy przyjaciółmi a może kimś więcej? Ta nadzieja tliła się we mnie od lat i nadal płonie, ale już nie tym samym blaskiem. Powoli dociera do mnie, że mnie wykorzystałeś i moich przyjaciół również. Że cała ta afera z zawodami to była jedna, wielka ściema. Zabawiłeś się naszym kosztem. Próbuję Cię znienawidzić do głębi, ale nie mogę...Głupie.. ale nic. Ilekroć miałam ochotę zbić się na kwaśne jabłko, ile razy chciałam się wywrzeszczeć co o Tobie myślę, wygarnąć Ci...ale nie potrafię. Bezsilnie chcę wyrzucić Cię z mej pamięci na zawsze. Ale ty wciąż powracasz, wciąż jesteś i wciąż będziesz. Czy to nie ironia los? Ja ciągle o Tobie myślę a ty? Pewnie masz mnie gdzieś, zapomniałeś o mnie. Ta myśl była najgorsza ze wszystkich. Ciągle widzę obraz Ciebie przed oczami, widzę Cię w tłumie mijanych ludzi, słyszę twój słodki głos...Ale to nie ty! Ciebie przecież nie ma..?! Nie....sama nie wiem....powoli zatracał się w cierpieniu, które tu stworzyłeś. Jednak gdybym Ciebie nie poznała....zapewne uznałabym życie za zmarnowane. Bo to TY pomogłeś mi najbardziej i nic nie chciałeś w zamian. Nie odwróciłeś się do mnie plecami, kiedy wszyscy inni to zrobili. Pocieszałeś mnie, kiedy nikt nie chciał mnie znać. Robiłeś wszystko, abym była szczęśliwa. I to wtedy stałeś się dla mnie wszystkim bo ty sprawiłeś, że wszystko to Ty. Heh..Głupie, nie? Ale to prawda. Nie wiem, czy kiedykolwiek Ci wybaczę. Tak bardzo tęsknie za Tobą, za naszymi rozmowami, za twoim ciepłem.
Mam nadzieję, że się zobaczymy i to niebawem, Jesse.
- Amanda! - krzyknęła już prawie zła szatynka, która ciągnęła moją kołdrę. Za wszelką cenę chciałam utrzymać pościel przy sobie, lecz moja przyjaciółka była innego zdania. Po chwili odebrała mi przykrycie, które już nie było mi potrzebne. Odwróciłam się na bok, mocno wtulając w miękką poduszkę. Usłyszałam głośne westchnienie dziewczyna. - Amanda! - warknęła tym swoim słodziutkim głosikiem. Pozostawałam niewzruszona jej humorami. Jednak, kiedy zaczęła mną potrząsać, było tego za wiele.
- Co? - spytałam, mając nadzieję, że da mi spokój.
- No co? Idziemy na śniadanie. - rzekła spokojnym tonem. ' Co śniadanie ? ' - pomyślałam I o to cały ten cyrk? No nie jakby to było coś poważniejszego np. Pablo utonął w kiblu albo coś, wtedy bym się pofatygowała i wstała zobaczyć jego żałosną minę. Cicho zachichotałam. - Idziesz ? - ponowiła pytanie. O bosz..już człowiekowi spać nie dadzą.
- Nie. - warknęłam podirytowana. Usłyszałam tupnięcie Dicarlo co oznaczało, że się zdenerwowała.
- Nie chcesz wiedzieć co z Waszą drużyną? - spytała niby obojętnie. Jęknęłam. To była jedyna, ważna rzecz jak na razie, która niestety wymagała ode mnie, aby wstać i zejść na dół. Przewróciłam się na plecy i wstałam.
- Zadowolona? - spytałam, zabierając swe rzeczy. Dziewczyna pokiwała głową.
-Tak. Masz 10 minut na prysznic. - odparła i wyszła z pomieszczenia.Tak, więc szybko powędrowałam do łazienki w celu umycia się.
***
Po kilkunastu minutach wraz z Palomą zeszłyśmy na najniższe piętro, gdzie mieścił się salon.
Z dudniącym sercem schodziłam po jednym stopniu. Powoli, bez pośpiechu znalazłyśmy się na korytarzu na pierwszym piętrze. Trochę się bałam tego, co zobaczę lub nie zobaczę. Dopiero po chwili uzmysłowiłam sobie, że jest tu cicho, za cicho. Nasze kroki niemal rozbrzmiewały po pustym korytarzu. Z trwogą zdałam sobie sprawę, iż zostałyśmy tylko same. Nie wiedziałam, co myślała Dicarlo. Lecz jestem pewna, że to samo co ja. Zatrzymałyśmy się gdzieś po środku i skręciłyśmy w pierwsze drzwi. Pomieszczenie, do którego weszłyśmy okazało się być salonem. Było to ogromny pokój, gdzie stały cztery, okrągłe stoły a przy nich po sześć krzeseł. Tuż za meblami stał ogromny płaski telewizor obok, którego stała kremowa kanapa. Powiodłam wzrokiem po sali, dokładnie przyglądając się wnętrzu. Mój wzrok zatrzymał się na dwóch samotnych postaciach kulących się w samym kącie. Niemal, że z radością dostrzegłam, iż to jest blondyn i orzechowooki.
Od razu skierowałam swe kroki w ich stronę a moja przyjaciółka poszła za mną. Słyszałam jak rozmawiają ze sobą szeptem jakby bali się, że ktoś podsłucha ich rozmowę. A przecież nikogo nie było w salonie. Nagle wiedząc, że nie są sami, podnieśli głowy, przypatrując się nam badawczo. Uśmiechnęłam się z trudem i klapnęłam na wolne krzesło. Rafael zbladł, po czym próbował się uśmiechnąć. Pablo zaś nie próbował udawać, że jest zdenerwowany.
- Cześć. - przywitałam się, chcąc jakoś rozładować atmosferę. - Jak tam? - spytałam, mając, nadzieję, że czegoś sensownego się dowiem. Szatynka usiadła na krześle obok i założyła nogę na nogę. Po czym niedbale oparła się łokciem o stół jak to miała w zwyczaju.
- Wezwali Santiago. - odparł nieobecnym wzrokiem zielonooki. Pokiwałam głową. Choć ta informacja mnie wcale nie uszczęśliwiła. Z drugiej strony będziemy wiedzieć na czym stoimy. Zamilkliśmy.
- Pewnie nas wyleją. - odparł niedbale czarnowłosy bawiąc się porcelanowym kubkiem. Utkwiłam w nim swój wzrok. Zauważyłam, że Rafael zaciska mocno usta. Chyba w to nie wierzą? Jednak patrząc na nich przez chwilę mogłam się domyślić, że tak. Westchnęłam. Nie miałam ochoty prawić im kazań, ale chociaż mogłam złoić im skórę, co pewnie wyszło by im na zdrowie. Nagle usłyszałam dudnienie kroków na korytarzu. Odwróciłam się w stronę źródła dźwięku, a przyjaciele poszli w moje ślady. Zauważyłam majaczącą sylwetkę szatyna, która zbliżała się do nas szybkim krokiem. Zatrzymał się na progu drzwi, po czym rozejrzał się po salonie. Widząc, jednak nas ruszył w naszym kierunku. Jego wzrok był nie przenikniony a mimika twarzy nie zdradzała emocji, jakie kierują chłopakiem. Spokojnie spoczął na krześle o drewnianej poręczy. Nie wiedziałam, co miałam myśleć. Byłam pełna obaw a także nadziei, które jeszcze nie do końca umarły.
- Zostajemy. - rzekł po chwili milczenia kapitan i oparł się o poręcz krzesła. Uśmiechnęłam się szeroko i spojrzałam na zadowoloną Palome.
- To cudownie. - oznajmiła i uścisnęła mnie lekko dłoń.
- Wiedziałem, że tak będzie. - powiedział Pablo zakładając ręce na klatkę piersiową i kiwając głową. Uniosłam jedną brew.
- A kto twierdził przed chwilą, że wylecimy ? - spytałam słodko. Chłopak ani mrugnął.
- Amanda nie wiedziałam, że tak myślałaś. Powinnaś wspierać naszą drużynę a nie pogrążać ją jeszcze bardziej. - odrzekł i uśmiechnął się wrednie. Zmarszczyłam brwi. Miałam ochotę się na niego rzucić. Blondyn z uśmiechem poklepał przyjaciela po ramieniu.
- Pablo nie zaczynaj bo ja Cię na pewno nie będę ratował jak Amanda Cię dopadnie. - czarnowłosy spojrzał na mnie na wpół przymkniętych powiek. Uśmiechnęłam się słodko, wyobrażając sobie, co bym mu zrobiła jakbym go dopadła.
- Amanda to żart tylko. - odparł po chwili, nadal się we mnie wpatrując.
- Wiem. - oznajmiłam. Przewróciłam oczami. Bursztynooki zaśmiał się niepewnie.
- Nie szykujesz zemsty ? - dopytywał się, niepewnie patrząc w moim kierunku. Cóż. To był świetny pomysł, ale tą przyjemność zostawię na później.
- Jak zwykle się kłócicie. - rzekła brązowooka, odgarniając swoje kosmyki włosów.
- Od razu kłócimy....umilamy sobie życie. - oznajmiłam, uśmiechając się jeszcze bardziej. Przypomniały mi się dawne czasy, kiedy to miałam z chłopakami na pieńku. Wtedy to nawzajem robiliśmy sobie różne okropne rzeczy.
- Jaasne. - odparł Pablo bez przekonania. Chyba on nigdy się nie zmieni. Ten sam palant co zawsze. Chociaż będzie komu wyciąć numer.
- A teraz kiedy skończyliście swoje słowne zabawy. - wtrącił się zielonooki. - Chciałabym pogadać o składzie w jakim będziemy grać. - oznajmił i odgarnął lekko grzywkę, która opadała mu na oczy.
- Chyba jasne. - Wzruszyłam ramionami, bawiąc się kosmykiem swoich fioletowych włosów. - Ty, Rafael i Pablo. - odparłam po chwili wahania. Przyjaciółka spojrzała na mnie zdziwiona.
- A ty? - spytała.
- Cóż... - zaczęłam, lecz sama nie wiedziałam, co powiedzieć. Nie byłam zbyt chętna grać. Nie to, że nie lubiłam grać tylko, że mi się nie chciało. Ale będzie to moja, mała tajemnica. Santiago spojrzała na mnie badawczo. Powinnam coś powiedzieć. Myślałam nad argumentami, którymi postanowiłam się posłużyć.
- No wiecie...jako, że jestem dziewczyną..to chłopaki nie będą chcieli ze mną grać... - zaczęłam, choć zaraz sobie uświadomiłam, że to nie jest zbyt dobre wyjaśnienie. W odmętach swojej pamięci szukałam czegoś bardziej przekonywującego. Tylko jak na złość nic sensownego nie wymyśliłam. Uśmiechnęłam się lekko do kapitana.
- Hm..sądzę, że będziemy się wymieniać. - rzekł brązowowłosy, odwracając wzrok ode mnie. - Zobaczymy z kim będziemy walczyć i kto ma większe szanse na zwycięstwo.
Było to dobre rozwiązanie. Mielibyśmy większe szanse na wygraną. Kiwałam zamyślona głową, będąc myślałam gdzieś daleko. Santiago podniósł się z krzesła, a szmer przesuwanego mebla wyrwał mnie z moich zamyśleń. Patrzyłam jak blondyn i Pablo również się podnoszą i podsuwają swoje krzesła. Zmarszczyłam brwi.
- Gdzie idziecie? - spytałam, chcąc dowiedzieć się gdzie chłopaki się wybierają. Nawet nie poinformowali mnie o swoich planach.
- Potrenować. - odpowiedział Rafael, po czym wszyscy trzej opuścili salon.
' Potrenować ? ' - pomyślałam. ' A mnie łaska nawet nie powiedzieć o tym !? ' - przemknęło mi przez myśl. Byłam trochę na nich zła z resztą pewnie chcą odreagować ostatnie wydarzenia. Cała ta afera z oszustwem mocno nadwyrężyła ich nerwy, moje również. Spojrzałam na Palome, która bawiła się kubkiem czarnowłosego. Zmarszczyłam brwi.
- Chcesz nabawić się zarazków ? - spytałam, wpatrując się jak przez chwilę podaje sobie z rąk do rąk naczynie, po czym odstawia je na bok.
- Co będziemy robić ? - Zignorowała moją poprzednią uwagę. To było dobre pytanie, na które nie znałam odpowiedzi. Nie miałam pojęcia, co możemy robić przez cały dzień. Możliwe, że poszukamy chłopaków i będziemy razem trenować, ale jak na razie może pozwiedzamy miasto. Otworzyłam usta, lecz z mego gardła nie wydobyło się żadne słowo. Usłyszałam odgłos kroków na korytarzu. Zamilkłam i spojrzałam w stronę drzwi. W framudze drzwi ujrzałam grupkę nastolatków. Szybko odwróciłam wzrok i spojrzałam znacząco na szatynkę. Nic nie odpowiedziała. Zawodnicy przeszli obok nas, jakby nas nie widzieli. Albo ignorowali naszą obecność. Cóż. Nie spodziewałam się, że zaczną z nami rozmawiać jakby nigdy nic. Byłam tylko ciekawa jak poszła ta narada? Czy wszyscy się zgodzili? Czy jednak był ktoś przeciwko nas? Możliwe, że Pan Dickenson załagodził sytuację. Brązowooka spojrzała na mnie niepewnie. Nie była rada z tego, że nagle zjawili się nastolatkowie. Cóż. Też nie byłam, ale nie będę przed nimi uciekać. Wzruszyłam ramionami. Odwróciłam lekko głowę. Za moimi plecami zaledwie przy stoliku obok siedziała drużyna Blitzkreieg Boys. Rozmawiali ze sobą pół szeptem. Odwróciłam wzrok i spojrzałam znacząco na przyjaciółkę, dając jej do zrozumienia, aby spojrzała za mnie. Tak też uczyniła. Na jej twarzy pojawił się grymas niezadowolenia.
- Patrz nasz kolega. - oznajmiłam spokojnie. Dziewczyna odwróciła wzrok i z przestrachem spojrzała na mnie.
- Amanda ciszej bo Cię jeszcze usłyszy. - warknęła cicho. Uśmiechnęłam się lekko i wzruszyłam lekceważąco ramionami.
- A myślisz, że nas usłyszą? - spytałam niewinnie. Dicarlo zmroziła mnie wzrokiem.
- Nigdy nie wiadomo.
- Gumowe ucho. - rzekłam i parsknęłam śmiechem. Moja przyjaciółka spojrzała na mnie z taką miną, że chciało mi się bardziej śmiać. Ale wiedziałam, że lepiej jej nie denerwować. Więc zaprzestałam tej czynności.
- Amanda. - jęknęła.
- No co? - spytałam niewinnie. Przecież nic złego nie zrobiłam. To już normalnie porozmawiać nie można? Co mnie obchodzi, że inni słyszą to co mówię? Wzruszyłam ramionami i zerknęłam przez ramię. Grupka chłopaków zamilkła jak urzeczona. Zmarszczyłam brwi. Nagle Bryan podniósł na mnie wzrok jakby się domyślał, że o nim gadamy. Odwróciłam wzrok.
- Oni się na nas gapią. - usłyszałam słaby głos Palomy. Zaraz na sobie poczułam bacznie spojrzenia czterech par oczu. Nie wróżyło to nic dobrego.
- I co zrobiłaś? A jak do nas podejdą ?! - jęknęła zrozpaczona.
-Nie horroryzuj. Może spodobałyśmy się im? - odrzekłam lekko. Szatynka spojrzała na mnie z dziwnym wyrazem twarzy. Chciałam ją pocieszyć, ale chyba nie wyszło.
- To nie jest śmieszne. - warknęła przez zaciśnięte zęby. Uśmiechnęłam się lekko. Machnęłam lekceważąco ręką.
- To może pójdziemy na śniadanie? - powiedziała w miarę swobodnym tonem Paloma. Cóż, mogłam zrobić? Tylko się zgodzić, aby dała mi wreszcie spokój. Kiwnęłam głową. Po czym wstałam z krzesła. Poczułam jak wszyscy na nas patrzą, a w salonie zapanowała dziwna cisza.
' Ok ' - pomyślałam. Dicarlo obeszła stolik i skierowała się wraz z mną do wyjścia. Nie mogłam się oprzeć i przechodząc blisko stolika Blitzkreieg Boys, posłałam szarowłosemu wredny uśmieszek.
Od Autorki: Rozdział mia być w poniedziałek, ale przez ten onet nie miałam nawet chęci wchodzić publikować postu.
Tak więc przepraszam i życzę miłego czytania. Pozdrawiam.
15 lipca 2012
Rozdział 4
Pokój, w którym przebywałyśmy, okazał się przytulny i schludny. Wszystko tu miało swoje miejsce. Niewielki, drewniany stół stał po środku pomieszczenia a tuż przy nim cztery krzesła z ciemnego drewna. Na przeciwko drzwi stała samotna komoda, na której spoczywał plazmowy telewizor. Po prawej stronie od wejścia, piętrzyły się zielone, żelazne szafeczki, w których można było przechowywać swoje osobiste rzeczy. Długa ławka, na której siedziałam była twarda i niewygodna. Z podkulonymi nogami, wpatrywałam się w przeciwległą ścianę pokoju. Oczyma duszy wciąż na nowo przeżywam wcześniejsze wydarzenia. ' Jak mogło się to stać? ' - myślałam, chcąc jakoś uporządkować myśli. Szczęk otwieranego zamka wyrwał mnie z zamyśleń. Mój wzrok od razu powędrował w stronę wejścia. Drzwi otwierały się powoli jakby osoba, która je pchnęła bała się zajrzeć do środka. Albo nie miała za dobrych wiadomości. Tępym wzrokiem patrzyłam jak drzwi otwierają się na oścież, tym samym ukazując osobę, która stała przed wejściem. Zamarłam na chwilę, widząc, jak Santiago wraz z chłopakami wchodzi cicho do pokoju. Niemal, że odchodziłam od zmysłów, czekając na rezultat negocjacji. Szybko zerwałam się z miejsca, co spowodowała, że wzrok przybyłych spoczął na mnie. Brązowowłosy stał zgarbiony, po czym na jego ustach wpełzł delikatny uśmiech.
