Pustka. To jedyne, co pozostało mi po Tobie . Osobie, która stała się bliska memu sercu. Wciąż myślę i głowie się, gdzie się podziewasz. Choćbym jednak cały dzień zastanawiał się, nie znałabym odpowiedzi. Który to już rok mija? Powoli pogubiłam się w obliczeniach. Dla mnie minęła już cała wieczność a drugie tyle minie mi na czekaniu. Czasami byłam na siebie zła i to bardzo! Bo przecież mogłam się domyślić, że tak zrobisz.....porzucisz niczym zepsutą zabawkę w kąt. Nikt nie wie, co wtedy czułam, kiedy odszedłeś. Nie wiadomo gdzie. Nic nie powiedziałeś, nawet listu nie zostawiłeś! Nic. To mnie bolało bo przecież byliśmy przyjaciółmi a może kimś więcej? Ta nadzieja tliła się we mnie od lat i nadal płonie, ale już nie tym samym blaskiem. Powoli dociera do mnie, że mnie wykorzystałeś i moich przyjaciół również. Że cała ta afera z zawodami to była jedna, wielka ściema. Zabawiłeś się naszym kosztem. Próbuję Cię znienawidzić do głębi, ale nie mogę...Głupie.. ale nic. Ilekroć miałam ochotę zbić się na kwaśne jabłko, ile razy chciałam się wywrzeszczeć co o Tobie myślę, wygarnąć Ci...ale nie potrafię. Bezsilnie chcę wyrzucić Cię z mej pamięci na zawsze. Ale ty wciąż powracasz, wciąż jesteś i wciąż będziesz. Czy to nie ironia los? Ja ciągle o Tobie myślę a ty? Pewnie masz mnie gdzieś, zapomniałeś o mnie. Ta myśl była najgorsza ze wszystkich. Ciągle widzę obraz Ciebie przed oczami, widzę Cię w tłumie mijanych ludzi, słyszę twój słodki głos...Ale to nie ty! Ciebie przecież nie ma..?! Nie....sama nie wiem....powoli zatracał się w cierpieniu, które tu stworzyłeś. Jednak gdybym Ciebie nie poznała....zapewne uznałabym życie za zmarnowane. Bo to TY pomogłeś mi najbardziej i nic nie chciałeś w zamian. Nie odwróciłeś się do mnie plecami, kiedy wszyscy inni to zrobili. Pocieszałeś mnie, kiedy nikt nie chciał mnie znać. Robiłeś wszystko, abym była szczęśliwa. I to wtedy stałeś się dla mnie wszystkim bo ty sprawiłeś, że wszystko to Ty. Heh..Głupie, nie? Ale to prawda. Nie wiem, czy kiedykolwiek Ci wybaczę. Tak bardzo tęsknie za Tobą, za naszymi rozmowami, za twoim ciepłem.
Mam nadzieję, że się zobaczymy i to niebawem, Jesse.
- Amanda! - krzyknęła już prawie zła szatynka, która ciągnęła moją kołdrę. Za wszelką cenę chciałam utrzymać pościel przy sobie, lecz moja przyjaciółka była innego zdania. Po chwili odebrała mi przykrycie, które już nie było mi potrzebne. Odwróciłam się na bok, mocno wtulając w miękką poduszkę. Usłyszałam głośne westchnienie dziewczyna. - Amanda! - warknęła tym swoim słodziutkim głosikiem. Pozostawałam niewzruszona jej humorami. Jednak, kiedy zaczęła mną potrząsać, było tego za wiele.
- Co? - spytałam, mając nadzieję, że da mi spokój.
- No co? Idziemy na śniadanie. - rzekła spokojnym tonem. ' Co śniadanie ? ' - pomyślałam I o to cały ten cyrk? No nie jakby to było coś poważniejszego np. Pablo utonął w kiblu albo coś, wtedy bym się pofatygowała i wstała zobaczyć jego żałosną minę. Cicho zachichotałam. - Idziesz ? - ponowiła pytanie. O bosz..już człowiekowi spać nie dadzą.
- Nie. - warknęłam podirytowana. Usłyszałam tupnięcie Dicarlo co oznaczało, że się zdenerwowała.
- Nie chcesz wiedzieć co z Waszą drużyną? - spytała niby obojętnie. Jęknęłam. To była jedyna, ważna rzecz jak na razie, która niestety wymagała ode mnie, aby wstać i zejść na dół. Przewróciłam się na plecy i wstałam.