- Musimy pogadać. - odparł nadzwyczaj spokojnie, po czym usiadł na krześle. Blondyn wraz z Pablo zajęli pozostałe dwa krzesła. Przemknęłam ślinę i na powrót rozsiadłam się na ławce. Zapadło milczenie, którego nikt nie chciał przerwać. Paloma posyłała mi ukradkowe spojrzenia pełne obawy. A ja ? Bałam się jak cholera, tego, co ma nam do powiedzenia zielonooki. Nie chciałam z góry zakładać, że jest gorzej niż było a my nie mamy prawa wziąć udziału w zawodach. Choć miałam cichą nadzieję, że jednak jest jakaś nikła szansa, aby to wszystko naprawić. Swoje ręce zacisnęłam mocno na skrawku białej spódniczki.
- Więc ? - spytałam, nagle zauważając, że całkiem zaschło mi w ustach.
- Hmm... - cicho wychrypiał. - Mamy szanse wziąć udział w zawodach, ale. - prawie się cieszyłam, że będzie dobrze. - Jesteśmy zdani na łaskę Komisji i innych zawodników. - ' No pięknie ' - westchnęłam.
Nie wiem, co było gorsze? Samo nie uczestniczenie w zawodach czy skazanie na łaskę innych? Westchnęłam przeciągle i oparłam się plecami o szafki.
- Nie jest źle.. - odparł blondyn. Uśmiechnęłam się ironicznie. Powstrzymując się od jakichkolwiek komentarzy. ' Myśli, że będzie to takie proste? ' - myślałam. Wiadomo, że teraz wszyscy będą się na nas krzywo patrzeć. Co jak co, ale nikt nie lubi jak ktoś gra nieczysto. Tylko kwestia czasu jak nam wygarną. Z drugiej strony to nie sprawiedliwe. Wierzą w słowa całkiem obcych ludzi, których nie widzieli na oczy. Choć przez myśl im nie przeszło, że to oni mogą kłamać. A te wszystkie rzeczy są wyssane z palca. Nie chciałam więcej o tym myśleć bo zaczynała mnie boleć głowa od natłoku informacji. Leniwie przeczesałam włosy wierzchem dłoni.
- Będzie dobrze. - pocieszyła szatynka. Spojrzałam na nią ukradkiem. Widziałam jak próbuje zachować spokój i opanowanie. Jednak wiedziałam, że jak wszyscy, się denerwuje. Była moją, najlepszą przyjaciółką i mogłam na nią zawsze liczyć. Nawet w tej chwili w nas nie wątpi. Pablo nerwowo stukał palcami o blat stołu, co było denerwujące. Ale nie chciała się dłużej denerwować. Czy to ma sens? Usłyszałam stłumione krzyki, które dochodziły z areny.
- Włącz telewizor. - poleciałam zielonookiemu. Santiago chwycił za pilot i wcisnął czerwony guziczek. Ekran urządzenia zalśnił, ukazując obraz wnętrza stadionu. Jezzman stał na arenie i konsultował się z wysokim mężczyzną, ubranym w garnitur. Zapewne ten człowiek zasiadał w Komisji. Przez chwilę mężczyźni naradzali się, po czym ów osobnik opuścił areną. A kamera skupiała się na brązowooki.
- Mili państwo! - zaczął. - Dzisiaj jednak nikt nie zagra z powodu pewnych komplikacji. - Tłum zawył niepocieszony. Widziałam, jak ludzie są nie zadowoleni. - Jednak jest nadzieja, że za dwa dni w godzinach popołudniowych rozpocznie się pierwszy mecz. - pocieszył brązowowłosy, mając nadzieję, że kibice będą zadowoleni. - A na dziś to wszystko. Dziękuję i do zobaczenia! - wykrzyknął Dj do mikrofonu. Kapitan wyłączył telewizor. Może i dobrze, że to zrobił. Bo poczułam się gorzej niż przedtem. Nie tylko ja czułam się fatalnie, widać, że cała drużyna jest przygnębiona. Nastała kompletna cisza. Pierwszy raz cieszę się, że nikt się nie odzywała. Te kilka minut bez rozmów, przyda się nam, aby uporządkować myśli. Przymknęłam powieki, po czym otworzyłam je powoli. Lecz nic się nie zmieniło. Zaśmiałam się cicho z własnej głupoty. Myślałam, że jeśli zamknę oczy to wszystko wróci do normy? Jasne, że nie, ale nikt nie zabroni mi tego. Miałam jednak tego dość. Wstałam i wyprostowałam się, co zwróciło uwagę reszty drużyny.
- I co idziemy? -spytałam lekko. Chłopaki spojrzeli na mnie bez wyrazu. - No co? Autobus odjedzie bez nas. - I gdybym tego nie powiedziała pewnie bym siedzieli tak do jutra rozmyślając o tej paskudnej sprawie. Santiago kiwnął głową i wstał z krzesła, po czym je podsunął bliżej stołu.
- Tak. Idziemy. - rzekł i podszedł do drzwi, naciskając na klamkę. Stał przez chwilę w bez ruchu co zdążyłam zauważyć jak również i Paloma. Po chwili potrząsnął głową jakby chciał odgonić swe myśli. Otworzył drzwi i wszyscy wyszliśmy na korytarz.
***
Wróciliśmy do ośrodka i od razu poszliśmy na swoje piętro. Zauważyłam, że w budynku jesteśmy tylko my, co oznacza, że reszta drużyn jeszcze nie wróciła. Szliśmy w ciszy, którą przerywał odgłos naszych kroków na posadzce. Doszliśmy bez przeszkód do windy. Rafael nacisnął na guzik, po czym wrota windy otworzyły się. Weszliśmy do małego pomieszczenia, a drzwi zamknęły się. Winda ruszyła. Nadal nic nie mówiliśmy. Bo co? Jednego czego chciałam to wziąć długi prysznic i położyć się na wygodnym łóżku. Odetchnęłam z ulgą, kiedy usłyszałam charakterystyczny dźwięk. Winda stanęła. Drzwi odsunęły się, a my weszliśmy na nasz korytarz. Zaraz sobie jednak uświadomiłam, że jeśli zawodnicy nie zgodzą się to my opuścimy to miejsce. Nagle posmutniałam. Bardzo chciała, aby nasz powrót okazał się prawdziwą sensacją. Bo z tego co zdążyłam zauważyć nikt nas nie pamięta, co jeszcze bardziej mnie dołuje. Ale czegóż mogłam się spodziewać? Nawet nie zauważyłam, kiedy chłopaki zniknęli w swoich pokojach. Zostałam sama z Dicarlo. Zatrzymałyśmy się przed swoim pokoju. Szatynka otworzyła drzwi po czym zniknęła w środku a ja podążyłam za nią.
Położyłam się na łóżku, wygodnie się rozkładając. Moja przyjaciółka zaś usiadła na pościeli. Przez chwilę patrzyła na swoje buty, po czym podniosła wzrok na mnie. Spoglądałyśmy na siebie, nie wiedząc co powiedzieć. Nie mogłam wymyślić, żadnego ciekawego tematu do rozmowy, bo wciąż ta sprawa z nieczystą grą wracała. Jak zły koszmar, który nigdy się nie kończy. Choć może nasz zakończy się dość wcześniej.
- Słuchaj Amanda. - głos koleżanki wyrwał mnie z zamyśleń. Zerknęłam na nią zaskoczona. - Jest mi....
- Paloma, dość. - szepnęłam. Tego jeszcze brakowało, że szatynka litowało się nade mną. Bo przecież to nie nasza wina?
- Ale.... - zaczęła, lecz nie pozwoliłam jej skończyć. Wstałam i usiadłam na swoim posłaniu. Spojrzałam na nią swymi fioletowymi oczyma.
- Wiem, że Ci przykro, ale nam to nie pomorze. Po za tym nie spodziewałam się, że będą na początku problem. I to taki. Nie wiem, co ta drużyna nagadała Komisji, ale bądź pewna ja się nie poddam. Nie dam, aby zniszczyli naszą drużynę. - mówiłam, wpatrując się w nią intensywnie. Widziałam jak jej twarz wyraża zaskoczenie. - Coś się wymyśli. - odparłam sama nie widząc, co dokładnie miałam na myśli. Jednak wiedziałam, że muszę walczyć o nasze dobre imię. A jacyś idioci na pewno nie zniszczą nas. Paloma siedziała przez chwilę w milczeniu, po czym zaśmiał się perliście. Zmarszczyłam brwi.
- Wiedziałam, że tak powiesz. - powiedziała, ścierając kciukiem łzy, które zebrały się w jej kącikach oczu. - Myślałam, że się załamałaś. Chociaż jednak pokazujesz chart ducha. Ale nie wiem jak reszta. - powiedziała ciszej. Miała rację. Chłopaki nie wyglądali za wesoło i zapewne będzie trudno namówić ich do współpracy, lecz to będzie na mojej głowie. Bo czy kiedykolwiek ja nie osiągałam swych celów? Nie ma takiej opcji. Wszystko musi się udać. Uśmiechnęłam się promiennie.
- Będzie ciekawie.
***
Starszy mężczyzna o przenikliwych oczach, siedział skulony na krześle. Powoli powiódł wzrokiem po osobach znajdujących się w sali. Westchnął cicho, kiedy okazało się, że wszyscy są.
- Zapewne wiecie w jakiej sprawie się spotykamy ? - odparł, mając nadzieję, że nie będzie musiał tego wszystkiego tłumaczyć.
- Nie zupełnie. - powiedział Tyson, drapiąc się po głowie. Staruszek westchnął zrezygnowany, po czym rozwinął swoją myśl:
- Chodzi mi o tą nową drużynę Black Dragoons. Prawdopodobnie oszukiwali w poprzednim meczu wyłaniającym reprezentantów Argentyny do Mistrzostw Świata. Kapitan owej drużyny, która również ubiegała się o wzięcie udziałów w zawodach zawiadomił mnie o tym nie fortunnym wypadku dzisiaj. Jednak... - po raz kolejny raz westchnął, to będzie najtrudniejsza część. - Wszystko jest już ustalone i nie bardzo pasuje, aby wyeliminować drożynę jednak nie przeczę to, co zrobili jest....
- Nie sportowe. - pośpieszył w podpowiedzią fioletowłosy.
- Tak. - przyznał Pan Dickenson. - Nie wiem, co zrobić w tej sprawie, dlatego wezwałem was, gdyż chcę znać wasze zdanie. Czy drużyna Black Dragoons ma wziąć udział w zawodach, czy nie? - zakończył swą przemowę i zamilkł, oczekiwał teraz wypowiedzi innych kapitanów.
- Dość nie typował sytuacja. - odparł szarowłosy chłopak.
- Dla mnie wszystko jasne. - powiedział Granger, który odchylił się na krześle. Reszta spojrzała na niego oczekując wyjaśnień. - Jeśli oszukiwali powinni być zdyskwalifikowani. - Stanley zmarszczył brwi.
- A ty Robercie? - spytał. Jurgen siedział z założonymi rękami na klatce piersiowej i przymkniętymi oczami. Intensywnie myślał nad odpowiedział, jednak było tylko jedno wyjście.
- Muszę poprzeć Tysona. - rzekł po dłużej chwili. - Tak nie można. - Szarowłosy pokiwał głową.
- Dobrze się zastanowiłeś Robert ? - spytał siedzący obok niego Johnny. - Może mieli jakieś swoje pobudki ? - niepewnie odpowiedział.
- Ciekawe jakie? - spytał spokojnie i usiadł wygodnie na krześle. - Chyba tylko to, że chcieli znaleźć się wśród nas? - Mcgregor zamilkł.
- A ja uważam, że powinno dać się im szanse. - rzekł niespodziewanie rudowłosy chłopak.
- Brooklyn? - spytał kapitan BEGI.
- Tak, po za tym nie jesteśmy pewni, czy ów kapitan tej drużyny mówi prawdę. - odparł inteligentnie.
- Uważasz, że kłamie? - spytał niepewnie Lee. Nastała cisza. Nawet Dickenson zaczął się zastanowić nad wypowiedzią niebieskookiego. Może w tym jest trochę prawdy. Jednak....
- Chciałabym, abyście dobrze to przemyśleli. I chcę znać odpowiedź teraz.
- BladeBreakers?
- Nie.
- White Tigers?
- Hm...nie chcę być okropny. - rzekł spokojnie Ray. - Damy im szanse.
- All Stars.
- Nie.
- The Majestics? - spytał Stanley.
- Niech będzie...- odparł znudzony fioletowłosy. - Jesteśmy na tak.
- BEGA
- Tak.
- F-Dynast?
- Stanowczo NIE. - oznajmiła jedyna dziewczyna w tym pomieszczeniu. Brat poparł ją skinieniem głowy.
- Barthez Battalion?
- Nie. - Miguel pokręcił głową.
- Blitzkreig Boys? - spytał staruszek z drżącym głosem. Ten głos był ostateczny. Jeśli się nie zgodzą, Black Dragoons będą wyemilinowani. Tala siedział niewzruszony na krześle, nie mając ochoty odpowiedzieć.
- Tak. - Ta odpowiedź wywołała nie mają sensację. Tym bardziej, że nikt nie spodziewała się po nich takiej odpowiedzi. Ivanov spojrzał groźnym wzrokiem na popielatowłosego. Kai jednak pozostał niewzruszony i unikał wzroku kapitana.
- Hm...to jest 4:4. - odparł po chwili wahania Pan Dickenson. Nie rozwiązywało to jednak problemu.
- Jeszcze raz będziemy głosować? -spytał milczący Kenny, na którego kolanach spoczywał laptop. Mężczyzna pokręcił głową.
- Cóż, jeśli pozwolicie chciałabym też się wypowiedzieć. - Wszyscy zamilkli wpatrując się w staruszka.- Znam tą drużynę tym bardziej pewną osobę i wiem, że są oni dobrymi zawodnikami przestrzegającymi pewne zasady. Nie wierzę w te oszustwo. Ale chciałem znać wasze zdanie. - Tyson zmarszczył brwi.
- Czyli jednak z góry było ustalone że zostają? - spytał dobitnie.
- Nie zupełnie. - oznajmił Dickenson. - Sam nie mogłem podjąć takiej decyzji lecz jest wśród Was znaleźli się tacy, którzy im wierzą to jestem niezmiernie szczęśliwy. - Mężczyzna uśmiechnął się. - Dziękuję wam za przybycie i nie będę dłużej was zatrzymywał. - odrzekł na koniec. Zawodnicy wstali i każdy po kolei wyszedł z pomieszczenia.
Od Autorki: Kolejny rozdział za mną. Mam nadzieję, że się spodoba.
Pozdrawiam.
- Musimy pogadać. - odparł nadzwyczaj spokojnie, po czym usiadł na krześle. Blondyn wraz z Pablo zajęli pozostałe dwa krzesła. Przemknęłam ślinę i na powrót rozsiadłam się na ławce. Zapadło milczenie, którego nikt nie chciał przerwać. Paloma posyłała mi ukradkowe spojrzenia pełne obawy. A ja ? Bałam się jak cholera, tego, co ma nam do powiedzenia zielonooki. Nie chciałam z góry zakładać, że jest gorzej niż było a my nie mamy prawa wziąć udziału w zawodach. Choć miałam cichą nadzieję, że jednak jest jakaś nikła szansa, aby to wszystko naprawić. Swoje ręce zacisnęłam mocno na skrawku białej spódniczki.
- Więc ? - spytałam, nagle zauważając, że całkiem zaschło mi w ustach.
- Hmm... - cicho wychrypiał. - Mamy szanse wziąć udział w zawodach, ale. - prawie się cieszyłam, że będzie dobrze. - Jesteśmy zdani na łaskę Komisji i innych zawodników. - ' No pięknie ' - westchnęłam.
Nie wiem, co było gorsze? Samo nie uczestniczenie w zawodach czy skazanie na łaskę innych? Westchnęłam przeciągle i oparłam się plecami o szafki.
- Nie jest źle.. - odparł blondyn. Uśmiechnęłam się ironicznie. Powstrzymując się od jakichkolwiek komentarzy. ' Myśli, że będzie to takie proste? ' - myślałam. Wiadomo, że teraz wszyscy będą się na nas krzywo patrzeć. Co jak co, ale nikt nie lubi jak ktoś gra nieczysto. Tylko kwestia czasu jak nam wygarną. Z drugiej strony to nie sprawiedliwe. Wierzą w słowa całkiem obcych ludzi, których nie widzieli na oczy. Choć przez myśl im nie przeszło, że to oni mogą kłamać. A te wszystkie rzeczy są wyssane z palca. Nie chciałam więcej o tym myśleć bo zaczynała mnie boleć głowa od natłoku informacji. Leniwie przeczesałam włosy wierzchem dłoni.
- Będzie dobrze. - pocieszyła szatynka. Spojrzałam na nią ukradkiem. Widziałam jak próbuje zachować spokój i opanowanie. Jednak wiedziałam, że jak wszyscy, się denerwuje. Była moją, najlepszą przyjaciółką i mogłam na nią zawsze liczyć. Nawet w tej chwili w nas nie wątpi. Pablo nerwowo stukał palcami o blat stołu, co było denerwujące. Ale nie chciała się dłużej denerwować. Czy to ma sens? Usłyszałam stłumione krzyki, które dochodziły z areny.