- Zadowolona? - spytałam, zabierając swe rzeczy. Dziewczyna pokiwała głową.
-Tak. Masz 10 minut na prysznic. - odparła i wyszła z pomieszczenia.Tak, więc szybko powędrowałam do łazienki w celu umycia się.
***
Po kilkunastu minutach wraz z Palomą zeszłyśmy na najniższe piętro, gdzie mieścił się salon.
Z dudniącym sercem schodziłam po jednym stopniu. Powoli, bez pośpiechu znalazłyśmy się na korytarzu na pierwszym piętrze. Trochę się bałam tego, co zobaczę lub nie zobaczę. Dopiero po chwili uzmysłowiłam sobie, że jest tu cicho, za cicho. Nasze kroki niemal rozbrzmiewały po pustym korytarzu. Z trwogą zdałam sobie sprawę, iż zostałyśmy tylko same. Nie wiedziałam, co myślała Dicarlo. Lecz jestem pewna, że to samo co ja. Zatrzymałyśmy się gdzieś po środku i skręciłyśmy w pierwsze drzwi. Pomieszczenie, do którego weszłyśmy okazało się być salonem. Było to ogromny pokój, gdzie stały cztery, okrągłe stoły a przy nich po sześć krzeseł. Tuż za meblami stał ogromny płaski telewizor obok, którego stała kremowa kanapa. Powiodłam wzrokiem po sali, dokładnie przyglądając się wnętrzu. Mój wzrok zatrzymał się na dwóch samotnych postaciach kulących się w samym kącie. Niemal, że z radością dostrzegłam, iż to jest blondyn i orzechowooki.
Od razu skierowałam swe kroki w ich stronę a moja przyjaciółka poszła za mną. Słyszałam jak rozmawiają ze sobą szeptem jakby bali się, że ktoś podsłucha ich rozmowę. A przecież nikogo nie było w salonie. Nagle wiedząc, że nie są sami, podnieśli głowy, przypatrując się nam badawczo. Uśmiechnęłam się z trudem i klapnęłam na wolne krzesło. Rafael zbladł, po czym próbował się uśmiechnąć. Pablo zaś nie próbował udawać, że jest zdenerwowany.
- Cześć. - przywitałam się, chcąc jakoś rozładować atmosferę. - Jak tam? - spytałam, mając, nadzieję, że czegoś sensownego się dowiem. Szatynka usiadła na krześle obok i założyła nogę na nogę. Po czym niedbale oparła się łokciem o stół jak to miała w zwyczaju.
- Wezwali Santiago. - odparł nieobecnym wzrokiem zielonooki. Pokiwałam głową. Choć ta informacja mnie wcale nie uszczęśliwiła. Z drugiej strony będziemy wiedzieć na czym stoimy. Zamilkliśmy.
- Pewnie nas wyleją. - odparł niedbale czarnowłosy bawiąc się porcelanowym kubkiem. Utkwiłam w nim swój wzrok. Zauważyłam, że Rafael zaciska mocno usta. Chyba w to nie wierzą? Jednak patrząc na nich przez chwilę mogłam się domyślić, że tak. Westchnęłam. Nie miałam ochoty prawić im kazań, ale chociaż mogłam złoić im skórę, co pewnie wyszło by im na zdrowie. Nagle usłyszałam dudnienie kroków na korytarzu. Odwróciłam się w stronę źródła dźwięku, a przyjaciele poszli w moje ślady. Zauważyłam majaczącą sylwetkę szatyna, która zbliżała się do nas szybkim krokiem. Zatrzymał się na progu drzwi, po czym rozejrzał się po salonie. Widząc, jednak nas ruszył w naszym kierunku. Jego wzrok był nie przenikniony a mimika twarzy nie zdradzała emocji, jakie kierują chłopakiem. Spokojnie spoczął na krześle o drewnianej poręczy. Nie wiedziałam, co miałam myśleć. Byłam pełna obaw a także nadziei, które jeszcze nie do końca umarły.
- Zostajemy. - rzekł po chwili milczenia kapitan i oparł się o poręcz krzesła. Uśmiechnęłam się szeroko i spojrzałam na zadowoloną Palome.
- To cudownie. - oznajmiła i uścisnęła mnie lekko dłoń.
- Wiedziałem, że tak będzie. - powiedział Pablo zakładając ręce na klatkę piersiową i kiwając głową. Uniosłam jedną brew.
- A kto twierdził przed chwilą, że wylecimy ? - spytałam słodko. Chłopak ani mrugnął.