- Włącz telewizor. - poleciałam zielonookiemu. Santiago chwycił za pilot i wcisnął czerwony guziczek. Ekran urządzenia zalśnił, ukazując obraz wnętrza stadionu. Jezzman stał na arenie i konsultował się z wysokim mężczyzną, ubranym w garnitur. Zapewne ten człowiek zasiadał w Komisji. Przez chwilę mężczyźni naradzali się, po czym ów osobnik opuścił areną. A kamera skupiała się na brązowooki.
- Mili państwo! - zaczął. - Dzisiaj jednak nikt nie zagra z powodu pewnych komplikacji. - Tłum zawył niepocieszony. Widziałam, jak ludzie są nie zadowoleni. - Jednak jest nadzieja, że za dwa dni w godzinach popołudniowych rozpocznie się pierwszy mecz. - pocieszył brązowowłosy, mając nadzieję, że kibice będą zadowoleni. - A na dziś to wszystko. Dziękuję i do zobaczenia! - wykrzyknął Dj do mikrofonu. Kapitan wyłączył telewizor. Może i dobrze, że to zrobił. Bo poczułam się gorzej niż przedtem. Nie tylko ja czułam się fatalnie, widać, że cała drużyna jest przygnębiona. Nastała kompletna cisza. Pierwszy raz cieszę się, że nikt się nie odzywała. Te kilka minut bez rozmów, przyda się nam, aby uporządkować myśli. Przymknęłam powieki, po czym otworzyłam je powoli. Lecz nic się nie zmieniło. Zaśmiałam się cicho z własnej głupoty. Myślałam, że jeśli zamknę oczy to wszystko wróci do normy? Jasne, że nie, ale nikt nie zabroni mi tego. Miałam jednak tego dość. Wstałam i wyprostowałam się, co zwróciło uwagę reszty drużyny.
- I co idziemy? -spytałam lekko. Chłopaki spojrzeli na mnie bez wyrazu. - No co? Autobus odjedzie bez nas. - I gdybym tego nie powiedziała pewnie bym siedzieli tak do jutra rozmyślając o tej paskudnej sprawie. Santiago kiwnął głową i wstał z krzesła, po czym je podsunął bliżej stołu.
- Tak. Idziemy. - rzekł i podszedł do drzwi, naciskając na klamkę. Stał przez chwilę w bez ruchu co zdążyłam zauważyć jak również i Paloma. Po chwili potrząsnął głową jakby chciał odgonić swe myśli. Otworzył drzwi i wszyscy wyszliśmy na korytarz.
***
Wróciliśmy do ośrodka i od razu poszliśmy na swoje piętro. Zauważyłam, że w budynku jesteśmy tylko my, co oznacza, że reszta drużyn jeszcze nie wróciła. Szliśmy w ciszy, którą przerywał odgłos naszych kroków na posadzce. Doszliśmy bez przeszkód do windy. Rafael nacisnął na guzik, po czym wrota windy otworzyły się. Weszliśmy do małego pomieszczenia, a drzwi zamknęły się. Winda ruszyła. Nadal nic nie mówiliśmy. Bo co? Jednego czego chciałam to wziąć długi prysznic i położyć się na wygodnym łóżku. Odetchnęłam z ulgą, kiedy usłyszałam charakterystyczny dźwięk. Winda stanęła. Drzwi odsunęły się, a my weszliśmy na nasz korytarz. Zaraz sobie jednak uświadomiłam, że jeśli zawodnicy nie zgodzą się to my opuścimy to miejsce. Nagle posmutniałam. Bardzo chciała, aby nasz powrót okazał się prawdziwą sensacją. Bo z tego co zdążyłam zauważyć nikt nas nie pamięta, co jeszcze bardziej mnie dołuje. Ale czegóż mogłam się spodziewać? Nawet nie zauważyłam, kiedy chłopaki zniknęli w swoich pokojach. Zostałam sama z Dicarlo. Zatrzymałyśmy się przed swoim pokoju. Szatynka otworzyła drzwi po czym zniknęła w środku a ja podążyłam za nią.
Położyłam się na łóżku, wygodnie się rozkładając. Moja przyjaciółka zaś usiadła na pościeli. Przez chwilę patrzyła na swoje buty, po czym podniosła wzrok na mnie. Spoglądałyśmy na siebie, nie wiedząc co powiedzieć. Nie mogłam wymyślić, żadnego ciekawego tematu do rozmowy, bo wciąż ta sprawa z nieczystą grą wracała. Jak zły koszmar, który nigdy się nie kończy. Choć może nasz zakończy się dość wcześniej.
- Słuchaj Amanda. - głos koleżanki wyrwał mnie z zamyśleń. Zerknęłam na nią zaskoczona. - Jest mi....
- Paloma, dość. - szepnęłam. Tego jeszcze brakowało, że szatynka litowało się nade mną. Bo przecież to nie nasza wina?
- Ale.... - zaczęła, lecz nie pozwoliłam jej skończyć. Wstałam i usiadłam na swoim posłaniu. Spojrzałam na nią swymi fioletowymi oczyma.
- Wiem, że Ci przykro, ale nam to nie pomorze. Po za tym nie spodziewałam się, że będą na początku problem. I to taki. Nie wiem, co ta drużyna nagadała Komisji, ale bądź pewna ja się nie poddam. Nie dam, aby zniszczyli naszą drużynę. - mówiłam, wpatrując się w nią intensywnie. Widziałam jak jej twarz wyraża zaskoczenie. - Coś się wymyśli. - odparłam sama nie widząc, co dokładnie miałam na myśli. Jednak wiedziałam, że muszę walczyć o nasze dobre imię. A jacyś idioci na pewno nie zniszczą nas. Paloma siedziała przez chwilę w milczeniu, po czym zaśmiał się perliście. Zmarszczyłam brwi.
- Wiedziałam, że tak powiesz. - powiedziała, ścierając kciukiem łzy, które zebrały się w jej kącikach oczu. - Myślałam, że się załamałaś. Chociaż jednak pokazujesz chart ducha. Ale nie wiem jak reszta. - powiedziała ciszej. Miała rację. Chłopaki nie wyglądali za wesoło i zapewne będzie trudno namówić ich do współpracy, lecz to będzie na mojej głowie. Bo czy kiedykolwiek ja nie osiągałam swych celów? Nie ma takiej opcji. Wszystko musi się udać. Uśmiechnęłam się promiennie.
- Będzie ciekawie.
***
Starszy mężczyzna o przenikliwych oczach, siedział skulony na krześle. Powoli powiódł wzrokiem po osobach znajdujących się w sali. Westchnął cicho, kiedy okazało się, że wszyscy są.
- Zapewne wiecie w jakiej sprawie się spotykamy ? - odparł, mając nadzieję, że nie będzie musiał tego wszystkiego tłumaczyć.
- Nie zupełnie. - powiedział Tyson, drapiąc się po głowie. Staruszek westchnął zrezygnowany, po czym rozwinął swoją myśl:
- Chodzi mi o tą nową drużynę Black Dragoons. Prawdopodobnie oszukiwali w poprzednim meczu wyłaniającym reprezentantów Argentyny do Mistrzostw Świata. Kapitan owej drużyny, która również ubiegała się o wzięcie udziałów w zawodach zawiadomił mnie o tym nie fortunnym wypadku dzisiaj. Jednak... - po raz kolejny raz westchnął, to będzie najtrudniejsza część. - Wszystko jest już ustalone i nie bardzo pasuje, aby wyeliminować drożynę jednak nie przeczę to, co zrobili jest....
- Nie sportowe. - pośpieszył w podpowiedzią fioletowłosy.
- Tak. - przyznał Pan Dickenson. - Nie wiem, co zrobić w tej sprawie, dlatego wezwałem was, gdyż chcę znać wasze zdanie. Czy drużyna Black Dragoons ma wziąć udział w zawodach, czy nie? - zakończył swą przemowę i zamilkł, oczekiwał teraz wypowiedzi innych kapitanów.
- Dość nie typował sytuacja. - odparł szarowłosy chłopak.
- Dla mnie wszystko jasne. - powiedział Granger, który odchylił się na krześle. Reszta spojrzała na niego oczekując wyjaśnień. - Jeśli oszukiwali powinni być zdyskwalifikowani. - Stanley zmarszczył brwi.
- A ty Robercie? - spytał. Jurgen siedział z założonymi rękami na klatce piersiowej i przymkniętymi oczami. Intensywnie myślał nad odpowiedział, jednak było tylko jedno wyjście.
- Muszę poprzeć Tysona. - rzekł po dłużej chwili. - Tak nie można. - Szarowłosy pokiwał głową.
- Dobrze się zastanowiłeś Robert ? - spytał siedzący obok niego Johnny. - Może mieli jakieś swoje pobudki ? - niepewnie odpowiedział.
- Ciekawe jakie? - spytał spokojnie i usiadł wygodnie na krześle. - Chyba tylko to, że chcieli znaleźć się wśród nas? - Mcgregor zamilkł.
- A ja uważam, że powinno dać się im szanse. - rzekł niespodziewanie rudowłosy chłopak.
- Brooklyn? - spytał kapitan BEGI.
- Tak, po za tym nie jesteśmy pewni, czy ów kapitan tej drużyny mówi prawdę. - odparł inteligentnie.
- Uważasz, że kłamie? - spytał niepewnie Lee. Nastała cisza. Nawet Dickenson zaczął się zastanowić nad wypowiedzią niebieskookiego. Może w tym jest trochę prawdy. Jednak....
- Chciałabym, abyście dobrze to przemyśleli. I chcę znać odpowiedź teraz.
- BladeBreakers?
- Nie.
- White Tigers?
- Hm...nie chcę być okropny. - rzekł spokojnie Ray. - Damy im szanse.
- All Stars.
- Nie.
- The Majestics? - spytał Stanley.
- Niech będzie...- odparł znudzony fioletowłosy. - Jesteśmy na tak.
- BEGA
- Tak.
- F-Dynast?
- Stanowczo NIE. - oznajmiła jedyna dziewczyna w tym pomieszczeniu. Brat poparł ją skinieniem głowy.
- Barthez Battalion?
- Nie. - Miguel pokręcił głową.
- Blitzkreig Boys? - spytał staruszek z drżącym głosem. Ten głos był ostateczny. Jeśli się nie zgodzą, Black Dragoons będą wyemilinowani. Tala siedział niewzruszony na krześle, nie mając ochoty odpowiedzieć.
- Tak. - Ta odpowiedź wywołała nie mają sensację. Tym bardziej, że nikt nie spodziewała się po nich takiej odpowiedzi. Ivanov spojrzał groźnym wzrokiem na popielatowłosego. Kai jednak pozostał niewzruszony i unikał wzroku kapitana.
- Hm...to jest 4:4. - odparł po chwili wahania Pan Dickenson. Nie rozwiązywało to jednak problemu.
- Jeszcze raz będziemy głosować? -spytał milczący Kenny, na którego kolanach spoczywał laptop. Mężczyzna pokręcił głową.
- Cóż, jeśli pozwolicie chciałabym też się wypowiedzieć. - Wszyscy zamilkli wpatrując się w staruszka.- Znam tą drużynę tym bardziej pewną osobę i wiem, że są oni dobrymi zawodnikami przestrzegającymi pewne zasady. Nie wierzę w te oszustwo. Ale chciałem znać wasze zdanie. - Tyson zmarszczył brwi.
- Czyli jednak z góry było ustalone że zostają? - spytał dobitnie.
- Nie zupełnie. - oznajmił Dickenson. - Sam nie mogłem podjąć takiej decyzji lecz jest wśród Was znaleźli się tacy, którzy im wierzą to jestem niezmiernie szczęśliwy. - Mężczyzna uśmiechnął się. - Dziękuję wam za przybycie i nie będę dłużej was zatrzymywał. - odrzekł na koniec. Zawodnicy wstali i każdy po kolei wyszedł z pomieszczenia.
Od Autorki: Kolejny rozdział za mną. Mam nadzieję, że się spodoba.
Pozdrawiam.
Rozdział 3
Stałam pośrodku ciemności a w mych uszach dudniała bezdźwięczna cisza. Gdybym nie wiedziała, pomyślałabym, że jestem sama w czarnej otchłani, która powoli mnie pożerała. Nie widziałam nawet własnych palców u dłoni, choć mam otwarte oczy. Nic. Tylko ta atramentowa plama. Tuż obok ucha usłyszałam ciche westchnienie pomieszane z irytacją. Mogłabym się tylko domyślić, że to jest Pablo. Nie lubił czekać. Hm... I powoli mnie udzielał się ten nastrój. Ileż to można siedzieć tu po ciemku !?Jezzman mógłby się pośpieszyć. Nie chcę stać tu bezczynie.
- To wielki dzień. - usłyszałam cichy szept Santiago.
- Tak. - przyznałam mu rację. Dokładnie nie wiedziałam, czy jest po mojej prawej czy lewej stronie. Powoli zatracałam się w tej ciemności, zapominając, że istnieje inny świat.
- Dzień dobry wszystkim ! - usłyszałam donośny głos prowadzącego, na którego padło światło reflektora. - Kolejny raz spotykamy się na mistrzostwach Beybladingu! - Odezwał się chór tysiąca głosów całkowicie paraliżując stadion. - Tak!Ale już więcej nie traćmy czasu. Po raz kolejny spotykamy się zeznanymi drużynami: BladeBreakers. - wrzasnął do mikrofonu brązowowłosy, w tej samej chwili jedna z lamp zabłysła, ukazując ową drużynę. - Powitajmy brawami Mistrza Świata w Beybladingu : Tysona! - Rozbrzmiały gromkie brawa, a odgłos krzyków i wrzasków nasilił się jeszcze bardziej. ' Zaraz bębenki mi pękną ' - pomyślałam. - A teraz powitajmy: White Tigers, All Stars, Blitzkreig Boys, F- Dynast, Barthez Battalion, The Majestic, BEGA i Black Dragoons. - Lampy błyskały za każdym razem, kiedy to mężczyzna wypowiadał nazwę drużyny. Na końcu zatrzymało się na nas. Tłumy szalały na trybunach okazując swą radość. Po chwili wszystkie lampy zostały zapalone. Zamrugałam oczami,przyzwyczajając się do sztucznego słońca. Mogłam teraz zobaczyć wszystkie drużyny, które stały w określonym miejscu na stadionie. Najbardziej jednak zachwycił mnie rozmiar owej budowli. Arena była ogromna wokół, której piętrzyły się miejsca dla publiczności. Czułam się jak mrówka : mała i bezsilna, pośród tego ogromu.
- A teraz przemówi Pan Dickenson. - oznajmił brązowooki
Na arenę wszedł niskawy trochę otyły staruszek odziany w szary garnitur zapinany na żółte guziki. Powolnym krokiem podszedł do Jezzmana i wziął od niego mikrofon. Widzowie zamilkli, oczekując słów mężczyzny.
-Witam Was wszystkich na kolejny zawodach! - zaczął starzec zdejmując swój kapelutek. - W tym roku kolejny raz zmienią się zasady. - Widownia jakby wstrzymała oddech jak i również zawodnicy. - Każdy mecz będzie się składał z trzech rund, co oznacza, że trzech różnych zawodników będzie walczyło. Dwie wygrane będą oznaczać wygranie meczu. Nie więcej to co 3 lata temu. - oznajmił. Wymieniłam szybkie spojrzenie ze swoją drużyną. Reszta zawodników była zadowolona, ale najbardziej napalał się Granger.
- Super! - krzyknął zwracając się do brązowowłosego chłopaka. Granatowłosy złapał go za ręce, mocno ściskając. - Będzie tyle okazji, aby zagrać ze świetnymi rywalami. - mówił dalej, potrząsając rękoma, wprawiając niższego chłopaka w drgawki.
- Tyson uspokój się! - nakazała brązowowłosa dziewczyna, patrząc groźnie na czerwonookiego.
-Ok,ok. - odparł naburmuszony. Pokręciłam głową. Zaraz sobie uświadomiłam,iż Stanley skończył swoją przemowę i czekał, aż wszyscy umilkną. Kiwnął głową w stronę Jezzmana, który z entuzjazmem, krzyknął do mikrofonu:
- Tak więc Zawody czas zacząć! A teraz czas na przerwę. Za 30 minut okaże się, kto będzie grał jako pierwszy! - wykrzyknął. Odetchnęłam z ulgą. Nareszcie koniec. Pablo wyprostował się, po czym z zadowoleniem stwierdził:
- W końcu myślałem, że się nie doczekam... Prawie, że usunąłem. - odparł ze szczerą prawdą. Widziałam jak oczy mu się zamykały. Santiago spojrzał na zegar, który pojawił się na ekranie,odmierzał on minuty do rozpoczęcia meczu.
- Hm...no nie wiem chyba poczekamy? - spytał, odgarniając lekko grzywkę. Spojrzał na męską część drużyny, oczekując od nich odpowiedzi.
- Możemy poczekać. - rzekł Rafael jak zawsze spokojnym głosem. Czarnowłosy poparł go skinieniem głowy. Wzrok zielonookiego spoczął na mnie.
- A ty?
- Hmm...wiesz chciałam iść z Palomą rozejrzeć się po okolicy. - odparłam, mając nadzieję, że Santiago nie będzie mnie namawiał do zostania. Powoli kiwnął głową.
- Ok. Widzimy się za 30 minut. - oznajmił. Nie odpowiedziałam, tylko skierowałam się do wyjścia z areny. Reszta drużyn już poszła, zapewne schować się w swoich pokojach. Szłam powoli,rozglądając się uważnie na boki, szukając szatynki. Miała na mnie poczekać. Lecz nigdzie jej nie dostrzegłam w tłumie widzów. Nagle zauważyłam samotną postać, która czekała koło wyjścia. Uśmiechnęłam się lekko i podbiegłam do niej.
- A chłopaki nie idą? - spytała, spoglądając w ich stronę.
- Nie. - oznajmiłam. Wzruszyła ramionami i odwróciła się na pięcie.
-Chcą się ugotować proszę bardzo. - Uśmiechnęłam się szeroko. Kierowałyśmy się wzdłuż szerokiego korytarza o bladozielonych ścianach.Po obu stronach owego pomieszczenia znajdowały się rzędy drewnianych drzwi.
Niektóre z nich należały do poszczególnych drużyn, gdzie spokojnie mogą odpocząć od wrzawy na stadionie i natrętnych fanów. Jednak nie miałam ochoty siedzieć w czterech, ciasnych ścianach. Maszerowałam żwawo, wpatrując się w swoje czubki butów. Myślami byłam daleko, dlatego po chwili zrozumiałam, że Dicarlo coś do mnie mówi.
-Uważaj! - prawie krzyknęła a ja w tej samej chwili poczułam, że wpadam na coś twardego. Na moment przymknęłam powieki, po czym lekko zatoczyłam się do tyłu. Na szczęście utrzymałam równowagę i nie runęłam jak długa na ziemię. Z roztargnieniem i złością spojrzałam na swoją przeszkodę. Dostrzegłam wysokiego szarowłosego chłopaka, który spojrzał na mnie z wyższością.
- Uważaj jak chodzisz! - warknął pod nosem. Zirytowała mnie jego uwaga. Tuż obok niego stali jego przyjaciele, którzy wydali mi się dziwnie znajomi, lecz nie miałam czasu, aby o tym pomyśleć.
- Ty też uważaj. - odpowiedziałam twardo posyłając mu gniewne spojrzenie. Poczułam jak przyjaciółka ściska mi lekko ramię, co miało znaczyć, żebyśmy się zbierały.
- Amanda. - usłyszałam błagalny szept Palomy, lecz to zignorowałam. Przez chwilę mierzyliśmy się spojrzeniami. Nie chciałam odpuścić. Co sobie gnojek myśli? Na moich ustach powoli wpełzł delikatny uśmiech.
- Mógłbyś się przesunąć? Tarasujesz mi przejście. - warknęłam. Chłopak uniósł brwi do góry. Jego koledzy nie okazywali żadnych uczuć, lecz widać było, że chcieliby znaleźć się gdzieś indziej.
- Phy... - syknął szarowłosy.
- Amanda. - Brązowowłosa za wszelką cenę chciała zwrócić na siebie moją uwagę.
-Bryan dość tego! Idziemy. - oznajmił czerwonowłosy chłopak i ominął nas bez zbędnych słów. W jego ślady poszli jego koledzy blondyn i popielatowłosy. Lecz ów chłopak ani drgnął. Na jego ustach ukazał się wredny uśmiech.
- Spadaj mała. - rzekł, przechodząc obok mnie. Posłałam mu jadowite spojrzenie.
-Wysoki jak brzoza a głupi jak koza. - odparłam z uśmiechem. Szarowłosy zatrzymał się raptownie, lecz za nim cokolwiek zrobił, brązowooka wzięła mnie za ramię i pociągnęła w głąb korytarza, zmuszając mnie dobiegu.
Puściła mnie dopiero, kiedy przekroczyłyśmy próg stadionu. Zatrzymała się gwałtownie na schodach i zaczęła głęboko oddychać. Zatrzymałam się tuż obok niej i zaczerpnęłam świeżego powietrza. Swój wzrok utkwiłam w błękitnym niebie, na którym nie było ani jednej chmurki. Uśmiechnęłam się lekko. Dzień zapowiadał się cudownie.
- Yhhh - usłyszałam głos koleżanki. Przeniosłam na nią wzrok, dostrzegając jej niezadowoloną minę. Stała z podpartymi na biodrach rękami i wpatrzoną we mnie.
- Ee tak? - spytałam, nie rozumiejąc o co jej chodzi.
-Amanda, jak mogłaś ?! - warknęła podirytowana. Zmarszczyłam brwi. -Dlaczego w ogóle zaczęłaś z tym chłopakiem? Wiesz, kim on jest?! - mówiła dość szybko, nawet nie zauważając, że zaczęła chodzić w kółko podenerwowana.
- Szczerze mnie to nie obchodzi. - orzekłam spokojnie. Dziewczyna zatrzymała się raptownie i spojrzała na mnie ostrzegawczo.
- A powinnaś.
- A kim on był ? - spytałam, wiedząc, że zaraz wszystko mi wyjaśni.
- Nie wiesz ?! - spytała niedowierzając. Cóż. Nie miałam pojęcia kim był ten palant, nikogo znajomego mi nie przypominał.
-To był Bryan z Blitzkreieg Boys! - wykrzyknęła. No tak! Teraz wiem dlaczego wydawali mi się znajomi. Paloma spojrzała na mnie załamana.
- Nie mów, że nie wiesz ? - spytała z nadzieją.
-Może tak może nie. Sorry nie jestem ich żadną fanką. - warknęłam oburzona.Wiem, że mojej strony to zaniedbanie, nie wiedząc z kim mam do czynienia. Ale czy wszyscy muszą ich znać i uwielbiać? Przewróciłam oczami i usiadłam na betonowych schodach. Dicarlo z westchnieniem usiadła obok mnie. Oparła prawą dłoń o brodę i przenikliwym wzrokiem,spoglądała w przestrzeń. Westchnęłam cicho i patrzyłam na mijających nas ludzi, którzy kręcili się po chodniku. Kątem oka zauważyłam jak grupka chłopców bawiła się dyskami, ciskając je do okrągłej czaszy.Przez dobre 10 minut nie odzywałyśmy się do siebie.
- Chyba już czas. - rzekła ze spokojem szatynka, wpatrując się we mnie badawczo.Przytaknęłam jej, lekkim skinieniem głowy. Wstałam leniwie i otrzepałam spódniczkę z pyłu. Dziewczyna dołączyła do mnie i wkroczyłyśmy do wnętrza stadionu.
***
Już w oddali dostrzegłam majaczące sylwetki swojej drużyny. Stali oni niespokojni ze wzrokami utkwionymi w podłodze. Wtedy przeczuwałam, że coś jest nie tak. Byli zbyt cicho.Zmarszczyłam brwi, posyłając przyjaciółce zdziwione spojrzenie.Odpowiedziała mi tym samym. Zatrzymałyśmy się nie daleko korytarza prowadzącego na arenę. Przystanęłam blisko kapitana, który pustym wzrokiem wpatrywał się we własne buty. Nie podobało mi się to. Chciałam spytać, co jest powodem takiego zachowania Santiago, lecz z mego gardła nie wydobyło się żadne słowo. Tak jakbym straciła głos. Chłopak powoli spojrzał na mnie, i z westchnieniem oparł się o ścianę. Wyczułam, że jest przybity.
- Jest problem. - Jego głos rozniósł się echem po korytarzu jak złowieszczy szept, który zwiastował złe wieści. Na chwilę zamarłam oczekując najgorszego, choć miałam cichą nadzieję, że to coś innego. - Nie weźmiemy udziału w zawodach. - powiedział to bez cienia żalu jakby już stracił wszelką nadzieję. Reszta milczała jak zaklęta. W tej chwili powinnam coś powiedzieć, coś pocieszającego, ale nic nie mogłam wymyślić. Moje myśli kołatały się w głowie.
- Ale jak to? - wychrypiałam starając się, aby mój głos brzmiał naturalnie.Zielonooki zacisnął usta w wąską linię, po czym spojrzał na mnie bez wyrazu.
- Pamiętasz tą drużynę, co walczyliśmy z nią w eliminacjach w Argentynie? - Brzmiało to jak stwierdzenie niż pytanie. Pokiwałam głową. Jak mogłam nie zapomnieć owej grupki ludzi, która nawet nie potrafiła trafić dyskiem do czaszy. Ale co oni mają z tym wspólnego?
- Powiedzieli, że oszukiwaliśmy na tych zawodach i właśnie poinformowali o tym komisję i Pana Dickensona. - Na chwilę zamarłam. Oczy rozszerzyły mi się ze zdziwienia i szoku jakiego doznałam. Nie mogłam nic nie powiedzieć. Myśli mknęły za szybko, powoli gubiłam się w własnej podświadomości. Lecz zaraz się opanowałam.
- No i co zamierzasz? - Mój głos był pełen napięcia i zdenerwowania. Chciałabym,aby brązowowłosy powiedział, że już wymyślił jakiś plan. Że nie da się tak po prostu. Lecz on nic nie zrobił. Zwiesił głowę jak pokonany. Nie mogłam na to patrzeć. Odwróciłam wzrok i spojrzałam na Pabla i Rafaela. Może oni? Jednak szybko się zorientowałam, że oni również przestali walczyć o nasze dobre imię. Poddali się za nim walka na dobre się rozpoczęła. Nagle poczułam gniew do swojej drużyny, który narastał z każdą chwilą.
- Chyba nie zamierzacie się poddać?! - warknęłam na tyle głośno, aby mnie usłyszeli. Zaskoczona szatynka spojrzałam w moim kierunku. W jej oczach dostrzegłam współczucie? Nie tego oczekiwałam. - Santiago weź się w garść! - nakazałam bojowo. Chłopak ani drgnął. - Chcesz stracić taką szanse? Chyba coś sobie obiecaliśmy. - Zaskoczony spojrzał na mnie przytomnie. Widziałam jak lekko przygryza wargę.
- To nie jest proste... - odpowiedział wymijająco.
- Jest. - odparłam twardo. Zmarszczył brwi i przybliżył się w moim kierunku.
- Nie. - powiedział, patrząc na mnie z góry. Nie podobało mi się to, jednak dalej drążyłam ten temat.
- Bo ty nie chcesz walczyć.
- Chcę! - prawie krzyknął i złapał się rękoma za głowę. Powoli zaczynałam mu współczuć, ale to tylko pogorszy sprawę. Muszę być silna i zmotywować swoją drużynę do działania.
- To co ty robisz? - mówiłam powoli tak, aby wszyscy mnie zrozumieli. - Żalisz się nad sobą! - krzyknęłam, co spowodowało, że blondyn i czarnowłosy spojrzeli na mnie zaskoczeni. Zielonooki spojrzał na mnie z złowrogim błyskiem woku. Wiedziałam, że najechałam mu na jego dumę, czego on nigdy nie mógł znieść.
- Myślisz, że się boję? - stwierdził, przeszywając mnie wzrokiem. Nie ulękłam się, nadal patrząc mu głęboko w oczy.
- Tak. - Zmarszczył brwi i założył ręce na klatce piersiowej.
- I co to da? Wszyscy myślą... - gwałtownie mu przerwałam.
-Wiesz, co myślę o innych?! Mam to gdzieś, co inni sądzą o mnie a najbardziej zawodnicy. Tu chodzi o to, co ty myślisz?! Nie rozumiesz? Jeśli będziesz tak myślał to tak się stanie. - powiedziałam. - Chcą nas zniszczyć. - dodałam szeptem. Zamilkliśmy. W oddali usłyszałam przyciszone rozmowy kilku osób a na korytarz wkroczyła grupka zawodników. Śmiali się głośno, przekomarzając się między sobą. Widząc nas zaniemówili i cicho przemknęli obok nas. Nie zwracałam na nich najmniejszej uwagi. Swymi oczyma byłam wpatrzona w chłopaka przede mną. Przez jego twarz przemknął grymas gniewu i bólu. Po chwili zaśmiał się,a jego śmiech rozbrzmiał na korytarzu, co zwróciło uwagę reszty drużyn. Pablo patrzył na niego jak na wariata a Rafael lekko się uśmiechał. W końcu przestał.
- Wiesz co? - powiedział, zaprzestając poprzedniej czynności. - I za to Cie lubię Amanda. - odparł z uśmiechem. - Za twój upór, choć czasami mnie trochę to denerwuję. - Na moje usta wpełzł szeroki uśmiech.
- Co byście beze mnie zrobili. - odparłam z dezaprobatą. Cóż udało się.
- No dobrze, chłopaki idziemy pogadać z komisją. - wydał rozporządzenie Santiago z uśmiechem na ustach. - Teraz trzeba trochę powalczyć.
Od Autorki: W końcu, po długich oczekiwaniach pojawił się rozdział 3.
Zmieniłam narracje na pierwszoosobową, gdyż tak mi łatwiej pisać. Kolejny rozdział za 3 tygodnie. Pozdrawiam.
- To wielki dzień. - usłyszałam cichy szept Santiago.
- Tak. - przyznałam mu rację. Dokładnie nie wiedziałam, czy jest po mojej prawej czy lewej stronie. Powoli zatracałam się w tej ciemności, zapominając, że istnieje inny świat.
- Dzień dobry wszystkim ! - usłyszałam donośny głos prowadzącego, na którego padło światło reflektora. - Kolejny raz spotykamy się na mistrzostwach Beybladingu! - Odezwał się chór tysiąca głosów całkowicie paraliżując stadion. - Tak!Ale już więcej nie traćmy czasu. Po raz kolejny spotykamy się zeznanymi drużynami: BladeBreakers. - wrzasnął do mikrofonu brązowowłosy, w tej samej chwili jedna z lamp zabłysła, ukazując ową drużynę. - Powitajmy brawami Mistrza Świata w Beybladingu : Tysona! - Rozbrzmiały gromkie brawa, a odgłos krzyków i wrzasków nasilił się jeszcze bardziej. ' Zaraz bębenki mi pękną ' - pomyślałam. - A teraz powitajmy: White Tigers, All Stars, Blitzkreig Boys, F- Dynast, Barthez Battalion, The Majestic, BEGA i Black Dragoons. - Lampy błyskały za każdym razem, kiedy to mężczyzna wypowiadał nazwę drużyny. Na końcu zatrzymało się na nas. Tłumy szalały na trybunach okazując swą radość. Po chwili wszystkie lampy zostały zapalone. Zamrugałam oczami,przyzwyczajając się do sztucznego słońca. Mogłam teraz zobaczyć wszystkie drużyny, które stały w określonym miejscu na stadionie. Najbardziej jednak zachwycił mnie rozmiar owej budowli. Arena była ogromna wokół, której piętrzyły się miejsca dla publiczności. Czułam się jak mrówka : mała i bezsilna, pośród tego ogromu.
- A teraz przemówi Pan Dickenson. - oznajmił brązowooki
Na arenę wszedł niskawy trochę otyły staruszek odziany w szary garnitur zapinany na żółte guziki. Powolnym krokiem podszedł do Jezzmana i wziął od niego mikrofon. Widzowie zamilkli, oczekując słów mężczyzny.
-Witam Was wszystkich na kolejny zawodach! - zaczął starzec zdejmując swój kapelutek. - W tym roku kolejny raz zmienią się zasady. - Widownia jakby wstrzymała oddech jak i również zawodnicy. - Każdy mecz będzie się składał z trzech rund, co oznacza, że trzech różnych zawodników będzie walczyło. Dwie wygrane będą oznaczać wygranie meczu. Nie więcej to co 3 lata temu. - oznajmił. Wymieniłam szybkie spojrzenie ze swoją drużyną. Reszta zawodników była zadowolona, ale najbardziej napalał się Granger.
- Super! - krzyknął zwracając się do brązowowłosego chłopaka. Granatowłosy złapał go za ręce, mocno ściskając. - Będzie tyle okazji, aby zagrać ze świetnymi rywalami. - mówił dalej, potrząsając rękoma, wprawiając niższego chłopaka w drgawki.
- Tyson uspokój się! - nakazała brązowowłosa dziewczyna, patrząc groźnie na czerwonookiego.
-Ok,ok. - odparł naburmuszony. Pokręciłam głową. Zaraz sobie uświadomiłam,iż Stanley skończył swoją przemowę i czekał, aż wszyscy umilkną. Kiwnął głową w stronę Jezzmana, który z entuzjazmem, krzyknął do mikrofonu:
- Tak więc Zawody czas zacząć! A teraz czas na przerwę. Za 30 minut okaże się, kto będzie grał jako pierwszy! - wykrzyknął. Odetchnęłam z ulgą. Nareszcie koniec. Pablo wyprostował się, po czym z zadowoleniem stwierdził:
- W końcu myślałem, że się nie doczekam... Prawie, że usunąłem. - odparł ze szczerą prawdą. Widziałam jak oczy mu się zamykały. Santiago spojrzał na zegar, który pojawił się na ekranie,odmierzał on minuty do rozpoczęcia meczu.
- Hm...no nie wiem chyba poczekamy? - spytał, odgarniając lekko grzywkę. Spojrzał na męską część drużyny, oczekując od nich odpowiedzi.
- Możemy poczekać. - rzekł Rafael jak zawsze spokojnym głosem. Czarnowłosy poparł go skinieniem głowy. Wzrok zielonookiego spoczął na mnie.
- A ty?
- Hmm...wiesz chciałam iść z Palomą rozejrzeć się po okolicy. - odparłam, mając nadzieję, że Santiago nie będzie mnie namawiał do zostania. Powoli kiwnął głową.
- Ok. Widzimy się za 30 minut. - oznajmił. Nie odpowiedziałam, tylko skierowałam się do wyjścia z areny. Reszta drużyn już poszła, zapewne schować się w swoich pokojach. Szłam powoli,rozglądając się uważnie na boki, szukając szatynki. Miała na mnie poczekać. Lecz nigdzie jej nie dostrzegłam w tłumie widzów. Nagle zauważyłam samotną postać, która czekała koło wyjścia. Uśmiechnęłam się lekko i podbiegłam do niej.
- A chłopaki nie idą? - spytała, spoglądając w ich stronę.
- Nie. - oznajmiłam. Wzruszyła ramionami i odwróciła się na pięcie.
-Chcą się ugotować proszę bardzo. - Uśmiechnęłam się szeroko. Kierowałyśmy się wzdłuż szerokiego korytarza o bladozielonych ścianach.Po obu stronach owego pomieszczenia znajdowały się rzędy drewnianych drzwi.
Niektóre z nich należały do poszczególnych drużyn, gdzie spokojnie mogą odpocząć od wrzawy na stadionie i natrętnych fanów. Jednak nie miałam ochoty siedzieć w czterech, ciasnych ścianach. Maszerowałam żwawo, wpatrując się w swoje czubki butów. Myślami byłam daleko, dlatego po chwili zrozumiałam, że Dicarlo coś do mnie mówi.
-Uważaj! - prawie krzyknęła a ja w tej samej chwili poczułam, że wpadam na coś twardego. Na moment przymknęłam powieki, po czym lekko zatoczyłam się do tyłu. Na szczęście utrzymałam równowagę i nie runęłam jak długa na ziemię. Z roztargnieniem i złością spojrzałam na swoją przeszkodę. Dostrzegłam wysokiego szarowłosego chłopaka, który spojrzał na mnie z wyższością.
- Uważaj jak chodzisz! - warknął pod nosem. Zirytowała mnie jego uwaga. Tuż obok niego stali jego przyjaciele, którzy wydali mi się dziwnie znajomi, lecz nie miałam czasu, aby o tym pomyśleć.
- Ty też uważaj. - odpowiedziałam twardo posyłając mu gniewne spojrzenie. Poczułam jak przyjaciółka ściska mi lekko ramię, co miało znaczyć, żebyśmy się zbierały.
- Amanda. - usłyszałam błagalny szept Palomy, lecz to zignorowałam. Przez chwilę mierzyliśmy się spojrzeniami. Nie chciałam odpuścić. Co sobie gnojek myśli? Na moich ustach powoli wpełzł delikatny uśmiech.
- Mógłbyś się przesunąć? Tarasujesz mi przejście. - warknęłam. Chłopak uniósł brwi do góry. Jego koledzy nie okazywali żadnych uczuć, lecz widać było, że chcieliby znaleźć się gdzieś indziej.
- Phy... - syknął szarowłosy.
- Amanda. - Brązowowłosa za wszelką cenę chciała zwrócić na siebie moją uwagę.
-Bryan dość tego! Idziemy. - oznajmił czerwonowłosy chłopak i ominął nas bez zbędnych słów. W jego ślady poszli jego koledzy blondyn i popielatowłosy. Lecz ów chłopak ani drgnął. Na jego ustach ukazał się wredny uśmiech.
- Spadaj mała. - rzekł, przechodząc obok mnie. Posłałam mu jadowite spojrzenie.
-Wysoki jak brzoza a głupi jak koza. - odparłam z uśmiechem. Szarowłosy zatrzymał się raptownie, lecz za nim cokolwiek zrobił, brązowooka wzięła mnie za ramię i pociągnęła w głąb korytarza, zmuszając mnie dobiegu.
Puściła mnie dopiero, kiedy przekroczyłyśmy próg stadionu. Zatrzymała się gwałtownie na schodach i zaczęła głęboko oddychać. Zatrzymałam się tuż obok niej i zaczerpnęłam świeżego powietrza. Swój wzrok utkwiłam w błękitnym niebie, na którym nie było ani jednej chmurki. Uśmiechnęłam się lekko. Dzień zapowiadał się cudownie.
- Yhhh - usłyszałam głos koleżanki. Przeniosłam na nią wzrok, dostrzegając jej niezadowoloną minę. Stała z podpartymi na biodrach rękami i wpatrzoną we mnie.
- Ee tak? - spytałam, nie rozumiejąc o co jej chodzi.
-Amanda, jak mogłaś ?! - warknęła podirytowana. Zmarszczyłam brwi. -Dlaczego w ogóle zaczęłaś z tym chłopakiem? Wiesz, kim on jest?! - mówiła dość szybko, nawet nie zauważając, że zaczęła chodzić w kółko podenerwowana.
- Szczerze mnie to nie obchodzi. - orzekłam spokojnie. Dziewczyna zatrzymała się raptownie i spojrzała na mnie ostrzegawczo.
- A powinnaś.
- A kim on był ? - spytałam, wiedząc, że zaraz wszystko mi wyjaśni.
- Nie wiesz ?! - spytała niedowierzając. Cóż. Nie miałam pojęcia kim był ten palant, nikogo znajomego mi nie przypominał.
-To był Bryan z Blitzkreieg Boys! - wykrzyknęła. No tak! Teraz wiem dlaczego wydawali mi się znajomi. Paloma spojrzała na mnie załamana.
- Nie mów, że nie wiesz ? - spytała z nadzieją.
-Może tak może nie. Sorry nie jestem ich żadną fanką. - warknęłam oburzona.Wiem, że mojej strony to zaniedbanie, nie wiedząc z kim mam do czynienia. Ale czy wszyscy muszą ich znać i uwielbiać? Przewróciłam oczami i usiadłam na betonowych schodach. Dicarlo z westchnieniem usiadła obok mnie. Oparła prawą dłoń o brodę i przenikliwym wzrokiem,spoglądała w przestrzeń. Westchnęłam cicho i patrzyłam na mijających nas ludzi, którzy kręcili się po chodniku. Kątem oka zauważyłam jak grupka chłopców bawiła się dyskami, ciskając je do okrągłej czaszy.Przez dobre 10 minut nie odzywałyśmy się do siebie.
- Chyba już czas. - rzekła ze spokojem szatynka, wpatrując się we mnie badawczo.Przytaknęłam jej, lekkim skinieniem głowy. Wstałam leniwie i otrzepałam spódniczkę z pyłu. Dziewczyna dołączyła do mnie i wkroczyłyśmy do wnętrza stadionu.
***
Już w oddali dostrzegłam majaczące sylwetki swojej drużyny. Stali oni niespokojni ze wzrokami utkwionymi w podłodze. Wtedy przeczuwałam, że coś jest nie tak. Byli zbyt cicho.Zmarszczyłam brwi, posyłając przyjaciółce zdziwione spojrzenie.Odpowiedziała mi tym samym. Zatrzymałyśmy się nie daleko korytarza prowadzącego na arenę. Przystanęłam blisko kapitana, który pustym wzrokiem wpatrywał się we własne buty. Nie podobało mi się to. Chciałam spytać, co jest powodem takiego zachowania Santiago, lecz z mego gardła nie wydobyło się żadne słowo. Tak jakbym straciła głos. Chłopak powoli spojrzał na mnie, i z westchnieniem oparł się o ścianę. Wyczułam, że jest przybity.
- Jest problem. - Jego głos rozniósł się echem po korytarzu jak złowieszczy szept, który zwiastował złe wieści. Na chwilę zamarłam oczekując najgorszego, choć miałam cichą nadzieję, że to coś innego. - Nie weźmiemy udziału w zawodach. - powiedział to bez cienia żalu jakby już stracił wszelką nadzieję. Reszta milczała jak zaklęta. W tej chwili powinnam coś powiedzieć, coś pocieszającego, ale nic nie mogłam wymyślić. Moje myśli kołatały się w głowie.
- Ale jak to? - wychrypiałam starając się, aby mój głos brzmiał naturalnie.Zielonooki zacisnął usta w wąską linię, po czym spojrzał na mnie bez wyrazu.
- Pamiętasz tą drużynę, co walczyliśmy z nią w eliminacjach w Argentynie? - Brzmiało to jak stwierdzenie niż pytanie. Pokiwałam głową. Jak mogłam nie zapomnieć owej grupki ludzi, która nawet nie potrafiła trafić dyskiem do czaszy. Ale co oni mają z tym wspólnego?
- Powiedzieli, że oszukiwaliśmy na tych zawodach i właśnie poinformowali o tym komisję i Pana Dickensona. - Na chwilę zamarłam. Oczy rozszerzyły mi się ze zdziwienia i szoku jakiego doznałam. Nie mogłam nic nie powiedzieć. Myśli mknęły za szybko, powoli gubiłam się w własnej podświadomości. Lecz zaraz się opanowałam.
- No i co zamierzasz? - Mój głos był pełen napięcia i zdenerwowania. Chciałabym,aby brązowowłosy powiedział, że już wymyślił jakiś plan. Że nie da się tak po prostu. Lecz on nic nie zrobił. Zwiesił głowę jak pokonany. Nie mogłam na to patrzeć. Odwróciłam wzrok i spojrzałam na Pabla i Rafaela. Może oni? Jednak szybko się zorientowałam, że oni również przestali walczyć o nasze dobre imię. Poddali się za nim walka na dobre się rozpoczęła. Nagle poczułam gniew do swojej drużyny, który narastał z każdą chwilą.
- Chyba nie zamierzacie się poddać?! - warknęłam na tyle głośno, aby mnie usłyszeli. Zaskoczona szatynka spojrzałam w moim kierunku. W jej oczach dostrzegłam współczucie? Nie tego oczekiwałam. - Santiago weź się w garść! - nakazałam bojowo. Chłopak ani drgnął. - Chcesz stracić taką szanse? Chyba coś sobie obiecaliśmy. - Zaskoczony spojrzał na mnie przytomnie. Widziałam jak lekko przygryza wargę.
- To nie jest proste... - odpowiedział wymijająco.
- Jest. - odparłam twardo. Zmarszczył brwi i przybliżył się w moim kierunku.
- Nie. - powiedział, patrząc na mnie z góry. Nie podobało mi się to, jednak dalej drążyłam ten temat.
- Bo ty nie chcesz walczyć.
- Chcę! - prawie krzyknął i złapał się rękoma za głowę. Powoli zaczynałam mu współczuć, ale to tylko pogorszy sprawę. Muszę być silna i zmotywować swoją drużynę do działania.
- To co ty robisz? - mówiłam powoli tak, aby wszyscy mnie zrozumieli. - Żalisz się nad sobą! - krzyknęłam, co spowodowało, że blondyn i czarnowłosy spojrzeli na mnie zaskoczeni. Zielonooki spojrzał na mnie z złowrogim błyskiem woku. Wiedziałam, że najechałam mu na jego dumę, czego on nigdy nie mógł znieść.
- Myślisz, że się boję? - stwierdził, przeszywając mnie wzrokiem. Nie ulękłam się, nadal patrząc mu głęboko w oczy.
- Tak. - Zmarszczył brwi i założył ręce na klatce piersiowej.
- I co to da? Wszyscy myślą... - gwałtownie mu przerwałam.
-Wiesz, co myślę o innych?! Mam to gdzieś, co inni sądzą o mnie a najbardziej zawodnicy. Tu chodzi o to, co ty myślisz?! Nie rozumiesz? Jeśli będziesz tak myślał to tak się stanie. - powiedziałam. - Chcą nas zniszczyć. - dodałam szeptem. Zamilkliśmy. W oddali usłyszałam przyciszone rozmowy kilku osób a na korytarz wkroczyła grupka zawodników. Śmiali się głośno, przekomarzając się między sobą. Widząc nas zaniemówili i cicho przemknęli obok nas. Nie zwracałam na nich najmniejszej uwagi. Swymi oczyma byłam wpatrzona w chłopaka przede mną. Przez jego twarz przemknął grymas gniewu i bólu. Po chwili zaśmiał się,a jego śmiech rozbrzmiał na korytarzu, co zwróciło uwagę reszty drużyn. Pablo patrzył na niego jak na wariata a Rafael lekko się uśmiechał. W końcu przestał.
- Wiesz co? - powiedział, zaprzestając poprzedniej czynności. - I za to Cie lubię Amanda. - odparł z uśmiechem. - Za twój upór, choć czasami mnie trochę to denerwuję. - Na moje usta wpełzł szeroki uśmiech.
- Co byście beze mnie zrobili. - odparłam z dezaprobatą. Cóż udało się.
- No dobrze, chłopaki idziemy pogadać z komisją. - wydał rozporządzenie Santiago z uśmiechem na ustach. - Teraz trzeba trochę powalczyć.
Od Autorki: W końcu, po długich oczekiwaniach pojawił się rozdział 3.
Zmieniłam narracje na pierwszoosobową, gdyż tak mi łatwiej pisać. Kolejny rozdział za 3 tygodnie. Pozdrawiam.
Pożegnanie (TysonxKai)
Tak bardzo brakuje mi ciepła twego ciała. Twych czułych słów, które szeptałeś mi do ucha. Twego dotyku, który powodował, że zapominałem o całym świecie. Teraz już Ciebie nie ma. Co się z nami stało ? Dlaczego mnie zostawiłeś, nie bacząc na konsekwencje swoich poczynań ? Wiedziałeś, że będę cierpiał i to podwójnie. Za nas oboje.Ile to razy zasypiałem, wtulony w poduszkę ? Ile to razy budziłem się w nocy szepcząc twoje imię ? Nawet nie wiesz. Porzuciłeś mnie jak zepsutą zabawkę. Czuje się wykorzystany...A jednak nadal będę Ciebie kochał. Bo nasza miłość będzie wieczna. Dopóki ja żyję, zawsze będę czekał na ciebie. Aż wrócisz do mnie cały i zdrowy. Pamiętam jak dziś nasze pożegnanie.
Padało. Stałem w parku i okrągłymi od łez oczami, wpatrywałem się w twoją sylwetkę.
- Czemu ? - padło pytanie z mych ust.
Nie odezwałeś się, co jeszcze bardziej mnie rozgniewało.
- Pytam się czemu ?!
Niemal krzyknąłem, chcąc wydobyć jakieś sensowne wytłumaczenie. Poruszyłeś się niespokojnie. Nie tego oczekiwałem. Podszedłem do Ciebie i złapałem Cię za bluzkę.
- Czemu ?
Byłem tak blisko Ciebie, że niemal czułem twój oddech na policzku. Nie patrzyłeś na mnie. Grzywka przesłaniała Ci oczy a ja nie mogłem spojrzeć w twe purpurowe ' lustra' . Potrząsnąłem Tobą i to mocno. W końcu odważyłeś się na mnie spojrzeć.
- To koniec. - powiedziałeś to jakby już na mnie Ci nie zależało.
Odepchnąłeś mnie lekko od siebie. Czułem jakbyś mnie spoliczkował. Odsunąłem się od Ciebie, a w mych oczach zagościły łzy.
- Przecież... - szepnąłem, chcąc jakoś uratować nasz związek.
- Tyson. Było minęło.
Nie wiesz, jak to zabolało. Jakbyś zabił moją duszę od środka.
- Ale ja Cię Kocham ! - wykrzyknąłem.
Twoje oczy nie wyrażały żadnych uczuć, odwróciłeś się na pięcie z zamiarem odejścia. A jednak ja nie pozwolę Ci odejść. Zrobiłeś krok do przodu, aja wtedy mogłem zrobić tylko jedno. Rzuciłem się na Ciebie i przytuliłem się do twych pleców. Drgnąłeś. Trwaliśmy tak przez kilka chwil.
- Tyson...nie utrudniaj tego.
Zaskoczony, stwierdziłem, że ty płaczesz. Więc czemu to robisz ? Czemu chcesz nas ' zabić ? ' .
- Tyson, przepraszam.
Wyrwałeś się z moich objęć i pognałeś przed siebie, zostawiając mnie samego na deszczu.
Upadłem na kolana, wpatrują się w twoją oddalającą się sylwetkę. Mając nadzieję, że jednak to sen, że wrócisz, utulisz mnie i powiesz, że kłamałeś. Lecz nie wróciłeś. Zostawiłeś mnie. Chciałem wstać i ruszyć za Tobą, lecz było to bez sensu. Przecież nigdy nie rzucasz słów na wiatr. Runął mój cały świat, moje pragnienia i marzenia. Wszystko nagle przestało mieć jakikolwiek sens. Straciłem Ciebie, więc straciłem i wszystko..Powoli zatapiałem się czarnej rozpaczy.
Od autorki : Kolejna partówka, mam nadzieję, że się spodoba. Może następnym razem ukaże się rozdział 3.
Padało. Stałem w parku i okrągłymi od łez oczami, wpatrywałem się w twoją sylwetkę.
- Czemu ? - padło pytanie z mych ust.
Nie odezwałeś się, co jeszcze bardziej mnie rozgniewało.
- Pytam się czemu ?!
Niemal krzyknąłem, chcąc wydobyć jakieś sensowne wytłumaczenie. Poruszyłeś się niespokojnie. Nie tego oczekiwałem. Podszedłem do Ciebie i złapałem Cię za bluzkę.
- Czemu ?
Byłem tak blisko Ciebie, że niemal czułem twój oddech na policzku. Nie patrzyłeś na mnie. Grzywka przesłaniała Ci oczy a ja nie mogłem spojrzeć w twe purpurowe ' lustra' . Potrząsnąłem Tobą i to mocno. W końcu odważyłeś się na mnie spojrzeć.
- To koniec. - powiedziałeś to jakby już na mnie Ci nie zależało.
Odepchnąłeś mnie lekko od siebie. Czułem jakbyś mnie spoliczkował. Odsunąłem się od Ciebie, a w mych oczach zagościły łzy.
- Przecież... - szepnąłem, chcąc jakoś uratować nasz związek.
- Tyson. Było minęło.
Nie wiesz, jak to zabolało. Jakbyś zabił moją duszę od środka.
- Ale ja Cię Kocham ! - wykrzyknąłem.
Twoje oczy nie wyrażały żadnych uczuć, odwróciłeś się na pięcie z zamiarem odejścia. A jednak ja nie pozwolę Ci odejść. Zrobiłeś krok do przodu, aja wtedy mogłem zrobić tylko jedno. Rzuciłem się na Ciebie i przytuliłem się do twych pleców. Drgnąłeś. Trwaliśmy tak przez kilka chwil.
- Tyson...nie utrudniaj tego.
Zaskoczony, stwierdziłem, że ty płaczesz. Więc czemu to robisz ? Czemu chcesz nas ' zabić ? ' .
- Tyson, przepraszam.
Wyrwałeś się z moich objęć i pognałeś przed siebie, zostawiając mnie samego na deszczu.
Upadłem na kolana, wpatrują się w twoją oddalającą się sylwetkę. Mając nadzieję, że jednak to sen, że wrócisz, utulisz mnie i powiesz, że kłamałeś. Lecz nie wróciłeś. Zostawiłeś mnie. Chciałem wstać i ruszyć za Tobą, lecz było to bez sensu. Przecież nigdy nie rzucasz słów na wiatr. Runął mój cały świat, moje pragnienia i marzenia. Wszystko nagle przestało mieć jakikolwiek sens. Straciłem Ciebie, więc straciłem i wszystko..Powoli zatapiałem się czarnej rozpaczy.
Od autorki : Kolejna partówka, mam nadzieję, że się spodoba. Może następnym razem ukaże się rozdział 3.
Pamiętasz ? (TysonxKai)
- Pamiętasz o czym mówiłem Ci Kai ? - spytałem, oczekując odpowiedzi.
- Nie.
Zmarszczyłem brwi i oburzony powiedziałem :
- Dobrze wiesz, o co mi chodzi ? !
Milczałeś. Ta cisza mnie przerażała a najgorsze w tym wszystkim było to, że zapomniałeś. Jednak miałem cichą nadzieję, że jednak pamiętasz. Spojrzałem na Ciebie, utkwiwszy swoje spojrzenie w twojej osobie. Wydawałeś się być idealny niczym Bóg. Twoje ruchy, gesty a nawet słowa wydawały się być dobrze sprecyzowane. Twoja klata piersiowa unosiła się i opadała, na znak, że oddychasz. Nie wiem dlaczego, ale chciałem Cię dotkną, lekko aczkolwiek stanowczo. Chciałbym czuć twoją ciepłą skórę pod moimi palcami. Ale bałem się. Nie wiedząc, co począć z rękoma schowałam je do kieszeni.
- Pamiętam. - szepnąłeś.
A ja o mało co prawie rzuciłem się na Ciebie, obsypując pocałunkami. Zarumieniłem się myśląc o owym wydarzeniu. Nagle otworzyłeś oczy i spojrzałeś na mnie swymi pięknymi oczyma, w których bez reszty się zatraciłem. Odwróciłem wzrok, abyś nie odczytał moim myśli.
- A ty pamiętasz ? -spytałeś.
Teraz to ja się zdziwiłem, o czym ty mówisz. Z dokładnością pamiętam każde twoje słowa wypowiedziane w dawnych latach. Niemal mogę Ci wszystkie wyrecytować na pamięć. Czyżbym o czymś zapomniał? Zdenerwowałem się nie na żarty. Wykorzystałeś moją bezradność co do twojej osoby. Podniosłeś się, kiedy to ja poszukiwałem w odmętach pamięci wszystkich chwil spędzonych z Tobą. Na początku nie zareagowałem, kiedy nieśmiało ucałowałeś moje lico. Znieruchomiałem, czując twój ciepły oddech na policzku. Chciałem więcej. I jakbyś odczytał moje myśli. Twoje usta poszukały moich. Złączyliśmy się w pocałunku, który oddawałem z żarliwością.
- Kai !? - jęknąłem, kiedy przestałeś.
Patrzyłam na Ciebie z niemym wyrzutem Zaśmiałeś się cicho i potargałeś moje włosy.
-To nie jest śmieszne.
Nadal byłem oburzony Twoim zachowanie. Widocznie wyczułeś moje przygnębienie, więc przestałeś się śmiać. Patrzyłeś na mnie tym wzrokiem zakochanego amanta, lecz ja udawałem, że tego nie widzę.
- Gniewasz się? - spytałeś z nutką smutku w głosie.
Nie odpowiedziałem. Westchnąłeś i wstałeś, otrzepując spodnie. I pewnie mnie zostawisz jak zawsze. Posmutniałem. Odczuwając brak Ciebie, choć nadal stałeś obok mnie.
- Chodź. - usłyszałem twoja prośbę.
Spojrzałam na Ciebie nic nie rozumiejąc. Uśmiechnąłeś się i podałeś mi rękę. Skorzystałem z twojej pomocy i wkrótce staliśmy na przeciwko siebie, patrząc głęboko w oczy. Teraz tylko pragnąłem, abyś mnie pocałował. Nie zrobiłeś tego. Przywarłeś palce do moich ust.
- Nie teraz - rzekłeś, rozglądając się dookoła.
- Czemu? - spytałem rozżalony.
' A więc boisz się nas ? Wstydzisz się okazywać, że mnie kochasz ?! '
- Bo zasługujesz na coś więcej - powiedziałeś.
Zamurowało mnie. A oddech gwałtownie mi przyśpieszył.
- Chyba nie chcesz, aby wszyscy to widzieli ?
Pokręciłem głową, prawie mdlejąc od gorączki, która zawładnęła mym ciałem. 'A jednak mnie kochasz ! '. Uśmiechnąłem się przez łzy.
-Chodźmy więc.
Złapałeś mnie za rękę i nie chciałeś puścić. Czułem się jak w niebie. Czułem się naprawdę szczęśliwy.
Tego dnia dwoje kochanków, połączyło swe dusze i ciała.
- Nie.
Zmarszczyłem brwi i oburzony powiedziałem :
- Dobrze wiesz, o co mi chodzi ? !
Milczałeś. Ta cisza mnie przerażała a najgorsze w tym wszystkim było to, że zapomniałeś. Jednak miałem cichą nadzieję, że jednak pamiętasz. Spojrzałem na Ciebie, utkwiwszy swoje spojrzenie w twojej osobie. Wydawałeś się być idealny niczym Bóg. Twoje ruchy, gesty a nawet słowa wydawały się być dobrze sprecyzowane. Twoja klata piersiowa unosiła się i opadała, na znak, że oddychasz. Nie wiem dlaczego, ale chciałem Cię dotkną, lekko aczkolwiek stanowczo. Chciałbym czuć twoją ciepłą skórę pod moimi palcami. Ale bałem się. Nie wiedząc, co począć z rękoma schowałam je do kieszeni.
- Pamiętam. - szepnąłeś.
A ja o mało co prawie rzuciłem się na Ciebie, obsypując pocałunkami. Zarumieniłem się myśląc o owym wydarzeniu. Nagle otworzyłeś oczy i spojrzałeś na mnie swymi pięknymi oczyma, w których bez reszty się zatraciłem. Odwróciłem wzrok, abyś nie odczytał moim myśli.
- A ty pamiętasz ? -spytałeś.
Teraz to ja się zdziwiłem, o czym ty mówisz. Z dokładnością pamiętam każde twoje słowa wypowiedziane w dawnych latach. Niemal mogę Ci wszystkie wyrecytować na pamięć. Czyżbym o czymś zapomniał? Zdenerwowałem się nie na żarty. Wykorzystałeś moją bezradność co do twojej osoby. Podniosłeś się, kiedy to ja poszukiwałem w odmętach pamięci wszystkich chwil spędzonych z Tobą. Na początku nie zareagowałem, kiedy nieśmiało ucałowałeś moje lico. Znieruchomiałem, czując twój ciepły oddech na policzku. Chciałem więcej. I jakbyś odczytał moje myśli. Twoje usta poszukały moich. Złączyliśmy się w pocałunku, który oddawałem z żarliwością.
- Kai !? - jęknąłem, kiedy przestałeś.
Patrzyłam na Ciebie z niemym wyrzutem Zaśmiałeś się cicho i potargałeś moje włosy.
-To nie jest śmieszne.
Nadal byłem oburzony Twoim zachowanie. Widocznie wyczułeś moje przygnębienie, więc przestałeś się śmiać. Patrzyłeś na mnie tym wzrokiem zakochanego amanta, lecz ja udawałem, że tego nie widzę.
- Gniewasz się? - spytałeś z nutką smutku w głosie.
Nie odpowiedziałem. Westchnąłeś i wstałeś, otrzepując spodnie. I pewnie mnie zostawisz jak zawsze. Posmutniałem. Odczuwając brak Ciebie, choć nadal stałeś obok mnie.
- Chodź. - usłyszałem twoja prośbę.
Spojrzałam na Ciebie nic nie rozumiejąc. Uśmiechnąłeś się i podałeś mi rękę. Skorzystałem z twojej pomocy i wkrótce staliśmy na przeciwko siebie, patrząc głęboko w oczy. Teraz tylko pragnąłem, abyś mnie pocałował. Nie zrobiłeś tego. Przywarłeś palce do moich ust.
- Nie teraz - rzekłeś, rozglądając się dookoła.
- Czemu? - spytałem rozżalony.
' A więc boisz się nas ? Wstydzisz się okazywać, że mnie kochasz ?! '
- Bo zasługujesz na coś więcej - powiedziałeś.
Zamurowało mnie. A oddech gwałtownie mi przyśpieszył.
- Chyba nie chcesz, aby wszyscy to widzieli ?
Pokręciłem głową, prawie mdlejąc od gorączki, która zawładnęła mym ciałem. 'A jednak mnie kochasz ! '. Uśmiechnąłem się przez łzy.
-Chodźmy więc.
Złapałeś mnie za rękę i nie chciałeś puścić. Czułem się jak w niebie. Czułem się naprawdę szczęśliwy.
Tego dnia dwoje kochanków, połączyło swe dusze i ciała.
Rozdział 2
Otóż to 'niedaleko' wcale nie wydawało się blisko. Drużyna musiała pokonać spory odcinek drogi, aby dostać się do owego hotelu, gdzie byli zameldowani. Szli wolno zatłoczonymi uliczkami miasta, rozglądając się uważnie na boki. Amanda szła tuż za Santiago, który prowadził ich niczym kierownik wycieczki krajoznawczej, opowiadając przy okazji o mijanych budynkach.
-W tym oto budynku... - Foletowowłosa przewróciła oczami, słysząc już kilkakrotnie te słowa. Miała tylko nadzieję, że szybko dojdą za nim kapitan zanudzi ich na śmierć. Nie to, że nie lubiła historii tylko, że już wiedziała owe rzeczy. Po za tym nie przyjechali tu ażeby zwiedzać miasto tylko, aby wziąć udział w turnieju. I może powalczyć o zwycięstwo? Uśmiechnęła się mimowolnie. Minęli dwa skrzyżowania, unikając tym samym, tłumu ludzi śpieszących się do swoich domostw. Słońce świeciło wysoko na niebie, roztaczając swój żar. Było już dobrze po 12, a przyjechali do Tokio późnym rankiem. Długo zajęła im podróż busem tylko dlatego, że kierowca okazał się despotycznym gburem i nie chciał przyśpieszyć. Więc jechali wolno, wlokąc się jak ślimaki i modląc, aby ta katorga nie trwała długo.
-Już jesteśmy... - głos Pablo wybudził dziewczynę z zamyśleń. Uniosła brew i powiodła wzrokiem za spojrzeniem kolegi. Jej oczom ukazał się ogromny budynek o białych jak śnieg ścianach, może nie aż tak białych. Rząd szklanych okien, rozciągał się od parteru po samą górę. 'Ile to może mieć pięter? 5 z 6?' pomyślała Amanda, zadzierając wysoko głowę. Ten budynek nie bardzo przypominał jej hotelu. Zmarszczyła brwi i spojrzała znacząco na Santiago. Brązowowłosy wzruszył ramionami i wyciągnął z kieszeni karteczkę, na której był napisany adres hotelu. Wszyscy stanęli przed budowlą.
-To właściwy adres. - oznajmił zielonooki. - Tak jest tu napisane. - pokazał kartkę swojej drużynie. Dziewczyna odczytała nagryzmolona małymi literkami nazwa ulicy. 'Zgadza się' spojrzała przelotnie na budynek.
-No to jak wchodzimy? - spytał po chwili milczenia czarnowłosy. Za nim ktokolwiek odpowiedział, usłyszeli z oddali znajomy głos. Fioletowooka spojrzała w stronę źródła dźwięku. W ich stronę szybkim krokiem, szła szatynka i machała do nich energicznie. Oreiro odmachała jej entuzjastycznie. Dziewczyna stanęła przed nimi i westchnęła.
-Myślałam, że nie zdążę-odetchnęła z ulgą.-To jest ten hotel?-spojrzała krytycznie na budynek-Hm....mam nadzieję, że nasze rzeczy są w środku-odparła z obawą.
-Na pewno. - uspokoił ją Rafael, który odezwał się po raz pierwszy od występu w hali. 'Jeśli wszystko jest ok, to...' pomyślała dziewczyna i ruszyła w stronę drzwi, prowadzących do wnętrza budynku. Lecz głos kapitana ją powstrzymał.
-Czekaj....zapomniałem wam czegoś powiedzieć! - Fioletowowłosa przystanęła i przewróciła oczami, po czym z ociąganiem podeszła do Santiago. Chłopak spojrzała po kolei na każdego członka drużyny.
-Nie będziemy sami tu mieszkać, więc mam nadzieję, że nic nie zmalujecie. - Tu spojrzała na Amande. Dziewczyna niby nie wiedziała, o czym mówi brązowowłosy, więc wzruszyła ramionami.-Nie chcemy przecież narobić sobie wrogów, prawda?
-Ta, jasne. - rzuciła dziewczyna. Paloma spojrzała na przyjaciółkę i uśmiechnęła się lekko.-Ale jak już o tym mowa, to kim są nasi współlokatorzy?
-Hm...z tego co wiem to BEGA , Blitzkreieg Boys i The Majestics. - wymienił na placach. Fioletowłosa nie była rada z takiego obrotu sprawy. Myślała, że zameldują się w hotelu i nie będą musieli oglądać innych graczy. Mogła by w spokoju robić to co lubi, a teraz będzie musiała się pilnować.
-No wie mów... - jęknęła.
-Na szczęście każdy będzie przybywał na swym piętrze. - Ta odpowiedź bardziej jej pasowała-Ale....mamy wspólną salę treningową, kuchnie, salon, jadalnie...
-Powiedz tylko, że nie łazienkeeee. - jęknęła zrozpaczona Paloma.
-Nie, każdy będzie miał swoją.
-Bogu dzięki. - odetchnęła z ulgą. Amanda nie była jednak do końca pocieszona. Nawet, jeśli będą mieć na osobnych piętrach pokoje to i tak, będą się spotykać na korytarzach prowadzących na najniższe piętra. Będą razem trenować, jeść...aż nie mieściło się jej to w głowie!
-A może jednak pójdziemy do tego hotelu?-spytała z nadzieją, mając malutką nadzieję, że Santiago się zgodzi.
-Nie. - odparł. - Nie będzie tak źle. - 'Mów za siebie' pomyślała.
-To wchodzimy? - ponowił próbę Pablo, który miał już dość stania w jednym miejscu. A cała ta paplanina kapitana zaczynała go męczyć.
-Tak. - Cała piątka skierowała się do budynku. Szklane drzwi otworzyły się automatycznie, wpuszczając ich do środka. Znaleźli się w przestrzennym holu, pozbawionym jakichkolwiek urządzeń i mebli. Na przeciwko wejścia piętrzyły się solidne, murowane schody, które prowadziły na piętro.
Amanda z westchnieniem poczłapała w kierunku piramidy stopni, który piętrzyła się niemiłosiernie. Dobrze, że nie mieli bagaży, gdyż mieli by trudniej. Była już trochę zmęczona tym wszystkim, zmianą czasu i klimatu. Bolała ją lekko głowa i nogi powoli odmawiały posłuszeństwa. Miała ochotę się zdrzemnąć, choć pewnie nie będzie na to czasu. Wspięła się na sam szczyt schodów i wkroczyła w ciemność. Korytarz tonął w półmroku, gdyż żadne światło słoneczne tu nie docierało, gdyż nie było tu okien. Nikt nie pofatygował się, ażeby włączyć choć sztuczne światło. Musiała więc iść na oślep, mijając kilka par drzwi, które nie wydawały się, aby było one użytkowane.
-A które piętro jest nasze? - przypomniała sobie Oreiro, przystając na chwilę, aby grupa dogoniła ją. Zielonooki podszedł do niej i wyciągnął znów pogniecioną karteczkę i ją rozwinął.
-2 piętro. - odparł i wcisnął papier do przedniej kieszeni spodni. -Chodźmy-rzucił kapitan i ruszył jako pierwszy. Idąc dalej, Amanda zauważyła, że nagle rozjaśniło się. Spojrzała w górę, dostrzegając zapalone lampy. 'Ktoś jednak włączył' przemknęło jej przez myśl. To się również sprowadzało do tego, iż ktoś z ich współlokatorów przybył i zajął swoje piętro. Dziewczyna nie była za bardzo ciekawa, kto to jest. Jednak mogła się domyślić, że już wszystkie drużyny zjechały na turniej. Zaledwie jutro w południe rozpocznie się kolejny rok Mistrzostw Świata w beybladingu. Całe tłumy fanów zjechały do Tokio tylko po to, aby dopingować i kibicować swoim faworytom. Ludzie z niecierpliwością czekali na kolejne takie wydarzenia sportowe. Oreiro przewróciła oczami. Wiedziała, że nie będzie łatwo się wybić z pośród tych wszystkich drużyn, które od kilku lat brały udział w turnieju. Konkurencja o tyle jest silniejsza, że w tym roku po raz pierwszy jako drużyna mieli się pokazać mistrzom z Europy. W dodatku BEGA również postanowiła wystąpić, tylko dlatego, że w tamtym roku nie mieli okazji wziąć udziału w zawodach. No i w tym roku pojawili się Oni-Black Dragoon drużyna, która chciała dotrwać do końca turnieju, tym samym wygrywając go i uświadamiając sobie, że wszystko można zdziałać, jeśli się tylko chce. Westchnęła i spojrzała przed siebie, dostrzegając tym samym postać Santiaga, która zatrzymała się przez żelaznymi drzwiami-windą. Otworzyła się i cała grupa wkroczyła do ciasnego, małego pomieszczenia. Drzwi zamknęły się z cichym łoskotem, po czym winda ruszyła na 2 piętro. Po chwili zatrzymała się i rozsunęła swe wrota, przy okazji wypuszczając drużynę. Znaleźli się na swoim piętrze. Amanda mogła odetchnąć z ulgą. Nie chciała nikogo widzieć. Jutro opadnie kurtyna.
-Możecie wybrać sobie pokoju. - odparł brązowowłosy. Paloma i Amanda już dawno ustaliły, że będą spać w wspólnym pokoju.
-My będziemy spać w jednym pokoju. - poinformowała orzechowooka i podeszła do jednych z ostatnich drzwi znajdujących się po lewej stronie korytarza.
-Ok. - odparł zielonooki. - Bo są tylko 4 pokoje, więc było by trudno podzielić-dodał szeptem. Fioletowooka spojrzała na niego gniewnie.
-Więc jest tylko tyle pokoi? Czyżby tylko my mamy takie warunki. - rzekła z przekąsem. Budynek okazał się dość duży na tyle, aby mieć wiele takich pokoi, niż jeżeli zaledwie kilka. Więc czemu oni mają taki problem? Czyżby akurat to piętro było przeznaczone specjalnie dla nich? Chłopak spojrzał na nią przepraszająco.
-Wiesz to był budynek bardziej przeznaczony do..hm...treningu. - wyjaśnił szybko i uśmiechnął się lekko. - Dlatego nie ma zbyt dużego wyboru wśród pokoi nadających się do zamieszkania. O! Nawet mamy tu siłownię i jeszcze kilka obszernych sal np. dobre do tańca. Amanda wiedziała, że powiedział to tylko dlatego, aby ją udobruchać. Lecz nie chciała już drążyć tego tematu, więc tylko rzuciła:
-Ok. - Odwróciła się w stronę drzwi i nacisnęła na klamkę. Usłyszała charakterystyczny dźwięk ustępującego zamka, a po chwili zaglądała do wnętrza pokoju. Mocniej pchnęła wrota i wkroczyła do pomieszczenia, który tonął w półmroku. Podeszła z wolna do okna i rozsunęła kaszmirowe zasłony. Bask promieni słonecznych oślepił ją na chwilę, po czym odwróciła się w stronę nadchodzącej koleżanki. Paloma z podejrzliwością spoglądała na umeblowany pokój. Po prawej stronię znajdowały się dwa łóżka, zaścielone i przykryte niebieską pościelą. Na przeciwko łóżek stała drewniana, mosiężna szafa z ciemnego drewna, która jakże wydawała się ciemna na tle jasnoniebieskiej ściany. Po przeciwnej stronie, stała komoda z tego samego ciemnego drewna, na której stała lampka. Puchowy dywan szeleścił cicho pod ciężarem stóp dziewczyn. Oreiro z mieszanymi uczuciami patrzyła na nowe lokum, w którym trochę pomieszkają.
-Są nasze rzeczy. - ucieszyła się Paloma i podeszła do swojej białej sportowej torby, gdzie upchała swoje rzeczy. Fioletowooka usiadła na łóżku, trącając stopą swoją torbę. Kątem oka zauważyła białe drzwi, które zapewne prowadziły do łazienki. Westchnęła cicho, po raz któryś tego dnia i położyła się na łóżku. Przyjaciółka spojrzała na nią zdziwiona wyjmując swoje ubrania.
-Nie rozpakowujesz się?
-Nie chce mi się. - odparła z prawdą. Miała dość tego dnia i to serdecznie. Powinna się teraz cieszyć a wcale nie uśmiechało się jej.
-Denerwujesz się? - spytała kolejny raz szatynka.
-Yhy. - tylko tyle wykrztusiła. Cóż. Przyjaciółka miała rację denerwowała się i to bardzo! Bo przecież już jutro rozpocznie się turniej! I pierwszy od kilku lat zagrają razem, cała drużyna! 'Ciekawe jak to jest?' myślała. Jak za mgłą pamięta jak to jest, kiedy stoi się pośrodku stadionu a ludzie wykrzykują twoje imię. Jak to jest jak klaszczą i krzyczą motywujące słowa. Mimowolnie uśmiechnęła się.
'Ten rok będzie wyjątkowy'.
-W tym oto budynku... - Foletowowłosa przewróciła oczami, słysząc już kilkakrotnie te słowa. Miała tylko nadzieję, że szybko dojdą za nim kapitan zanudzi ich na śmierć. Nie to, że nie lubiła historii tylko, że już wiedziała owe rzeczy. Po za tym nie przyjechali tu ażeby zwiedzać miasto tylko, aby wziąć udział w turnieju. I może powalczyć o zwycięstwo? Uśmiechnęła się mimowolnie. Minęli dwa skrzyżowania, unikając tym samym, tłumu ludzi śpieszących się do swoich domostw. Słońce świeciło wysoko na niebie, roztaczając swój żar. Było już dobrze po 12, a przyjechali do Tokio późnym rankiem. Długo zajęła im podróż busem tylko dlatego, że kierowca okazał się despotycznym gburem i nie chciał przyśpieszyć. Więc jechali wolno, wlokąc się jak ślimaki i modląc, aby ta katorga nie trwała długo.
-Już jesteśmy... - głos Pablo wybudził dziewczynę z zamyśleń. Uniosła brew i powiodła wzrokiem za spojrzeniem kolegi. Jej oczom ukazał się ogromny budynek o białych jak śnieg ścianach, może nie aż tak białych. Rząd szklanych okien, rozciągał się od parteru po samą górę. 'Ile to może mieć pięter? 5 z 6?' pomyślała Amanda, zadzierając wysoko głowę. Ten budynek nie bardzo przypominał jej hotelu. Zmarszczyła brwi i spojrzała znacząco na Santiago. Brązowowłosy wzruszył ramionami i wyciągnął z kieszeni karteczkę, na której był napisany adres hotelu. Wszyscy stanęli przed budowlą.
-To właściwy adres. - oznajmił zielonooki. - Tak jest tu napisane. - pokazał kartkę swojej drużynie. Dziewczyna odczytała nagryzmolona małymi literkami nazwa ulicy. 'Zgadza się' spojrzała przelotnie na budynek.
-No to jak wchodzimy? - spytał po chwili milczenia czarnowłosy. Za nim ktokolwiek odpowiedział, usłyszeli z oddali znajomy głos. Fioletowooka spojrzała w stronę źródła dźwięku. W ich stronę szybkim krokiem, szła szatynka i machała do nich energicznie. Oreiro odmachała jej entuzjastycznie. Dziewczyna stanęła przed nimi i westchnęła.
-Myślałam, że nie zdążę-odetchnęła z ulgą.-To jest ten hotel?-spojrzała krytycznie na budynek-Hm....mam nadzieję, że nasze rzeczy są w środku-odparła z obawą.
-Na pewno. - uspokoił ją Rafael, który odezwał się po raz pierwszy od występu w hali. 'Jeśli wszystko jest ok, to...' pomyślała dziewczyna i ruszyła w stronę drzwi, prowadzących do wnętrza budynku. Lecz głos kapitana ją powstrzymał.
-Czekaj....zapomniałem wam czegoś powiedzieć! - Fioletowowłosa przystanęła i przewróciła oczami, po czym z ociąganiem podeszła do Santiago. Chłopak spojrzała po kolei na każdego członka drużyny.
-Nie będziemy sami tu mieszkać, więc mam nadzieję, że nic nie zmalujecie. - Tu spojrzała na Amande. Dziewczyna niby nie wiedziała, o czym mówi brązowowłosy, więc wzruszyła ramionami.-Nie chcemy przecież narobić sobie wrogów, prawda?
-Ta, jasne. - rzuciła dziewczyna. Paloma spojrzała na przyjaciółkę i uśmiechnęła się lekko.-Ale jak już o tym mowa, to kim są nasi współlokatorzy?
-Hm...z tego co wiem to BEGA , Blitzkreieg Boys i The Majestics. - wymienił na placach. Fioletowłosa nie była rada z takiego obrotu sprawy. Myślała, że zameldują się w hotelu i nie będą musieli oglądać innych graczy. Mogła by w spokoju robić to co lubi, a teraz będzie musiała się pilnować.
-No wie mów... - jęknęła.
-Na szczęście każdy będzie przybywał na swym piętrze. - Ta odpowiedź bardziej jej pasowała-Ale....mamy wspólną salę treningową, kuchnie, salon, jadalnie...
-Powiedz tylko, że nie łazienkeeee. - jęknęła zrozpaczona Paloma.
-Nie, każdy będzie miał swoją.
-Bogu dzięki. - odetchnęła z ulgą. Amanda nie była jednak do końca pocieszona. Nawet, jeśli będą mieć na osobnych piętrach pokoje to i tak, będą się spotykać na korytarzach prowadzących na najniższe piętra. Będą razem trenować, jeść...aż nie mieściło się jej to w głowie!
-A może jednak pójdziemy do tego hotelu?-spytała z nadzieją, mając malutką nadzieję, że Santiago się zgodzi.
-Nie. - odparł. - Nie będzie tak źle. - 'Mów za siebie' pomyślała.
-To wchodzimy? - ponowił próbę Pablo, który miał już dość stania w jednym miejscu. A cała ta paplanina kapitana zaczynała go męczyć.
-Tak. - Cała piątka skierowała się do budynku. Szklane drzwi otworzyły się automatycznie, wpuszczając ich do środka. Znaleźli się w przestrzennym holu, pozbawionym jakichkolwiek urządzeń i mebli. Na przeciwko wejścia piętrzyły się solidne, murowane schody, które prowadziły na piętro.
Amanda z westchnieniem poczłapała w kierunku piramidy stopni, który piętrzyła się niemiłosiernie. Dobrze, że nie mieli bagaży, gdyż mieli by trudniej. Była już trochę zmęczona tym wszystkim, zmianą czasu i klimatu. Bolała ją lekko głowa i nogi powoli odmawiały posłuszeństwa. Miała ochotę się zdrzemnąć, choć pewnie nie będzie na to czasu. Wspięła się na sam szczyt schodów i wkroczyła w ciemność. Korytarz tonął w półmroku, gdyż żadne światło słoneczne tu nie docierało, gdyż nie było tu okien. Nikt nie pofatygował się, ażeby włączyć choć sztuczne światło. Musiała więc iść na oślep, mijając kilka par drzwi, które nie wydawały się, aby było one użytkowane.
-A które piętro jest nasze? - przypomniała sobie Oreiro, przystając na chwilę, aby grupa dogoniła ją. Zielonooki podszedł do niej i wyciągnął znów pogniecioną karteczkę i ją rozwinął.
-2 piętro. - odparł i wcisnął papier do przedniej kieszeni spodni. -Chodźmy-rzucił kapitan i ruszył jako pierwszy. Idąc dalej, Amanda zauważyła, że nagle rozjaśniło się. Spojrzała w górę, dostrzegając zapalone lampy. 'Ktoś jednak włączył' przemknęło jej przez myśl. To się również sprowadzało do tego, iż ktoś z ich współlokatorów przybył i zajął swoje piętro. Dziewczyna nie była za bardzo ciekawa, kto to jest. Jednak mogła się domyślić, że już wszystkie drużyny zjechały na turniej. Zaledwie jutro w południe rozpocznie się kolejny rok Mistrzostw Świata w beybladingu. Całe tłumy fanów zjechały do Tokio tylko po to, aby dopingować i kibicować swoim faworytom. Ludzie z niecierpliwością czekali na kolejne takie wydarzenia sportowe. Oreiro przewróciła oczami. Wiedziała, że nie będzie łatwo się wybić z pośród tych wszystkich drużyn, które od kilku lat brały udział w turnieju. Konkurencja o tyle jest silniejsza, że w tym roku po raz pierwszy jako drużyna mieli się pokazać mistrzom z Europy. W dodatku BEGA również postanowiła wystąpić, tylko dlatego, że w tamtym roku nie mieli okazji wziąć udziału w zawodach. No i w tym roku pojawili się Oni-Black Dragoon drużyna, która chciała dotrwać do końca turnieju, tym samym wygrywając go i uświadamiając sobie, że wszystko można zdziałać, jeśli się tylko chce. Westchnęła i spojrzała przed siebie, dostrzegając tym samym postać Santiaga, która zatrzymała się przez żelaznymi drzwiami-windą. Otworzyła się i cała grupa wkroczyła do ciasnego, małego pomieszczenia. Drzwi zamknęły się z cichym łoskotem, po czym winda ruszyła na 2 piętro. Po chwili zatrzymała się i rozsunęła swe wrota, przy okazji wypuszczając drużynę. Znaleźli się na swoim piętrze. Amanda mogła odetchnąć z ulgą. Nie chciała nikogo widzieć. Jutro opadnie kurtyna.
-Możecie wybrać sobie pokoju. - odparł brązowowłosy. Paloma i Amanda już dawno ustaliły, że będą spać w wspólnym pokoju.
-My będziemy spać w jednym pokoju. - poinformowała orzechowooka i podeszła do jednych z ostatnich drzwi znajdujących się po lewej stronie korytarza.
-Ok. - odparł zielonooki. - Bo są tylko 4 pokoje, więc było by trudno podzielić-dodał szeptem. Fioletowooka spojrzała na niego gniewnie.
-Więc jest tylko tyle pokoi? Czyżby tylko my mamy takie warunki. - rzekła z przekąsem. Budynek okazał się dość duży na tyle, aby mieć wiele takich pokoi, niż jeżeli zaledwie kilka. Więc czemu oni mają taki problem? Czyżby akurat to piętro było przeznaczone specjalnie dla nich? Chłopak spojrzał na nią przepraszająco.
-Wiesz to był budynek bardziej przeznaczony do..hm...treningu. - wyjaśnił szybko i uśmiechnął się lekko. - Dlatego nie ma zbyt dużego wyboru wśród pokoi nadających się do zamieszkania. O! Nawet mamy tu siłownię i jeszcze kilka obszernych sal np. dobre do tańca. Amanda wiedziała, że powiedział to tylko dlatego, aby ją udobruchać. Lecz nie chciała już drążyć tego tematu, więc tylko rzuciła:
-Ok. - Odwróciła się w stronę drzwi i nacisnęła na klamkę. Usłyszała charakterystyczny dźwięk ustępującego zamka, a po chwili zaglądała do wnętrza pokoju. Mocniej pchnęła wrota i wkroczyła do pomieszczenia, który tonął w półmroku. Podeszła z wolna do okna i rozsunęła kaszmirowe zasłony. Bask promieni słonecznych oślepił ją na chwilę, po czym odwróciła się w stronę nadchodzącej koleżanki. Paloma z podejrzliwością spoglądała na umeblowany pokój. Po prawej stronię znajdowały się dwa łóżka, zaścielone i przykryte niebieską pościelą. Na przeciwko łóżek stała drewniana, mosiężna szafa z ciemnego drewna, która jakże wydawała się ciemna na tle jasnoniebieskiej ściany. Po przeciwnej stronie, stała komoda z tego samego ciemnego drewna, na której stała lampka. Puchowy dywan szeleścił cicho pod ciężarem stóp dziewczyn. Oreiro z mieszanymi uczuciami patrzyła na nowe lokum, w którym trochę pomieszkają.
-Są nasze rzeczy. - ucieszyła się Paloma i podeszła do swojej białej sportowej torby, gdzie upchała swoje rzeczy. Fioletowooka usiadła na łóżku, trącając stopą swoją torbę. Kątem oka zauważyła białe drzwi, które zapewne prowadziły do łazienki. Westchnęła cicho, po raz któryś tego dnia i położyła się na łóżku. Przyjaciółka spojrzała na nią zdziwiona wyjmując swoje ubrania.
-Nie rozpakowujesz się?
-Nie chce mi się. - odparła z prawdą. Miała dość tego dnia i to serdecznie. Powinna się teraz cieszyć a wcale nie uśmiechało się jej.
-Denerwujesz się? - spytała kolejny raz szatynka.
-Yhy. - tylko tyle wykrztusiła. Cóż. Przyjaciółka miała rację denerwowała się i to bardzo! Bo przecież już jutro rozpocznie się turniej! I pierwszy od kilku lat zagrają razem, cała drużyna! 'Ciekawe jak to jest?' myślała. Jak za mgłą pamięta jak to jest, kiedy stoi się pośrodku stadionu a ludzie wykrzykują twoje imię. Jak to jest jak klaszczą i krzyczą motywujące słowa. Mimowolnie uśmiechnęła się.
'Ten rok będzie wyjątkowy'.
Rozdział 1
Amanda zauważyła nieopodal sterczący, długi budynek o szaroniebieskich kolorach, który przykuł jej uwagę.
-Może tam?-wskazała palcem na hale handlową, gdzie jak się spodziewała może znajdzie coś dla siebie ciekawego. Przyjaciele zgodzili się i wszyscy troje wkroczyli do budynku. Wnętrze budowli okazało się przytulne, pomalowane na jaskrawe kolory, które ubarwiały to miejsce. Zatrzymali się na chwilę, spoglądając na tłumy ludzi, którzy kręcili się po stoiskach kupując najróżniejsze rzeczy i głośno rozmawiając, chcąc przekrzyczeć jeden, drugiego.
-Ale natłok!-skwitował Rafael-Mam nadzieję, że przejdziemy-dodał pośpiesznie.
-Nie jest tak źle-zauważyła fioletowowłosa, szukając wzrokiem stoiska z ubraniami albo biżuterią. Ku jej zaskoczeniu, nie zauważyła nic takiego. Ruszyła do przodu nie chcąc stać w wejściu. Po mału przemieszczali się w przeciwległa stronę. Nagle dziewczyna zatrzymała się raptownie, tym samym sprawiając, iż Rafael i Pablo zatrzymali się gwałtownie, tuż za nią.
-Co? Amanda wpatrywała się w trójkę chłopaków, którzy kręcili się wokół sprzętu muzycznego. Z tego co wywnioskowała do właśnie do nich należą instrumenty muzyczne, więc musieli być jakąś kapelą. Bez wahania podeszła do grupki i wpatrywała się w gitarę elektryczną. Blondyn wraz z czarnowłosym podążyli za nią i zrozumieli jej zainteresowanie. Jeden z chłopaków, czerwonowłosy zauważył, iż mają gapiów i zwrócił się do Amandy i jej kolegów.
-Podoba się?-wskazał na perkusje, dwie gitary i mikrofon na podstawce. Oreiro nie odpowiedziała.
-Możemy zagrać?-spytała. Niebieskooki spojrzał na nią zaskoczony, po czym na jego ustach wpełzł zadziorny uśmiech.-Ej chłopaki?!-zwrócił się do swych kolegów. Zielonowłosy i białowłosy spojrzeli na niego.
-Ta dziewczynka chcę spróbować zagrać-poinformował ich, pokazując na fioletowooką. Oboje wybuchnęli śmiechem. Czerwonowłosy z tryjunfem zerknął na Amande.
-A umiesz grać?-spytał.
-Jestem amatorem-odparła z uśmiechem. Chłopak zaśmiał się ochryple i wstał z krzesła, na którym siedział.
-Jeśli chcesz, to spróbuj. Zachęcona dziewczyna podeszła do jednej z gitar, którą zawiesiła sobie na szyi.
-Zobaczymy co umiesz-odparł białowłosy. Fioletowowłosa zafascynowana, wpatrywała się w przedmiot, który trzymała w rękach. Jeszcze nigdy nie grała na gitarze elektrycznej i była podekscytowana. Przejechała palcami po strunach, na początku niepewnie, bojąc się, że ją uszkodzi. Po czym coraz odważniej, zaczęła przesuwać palcami po strunach, tworząc przy okazji melodię, którą wyobraziłam sobie w głowie. Podeszła do mikrofonu i zaczęła śpiewać, ku ogromnemu zaskoczeniu nieznanych chłopaków, którzy gapili się na nią z rozdziawionymi ustami. Zielonooki i bursztynooki uśmiechnęli się lekko i podeszli do instrumentów. Rafael wybrał gitarę a Pablo zaś perkusję, po czym zaczęli grać w rytm muzyki. Ludzie, którzy krążyli po hali handlowej, nagle zatrzymali się i zaczęli podchodzić do grającego zespołu.
Santiago złożył ostatni podpis i podał kartkę młodemu mężczyźnie w czerwonej bluzie z narysowanym znakiem BBA na prawym rękami.
-Jest wszystko dobrze-poinformował.-Możesz iść. Chłopak kiwnął głową i skierował się w stronę wyjścia.
Wyszedł z stadionu i zatrzymał się raptownie, mrużąc oczy przed słońcem, które świeciło wysoko na horyzoncie. Kłębiaste, białe chmury sunęły leniwie po niebie, zmierzając w nieznanym kierunku. Rozejrzał się uważnie po otoczeniu, lecz nie zauważył swojej drużyny. Westchnął przeciągle i zszedł po wąskich betonowych schodach, aż wreszcie znalazł się na chodniku.
-Gdzie mogli pójść?-szepnął do siebie, po czym poszedł w stronę wysokich budynków, które lśniły w promieniach słonecznych. Miał nadzieję, że właśnie tam znajdzie swoich przyjaciół. Mijał wielu ludzi, którzy maszerowali po ulicach, chcąc dostać w wyznaczone miejsce. Nieopodal zauważył dzieci, które puszczały dyski, wrzeszcząc i śmiejąc się przy tym głośno. Na jednej z budowli, wysoko wisiał duży ekran telewizora. Przed oczyma mignęła znana mu postać, zatrzymał się i spojrzał na ekran. Dostrzegł Amande wraz z chłopakami, którzy grali na instrumentach muzycznych. Dziewczyna w dodatku śpiewała jakąś piosenkę. Przez chwilę patrzył na migające mu postaci, po czym na jego ustach wpełzł lekki uśmiech.
-Zostawić ich na chwilę, i już rozrabiają-rzekł, po czym skierował się do miejsca, gdzie znajduje się jego drużyna, przepychając się przez tłum stojących ludzi.
Skończyła śpiewać. Usłyszała gromkie brawa, pomieszane z gwizdami i okrzykami radości. Skłoniła się lekko i oddała gitarę osłupiałemu czerwonowłosemu.
-Dzięki-rzuciła lekko. Chłopak przyjął instrument i spojrzał na nią dziwnie.
-Amatorzy, co?-spytał, marszcząc brwi. Fioletowowłosa uśmiechnęła się promienie do nieznajomego.
-Tak. Podeszła do Rafaela i Pablo i przybili piątkę.
-To było niezłe-odparł z uśmiechem blondyn.
-Zgadzam się-usłyszeli za sobą znajomy głos, odwrócili się dostrzegając nadchodzącego kapitana.-Nie ma mnie 5 minut a wy szalejecie-rzekł, zatrzymując się przed nimi.
-Ano wiesz, tak wyszło-wtrącił się czarnowłosy.
-Załatwiłeś już?-zmieniła temat Oreiro, lustrując uważnie wałęsających się ludzi.
-Tak. Teraz idziemy do hotelu, to niedaleko-wyjaśnił.-A gdzie Paloma?-spytał.
-Musiała coś załatwić i rozstała się z nami na lotnisku. Wyślę jej sms-a, aby nas nie musiała szukać-zaoferowała się fioletowooka wyjmując z kieszeni telefon i stukając palcami o odpowiednie klawisze.
-Już-poinformowała-Idziemy?
-Jasne....
-----------------------
No i pierwszy rozdział za nami. Link do piosenki, która znajduje się pod prologiem, powinien być pod rozdziałem 1. Pospieszyłam się. Pozdrawiam.
-Może tam?-wskazała palcem na hale handlową, gdzie jak się spodziewała może znajdzie coś dla siebie ciekawego. Przyjaciele zgodzili się i wszyscy troje wkroczyli do budynku. Wnętrze budowli okazało się przytulne, pomalowane na jaskrawe kolory, które ubarwiały to miejsce. Zatrzymali się na chwilę, spoglądając na tłumy ludzi, którzy kręcili się po stoiskach kupując najróżniejsze rzeczy i głośno rozmawiając, chcąc przekrzyczeć jeden, drugiego.
-Ale natłok!-skwitował Rafael-Mam nadzieję, że przejdziemy-dodał pośpiesznie.
-Nie jest tak źle-zauważyła fioletowowłosa, szukając wzrokiem stoiska z ubraniami albo biżuterią. Ku jej zaskoczeniu, nie zauważyła nic takiego. Ruszyła do przodu nie chcąc stać w wejściu. Po mału przemieszczali się w przeciwległa stronę. Nagle dziewczyna zatrzymała się raptownie, tym samym sprawiając, iż Rafael i Pablo zatrzymali się gwałtownie, tuż za nią.
-Co? Amanda wpatrywała się w trójkę chłopaków, którzy kręcili się wokół sprzętu muzycznego. Z tego co wywnioskowała do właśnie do nich należą instrumenty muzyczne, więc musieli być jakąś kapelą. Bez wahania podeszła do grupki i wpatrywała się w gitarę elektryczną. Blondyn wraz z czarnowłosym podążyli za nią i zrozumieli jej zainteresowanie. Jeden z chłopaków, czerwonowłosy zauważył, iż mają gapiów i zwrócił się do Amandy i jej kolegów.
-Podoba się?-wskazał na perkusje, dwie gitary i mikrofon na podstawce. Oreiro nie odpowiedziała.
-Możemy zagrać?-spytała. Niebieskooki spojrzał na nią zaskoczony, po czym na jego ustach wpełzł zadziorny uśmiech.-Ej chłopaki?!-zwrócił się do swych kolegów. Zielonowłosy i białowłosy spojrzeli na niego.
-Ta dziewczynka chcę spróbować zagrać-poinformował ich, pokazując na fioletowooką. Oboje wybuchnęli śmiechem. Czerwonowłosy z tryjunfem zerknął na Amande.
-A umiesz grać?-spytał.
-Jestem amatorem-odparła z uśmiechem. Chłopak zaśmiał się ochryple i wstał z krzesła, na którym siedział.
-Jeśli chcesz, to spróbuj. Zachęcona dziewczyna podeszła do jednej z gitar, którą zawiesiła sobie na szyi.
-Zobaczymy co umiesz-odparł białowłosy. Fioletowowłosa zafascynowana, wpatrywała się w przedmiot, który trzymała w rękach. Jeszcze nigdy nie grała na gitarze elektrycznej i była podekscytowana. Przejechała palcami po strunach, na początku niepewnie, bojąc się, że ją uszkodzi. Po czym coraz odważniej, zaczęła przesuwać palcami po strunach, tworząc przy okazji melodię, którą wyobraziłam sobie w głowie. Podeszła do mikrofonu i zaczęła śpiewać, ku ogromnemu zaskoczeniu nieznanych chłopaków, którzy gapili się na nią z rozdziawionymi ustami. Zielonooki i bursztynooki uśmiechnęli się lekko i podeszli do instrumentów. Rafael wybrał gitarę a Pablo zaś perkusję, po czym zaczęli grać w rytm muzyki. Ludzie, którzy krążyli po hali handlowej, nagle zatrzymali się i zaczęli podchodzić do grającego zespołu.
Santiago złożył ostatni podpis i podał kartkę młodemu mężczyźnie w czerwonej bluzie z narysowanym znakiem BBA na prawym rękami.
-Jest wszystko dobrze-poinformował.-Możesz iść. Chłopak kiwnął głową i skierował się w stronę wyjścia.
Wyszedł z stadionu i zatrzymał się raptownie, mrużąc oczy przed słońcem, które świeciło wysoko na horyzoncie. Kłębiaste, białe chmury sunęły leniwie po niebie, zmierzając w nieznanym kierunku. Rozejrzał się uważnie po otoczeniu, lecz nie zauważył swojej drużyny. Westchnął przeciągle i zszedł po wąskich betonowych schodach, aż wreszcie znalazł się na chodniku.
-Gdzie mogli pójść?-szepnął do siebie, po czym poszedł w stronę wysokich budynków, które lśniły w promieniach słonecznych. Miał nadzieję, że właśnie tam znajdzie swoich przyjaciół. Mijał wielu ludzi, którzy maszerowali po ulicach, chcąc dostać w wyznaczone miejsce. Nieopodal zauważył dzieci, które puszczały dyski, wrzeszcząc i śmiejąc się przy tym głośno. Na jednej z budowli, wysoko wisiał duży ekran telewizora. Przed oczyma mignęła znana mu postać, zatrzymał się i spojrzał na ekran. Dostrzegł Amande wraz z chłopakami, którzy grali na instrumentach muzycznych. Dziewczyna w dodatku śpiewała jakąś piosenkę. Przez chwilę patrzył na migające mu postaci, po czym na jego ustach wpełzł lekki uśmiech.
-Zostawić ich na chwilę, i już rozrabiają-rzekł, po czym skierował się do miejsca, gdzie znajduje się jego drużyna, przepychając się przez tłum stojących ludzi.
Skończyła śpiewać. Usłyszała gromkie brawa, pomieszane z gwizdami i okrzykami radości. Skłoniła się lekko i oddała gitarę osłupiałemu czerwonowłosemu.
-Dzięki-rzuciła lekko. Chłopak przyjął instrument i spojrzał na nią dziwnie.
-Amatorzy, co?-spytał, marszcząc brwi. Fioletowowłosa uśmiechnęła się promienie do nieznajomego.
-Tak. Podeszła do Rafaela i Pablo i przybili piątkę.
-To było niezłe-odparł z uśmiechem blondyn.
-Zgadzam się-usłyszeli za sobą znajomy głos, odwrócili się dostrzegając nadchodzącego kapitana.-Nie ma mnie 5 minut a wy szalejecie-rzekł, zatrzymując się przed nimi.
-Ano wiesz, tak wyszło-wtrącił się czarnowłosy.
-Załatwiłeś już?-zmieniła temat Oreiro, lustrując uważnie wałęsających się ludzi.
-Tak. Teraz idziemy do hotelu, to niedaleko-wyjaśnił.-A gdzie Paloma?-spytał.
-Musiała coś załatwić i rozstała się z nami na lotnisku. Wyślę jej sms-a, aby nas nie musiała szukać-zaoferowała się fioletowooka wyjmując z kieszeni telefon i stukając palcami o odpowiednie klawisze.
-Już-poinformowała-Idziemy?
-Jasne....
-----------------------
No i pierwszy rozdział za nami. Link do piosenki, która znajduje się pod prologiem, powinien być pod rozdziałem 1. Pospieszyłam się. Pozdrawiam.
Prolog
Bus zatrzymał się z piskiem opon na podjeździe tuż przed ogromnym budyniem o bladoszarej konstrukcji. Drzwi otworzyły się automatycznie, wypuszczając ze środka kilka osób. Fioletowowłosa dziewczyna stanęła na betonowym chodniku i odetchnęła z ulga, czując twardy grunt pod nogami.
-Wreszcie jesteśmy-rzekła, rozprostowując zbolałe kości. Miała już dość siedzenia na twardych, niewygodnych fotelach w autobusie.
-Tak-odparł stojący obok niej chłopak o brązowych włosach-Teraz musimy się zarejestrować-dodał po chwili i odwrócił się do swojej drużyny.-Chyba wystarczy, że ja pójdę i Nas zarejestruje, więc możecie na mnie poczekać lub się rozejrzeć po okolicy. Fioletowooka zaciekawiona rozejrzała się po otoczeniu, po czym wzrok przeniosła na stadion.
-Hm.....wolę pozwiedzać, a wy chłopaki?-zwróciła się do blondyna i czarnowłosego. Oboje kiwnęli ochoczo głowami.
-Jasne-odparli równocześnie.
-No dobrze, to ja idę, spotkamy się za 30 minut-oznajmił Santiago i powolnym krokiem skierował się do budynku. Przez chwilę drużyna stała w miejscu, aż ich kapitan nie zniknął im z oczu we wnętrzu stadionu. Po czym powędrowali w przeciwnym kierunku, mijając grupkę dzieciaków, którzy z podekscytowaniem rozmawiali o nadchodzących zawodach Beyblade.
-To będą najlepsze zawodowy w historii Beyblendingu!-oznajmił mały grubasek, który wymachiwałam rękoma na wszystkie strony.
-Pewnie! Najznakomitsze drużyny z całego świata zjadą się na ten turniej-zawtórował mu szatyn o okrągłej buzi.-BladeBreakersi, White Tigers, All Stars a nawet mistrzowie Europy-The Majestics
!-odparł po chwili.
-Tak! Inne drużyny nie mają z nimi szans! Żadni amatorzy nie pokonają mistrzów!-zaśmiał się chudy rudzielec o zabieganych oczach. Koledzy mu zawtórowali, po czym pobiegli w stronę stadionu, popatrzeć na wchodzących beybladerów. Dziewczyna zatrzymała się i spojrzała przez ramię, na znikających w oddali małych chłopców.
-Słyszeliście?-spytała, odwracając wzrok ku zielonookiemu i Pablo.
-Tak. Amatorzy...-odparł beznamiętnie Rafael-Cóż...chyba jednak się do nich zaliczamy...
-Na to wygląda-uśmiechnął się bursztynooki. Oreiro nie skomentowała wypowiedzi kolegów, wzruszyła ramionami i poszła dalej. Słysząc kroki, wiedziała, iż chłopaki podążali za nią. Wiedziała, że konkurencja jest silna, lecz przecież nie była taka słaba. Ludzie nic o nich nie wiedzieli, a już powstały pewne teorie na ich temat.
-Wreszcie jesteśmy-rzekła, rozprostowując zbolałe kości. Miała już dość siedzenia na twardych, niewygodnych fotelach w autobusie.
-Tak-odparł stojący obok niej chłopak o brązowych włosach-Teraz musimy się zarejestrować-dodał po chwili i odwrócił się do swojej drużyny.-Chyba wystarczy, że ja pójdę i Nas zarejestruje, więc możecie na mnie poczekać lub się rozejrzeć po okolicy. Fioletowooka zaciekawiona rozejrzała się po otoczeniu, po czym wzrok przeniosła na stadion.
-Hm.....wolę pozwiedzać, a wy chłopaki?-zwróciła się do blondyna i czarnowłosego. Oboje kiwnęli ochoczo głowami.
-Jasne-odparli równocześnie.
-No dobrze, to ja idę, spotkamy się za 30 minut-oznajmił Santiago i powolnym krokiem skierował się do budynku. Przez chwilę drużyna stała w miejscu, aż ich kapitan nie zniknął im z oczu we wnętrzu stadionu. Po czym powędrowali w przeciwnym kierunku, mijając grupkę dzieciaków, którzy z podekscytowaniem rozmawiali o nadchodzących zawodach Beyblade.
-To będą najlepsze zawodowy w historii Beyblendingu!-oznajmił mały grubasek, który wymachiwałam rękoma na wszystkie strony.
-Pewnie! Najznakomitsze drużyny z całego świata zjadą się na ten turniej-zawtórował mu szatyn o okrągłej buzi.-BladeBreakersi, White Tigers, All Stars a nawet mistrzowie Europy-The Majestics
!-odparł po chwili.
-Tak! Inne drużyny nie mają z nimi szans! Żadni amatorzy nie pokonają mistrzów!-zaśmiał się chudy rudzielec o zabieganych oczach. Koledzy mu zawtórowali, po czym pobiegli w stronę stadionu, popatrzeć na wchodzących beybladerów. Dziewczyna zatrzymała się i spojrzała przez ramię, na znikających w oddali małych chłopców.
-Słyszeliście?-spytała, odwracając wzrok ku zielonookiemu i Pablo.
-Tak. Amatorzy...-odparł beznamiętnie Rafael-Cóż...chyba jednak się do nich zaliczamy...
-Na to wygląda-uśmiechnął się bursztynooki. Oreiro nie skomentowała wypowiedzi kolegów, wzruszyła ramionami i poszła dalej. Słysząc kroki, wiedziała, iż chłopaki podążali za nią. Wiedziała, że konkurencja jest silna, lecz przecież nie była taka słaba. Ludzie nic o nich nie wiedzieli, a już powstały pewne teorie na ich temat.
Subskrybuj:
Posty (Atom)