- Amanda nie wiedziałam, że tak myślałaś. Powinnaś wspierać naszą drużynę a nie pogrążać ją jeszcze bardziej. - odrzekł i uśmiechnął się wrednie. Zmarszczyłam brwi. Miałam ochotę się na niego rzucić. Blondyn z uśmiechem poklepał przyjaciela po ramieniu.
- Pablo nie zaczynaj bo ja Cię na pewno nie będę ratował jak Amanda Cię dopadnie. - czarnowłosy spojrzał na mnie na wpół przymkniętych powiek. Uśmiechnęłam się słodko, wyobrażając sobie, co bym mu zrobiła jakbym go dopadła.
- Amanda to żart tylko. - odparł po chwili, nadal się we mnie wpatrując.
- Wiem. - oznajmiłam. Przewróciłam oczami. Bursztynooki zaśmiał się niepewnie.
- Nie szykujesz zemsty ? - dopytywał się, niepewnie patrząc w moim kierunku. Cóż. To był świetny pomysł, ale tą przyjemność zostawię na później.
- Jak zwykle się kłócicie. - rzekła brązowooka, odgarniając swoje kosmyki włosów.
- Od razu kłócimy....umilamy sobie życie. - oznajmiłam, uśmiechając się jeszcze bardziej. Przypomniały mi się dawne czasy, kiedy to miałam z chłopakami na pieńku. Wtedy to nawzajem robiliśmy sobie różne okropne rzeczy.
- Jaasne. - odparł Pablo bez przekonania. Chyba on nigdy się nie zmieni. Ten sam palant co zawsze. Chociaż będzie komu wyciąć numer.
- A teraz kiedy skończyliście swoje słowne zabawy. - wtrącił się zielonooki. - Chciałabym pogadać o składzie w jakim będziemy grać. - oznajmił i odgarnął lekko grzywkę, która opadała mu na oczy.
- Chyba jasne. - Wzruszyłam ramionami, bawiąc się kosmykiem swoich fioletowych włosów. - Ty, Rafael i Pablo. - odparłam po chwili wahania. Przyjaciółka spojrzała na mnie zdziwiona.
- A ty? - spytała.
- Cóż... - zaczęłam, lecz sama nie wiedziałam, co powiedzieć. Nie byłam zbyt chętna grać. Nie to, że nie lubiłam grać tylko, że mi się nie chciało. Ale będzie to moja, mała tajemnica. Santiago spojrzała na mnie badawczo. Powinnam coś powiedzieć. Myślałam nad argumentami, którymi postanowiłam się posłużyć.
- No wiecie...jako, że jestem dziewczyną..to chłopaki nie będą chcieli ze mną grać... - zaczęłam, choć zaraz sobie uświadomiłam, że to nie jest zbyt dobre wyjaśnienie. W odmętach swojej pamięci szukałam czegoś bardziej przekonywującego. Tylko jak na złość nic sensownego nie wymyśliłam. Uśmiechnęłam się lekko do kapitana.
- Hm..sądzę, że będziemy się wymieniać. - rzekł brązowowłosy, odwracając wzrok ode mnie. - Zobaczymy z kim będziemy walczyć i kto ma większe szanse na zwycięstwo.
Było to dobre rozwiązanie. Mielibyśmy większe szanse na wygraną. Kiwałam zamyślona głową, będąc myślałam gdzieś daleko. Santiago podniósł się z krzesła, a szmer przesuwanego mebla wyrwał mnie z moich zamyśleń. Patrzyłam jak blondyn i Pablo również się podnoszą i podsuwają swoje krzesła. Zmarszczyłam brwi.
- Gdzie idziecie? - spytałam, chcąc dowiedzieć się gdzie chłopaki się wybierają. Nawet nie poinformowali mnie o swoich planach.
- Potrenować. - odpowiedział Rafael, po czym wszyscy trzej opuścili salon.
' Potrenować ? ' - pomyślałam. ' A mnie łaska nawet nie powiedzieć o tym !? ' - przemknęło mi przez myśl. Byłam trochę na nich zła z resztą pewnie chcą odreagować ostatnie wydarzenia. Cała ta afera z oszustwem mocno nadwyrężyła ich nerwy, moje również. Spojrzałam na Palome, która bawiła się kubkiem czarnowłosego. Zmarszczyłam brwi.
- Chcesz nabawić się zarazków ? - spytałam, wpatrując się jak przez chwilę podaje sobie z rąk do rąk naczynie, po czym odstawia je na bok.
- Co będziemy robić ? - Zignorowała moją poprzednią uwagę. To było dobre pytanie, na które nie znałam odpowiedzi. Nie miałam pojęcia, co możemy robić przez cały dzień. Możliwe, że poszukamy chłopaków i będziemy razem trenować, ale jak na razie może pozwiedzamy miasto. Otworzyłam usta, lecz z mego gardła nie wydobyło się żadne słowo. Usłyszałam odgłos kroków na korytarzu. Zamilkłam i spojrzałam w stronę drzwi. W framudze drzwi ujrzałam grupkę nastolatków. Szybko odwróciłam wzrok i spojrzałam znacząco na szatynkę. Nic nie odpowiedziała. Zawodnicy przeszli obok nas, jakby nas nie widzieli. Albo ignorowali naszą obecność. Cóż. Nie spodziewałam się, że zaczną z nami rozmawiać jakby nigdy nic. Byłam tylko ciekawa jak poszła ta narada? Czy wszyscy się zgodzili? Czy jednak był ktoś przeciwko nas? Możliwe, że Pan Dickenson załagodził sytuację. Brązowooka spojrzała na mnie niepewnie. Nie była rada z tego, że nagle zjawili się nastolatkowie. Cóż. Też nie byłam, ale nie będę przed nimi uciekać. Wzruszyłam ramionami. Odwróciłam lekko głowę. Za moimi plecami zaledwie przy stoliku obok siedziała drużyna Blitzkreieg Boys. Rozmawiali ze sobą pół szeptem. Odwróciłam wzrok i spojrzałam znacząco na przyjaciółkę, dając jej do zrozumienia, aby spojrzała za mnie. Tak też uczyniła. Na jej twarzy pojawił się grymas niezadowolenia.
- Patrz nasz kolega. - oznajmiłam spokojnie. Dziewczyna odwróciła wzrok i z przestrachem spojrzała na mnie.
- Amanda ciszej bo Cię jeszcze usłyszy. - warknęła cicho. Uśmiechnęłam się lekko i wzruszyłam lekceważąco ramionami.
- A myślisz, że nas usłyszą? - spytałam niewinnie. Dicarlo zmroziła mnie wzrokiem.
- Nigdy nie wiadomo.
- Gumowe ucho. - rzekłam i parsknęłam śmiechem. Moja przyjaciółka spojrzała na mnie z taką miną, że chciało mi się bardziej śmiać. Ale wiedziałam, że lepiej jej nie denerwować. Więc zaprzestałam tej czynności.
- Amanda. - jęknęła.
- No co? - spytałam niewinnie. Przecież nic złego nie zrobiłam. To już normalnie porozmawiać nie można? Co mnie obchodzi, że inni słyszą to co mówię? Wzruszyłam ramionami i zerknęłam przez ramię. Grupka chłopaków zamilkła jak urzeczona. Zmarszczyłam brwi. Nagle Bryan podniósł na mnie wzrok jakby się domyślał, że o nim gadamy. Odwróciłam wzrok.
- Oni się na nas gapią. - usłyszałam słaby głos Palomy. Zaraz na sobie poczułam bacznie spojrzenia czterech par oczu. Nie wróżyło to nic dobrego.
- I co zrobiłaś? A jak do nas podejdą ?! - jęknęła zrozpaczona.
-Nie horroryzuj. Może spodobałyśmy się im? - odrzekłam lekko. Szatynka spojrzała na mnie z dziwnym wyrazem twarzy. Chciałam ją pocieszyć, ale chyba nie wyszło.
- To nie jest śmieszne. - warknęła przez zaciśnięte zęby. Uśmiechnęłam się lekko. Machnęłam lekceważąco ręką.
- To może pójdziemy na śniadanie? - powiedziała w miarę swobodnym tonem Paloma. Cóż, mogłam zrobić? Tylko się zgodzić, aby dała mi wreszcie spokój. Kiwnęłam głową. Po czym wstałam z krzesła. Poczułam jak wszyscy na nas patrzą, a w salonie zapanowała dziwna cisza.
' Ok ' - pomyślałam. Dicarlo obeszła stolik i skierowała się wraz z mną do wyjścia. Nie mogłam się oprzeć i przechodząc blisko stolika Blitzkreieg Boys, posłałam szarowłosemu wredny uśmieszek.
Od Autorki: Rozdział mia być w poniedziałek, ale przez ten onet nie miałam nawet chęci wchodzić publikować postu.
Tak więc przepraszam i życzę miłego czytania. Pozdrawiam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz