Kiedy go spotkałem byłem niczym pusta puszka po coli, jak frytki bez soli…jak…może dosyć tych porównań ? No czułem się niedopełniony albo…nie do końca pełny! Ważne, że kiedy go poznałem zrozumiałem, że nie jestem taki idealny za jakiego się miałem. Pamiętam nasze pierwsze spotkanie.
Wtedy to walczyłem z Carlos’em o swój dysk. Nie było łatwo bo koleś oszukiwał, ale i tak go pokonałem! Co to było za zwycięstwo! Chłopak jednak nie zrobił tego, co chciałem. A mianowicie chciałem, aby oddał wszystkim dzieciom dyski, które zabrał. Łotr jeden chciał uciec z workiem pełnym dysków. Ale wtedy pojawił się On – Kai, oczywiście. Stał na wzniesieniu a zachodzące promienie słońca rozświetlały jego postać. Jego włosy delikatnie rozwiewał wiatr. Wyglądał uroczo…no trochę przesadziłem. Wyglądał seksownie. O mało, co nie upuściłem swego dysku z wrażenia. Mógłbym tak patrzeć na niego bez przerwy.
- Carlos, co tu robisz ?! – warknął tym swoim władczym tonem, który ubóstwiałem do pierwszego momentu, w którym go usłyszałem. – Przynosisz hańbę! – krzyknął i uderzył chłopaka, a ten zachwiał się i upadł. Worek z dyskami rozsypał się. ‚ O matko ! Jaki on silny ‚ – myślałem dalej, patrząc się cielęcym wzrokiem na popielatowłosego. Jego czarna bluzka świetnie odznaczała mięśnie na klatce piersiowej. Musiał dużo ćwiczyć, aby mieć taką sylwetkę. Trochę mu zazdrościłem, że nie wyglądam tak jak on.
- Kim jesteś ? – spytałem mając nadzieję, że ów młodzieniec zauważy mnie i przywita się ze mną. Może zostaniemy najlepszymi przyjaciółmi na forever ? Podnieciłem się na samą myśl o tym. Było by cudownie. Już widzę te chwile spędzone z nim…
- Kai a ty? – O mało, co nie podskoczyłem ze szczęścia jakie mnie spotkało. On chcę znać moje imię ?! O bosz, o bosz ! Spokojnie Tyson opanuj się bo zemdlejesz i będą musieli Cię reanimować. Z drugiej strony to nie zły pomysł, udać zemdlenie i zarazem poczuć bliskość męskiego osobnika.
-Tyson. – odparłem swoim męskim głosem, którym nie raz uwodziłem. – Może zagramy? – spytałem, unosząc delikatnie brwi i ustawiając się profilem do czerwonookiego. Najlepiej wyglądam w profilu.
- Nie gram z amatorami. – odparł. Czy to nie, aby zachęta do dalszego działania ? Oczekuje ode mnie więcej niż przypuszczałem.
- A co boisz się ? – powiedziałem to mając nadzieję, że nie odejdzie i nie zostawi mnie w takim stanie.
- Zagrajmy. – Cudownie! Ja to potrafię przekonać człowieka do wszystkiego.
Sam już nie wiem jak zakończył się mecz. Chyba przegrałem. Ale czy to miało jakiekolwiek znaczenie? Mogłem bez karnie przyglądać się mojemu Bożkowi – tak Bożkowi i zobaczyć go w całej okazałości. Muszę przyznać, że było na co popatrzeć. Kurcze! Jak on miał idealne ciało. Normalnie jak strongman. Moje oczy ‚ ślizgały ‚ się po każdym skrawku jego ciała i oceniałem jego walory.
Ciało: 10 nie będę taki wredny. Nie jedna modela przy nim wymięka.
Mowa: 8.
- Czego się patrzysz !? – Och, jak on słodko mówi. A czemu nie dałem mu pełnej 10 ? Bo ani razu nie wypowiedział mego imienia >.<.
Ubiór wcale nie ma znaczenia, choć ta bluzeczka jest świetna! Szkoda, że nie jest prześwitująca. Och.. Marzenia… Co by można tu jeszcze ocenić ? Hm…Styl gry? Nie…to nie ma znaczenia dla mnie jest idealny w każdym calu. Niemal, że z rozpaczą zauważyłem, że mecz dobiegł końca. Nie!! Życie jest nie sprawiedliwe! Los jest okrutny! Jak ja teraz będę żył, w świadomości, że Kai mieszka gdzieś blisko a ja nie będę mógł go zobaczyć?! Po co ja się urodziłem, żeby cierpieć takie katusze !? Gdy Hiwatari podnosił dysk, w tym czasie dyskretnie wytarłem oczy pełne łez i wysmarkałem nos. Kai podniósł się a ja wyrzuciłem chusteczkę. Moje bożyszcze…możliwe, że ostatni raz go widzę w życiu…
- Nie zły jesteś. – powiedział. ‚ A ty seksowy ‚ - chciałam powiedzieć, ale się powstrzymałem. Nie będę tego mówił przed wszystkimi. Jestem nieśmiały z natury. Kenny stał obok mnie i patrzył z rozdziawionym ryjem na rubinookiego. Oż ty! Zaraz Ci przypierdolę ! Jak śmiesz patrzyć na Mojego Kai’a ?! Posłałem mu wymowne spojrzenie.
- Ty też. – odpowiedziałem.
- Może kiedyś się spotkamy. – powiedział i odszedł w stronę zachodzącego słońca. Czy wierzycie w przeznaczenie? W miłość od pierwszego wejrzenia. Nie wierze w takie bujdy…
- I co teraz zrobimy Tyson? – usłyszałem piskliwy głosik Szefa. Przewróciłem oczami. No co? Z szalejącą rozpaczą będę bez wytchnienia szukał swego idola, nawet jeśli będę musiał wejść do ścieków i utopić się w tych smrodach. Na kolanach szukał jego tropu pośród miliona dróg.
- Nic.
***
Od tego dnia minęło baaaaardzo dużo czasu i teraz jesteśmy razem. E.. znaczy jako drużyna. No, przejęzyczyłem się, każdemu może się zdarzyć. Jednak nie byliśmy sami, gdyż w grupie znajdowali się jeszcze Kenny, Max i Ray. Nie mam ochoty tego wszystkiego wyjaśniać, więc zapraszam do obejrzenia anime. Na czym to skończyłem? No właśnie sobie przypomniałem. Jesteśmy zgraną drużyną. Siedzieliśmy sobie w restauracji, którą wypatrzył Kon, gdyż tu serwowano włoskie dania. Kelnerka postawiłam przed nami spaghetti – to jest taki makaron oblany pomidorowym sosem, który przypominał mi kolor oczu Kai’a. Z resztą jakoś zawsze mi go przypomina ten kolor. Z westchnieniem spojrzałem na kapitana naszej drużyny, bo kto inny nadawałby się do tej roli? Siedział sobie on na krześle i jak zawsze ze skrzyżowanymi na piersi rękoma. Wyglądał wtedy tak sexy, że aż się podnieciłem z tego wszystkiego.
- No może zaczniemy jeść? – spytał kociooki, wpatrując się w nas uważnie.
- Już nawet Tyson’owi ślinka cieknie. – zaśmiał się histerycznie blondyn, opluwając swoją porcję makaronu. Fuj! Szybko z kieszeni wyjąłem chusteczkę i wytarłem sobie brodę, aby nikt nie pomyślał, że cywilizowany nie jestem, po czym z uśmiechem zwróciłem się do reszty chłopaków. Kenny jak zawsze przebywał w swoim świecie fantazji, czyli w internecie. Biedak.
- Tak. – odparłem, chcąc załagodzić konflikt i znów spojrzałam na Hiwatari’ego. Chłopak zerknął na mnie przelotnie.
-I czego się tak gapisz?! – warknął, tym swoim cudownym głosikiem. – Wiesz co Tyson? Ty jakiś nienormalny jesteś. – powiedział po chwili. O jeju! Słyszeliście, co powiedział? Bosz! Nie wiedziałem, że o mnie tak myśli. Jest taki miły. Zarumieniłem się lekko słysząc owy komplement.
- Dzięki. – odparłem rozpromieniony. Popielatowłosy pokręcił tylko głową.
- To możemy jeść ?! – upominał się czarnowłosy. ‚ O weź człowieku, my to rozmawiamy a ty tylko o żarciu! ‚ – pomyślałam i posłałem mu złowrogie spojrzenie al’a Tyson.
- A potem, co będziesz robić ? – spytałem mimochodem kapitana, powoli zatapiając widelec z stercie rozmiękczonego makaronu. Chłopak spojrzał na mnie podejrzliwie.
- Nic. – odparł, nawet na mnie nie patrząc.
- A potem?
- Też nic. – Nie no!
- A jeszcze potem ? – spytałem z nadzieję w głosie, przybliżając się do niego. Miałem nadzieję, że może gdzieś mnie zaprosi.
- To jemy czy nie ?! – spytał Rey, ledwo panując nad swoim głosem.
- Też nic. – powiedział Kai, odsuwając się ode mnie. No to się wkurwiłem! Ale opanowałem się bo złość piękności szkodzi a ja nie chcę stracić swego atutu.
- A może razem nic porobimy ? – ponowiłem swą próbę. Młodzieniec jednak mnie zignorował.
- Nie. – Twarda sztuka, muszę to przyznać.
- To może w końcu jeść czy nie? Bo ku*** ja tu zdechnę z głodu! – krzyknął podenerwowany Kon, nie mogąc dać sobie rady z napadami agresji.
- A weź to ku*** zjedz i dan nam spokój ! – warknąłem podenerwowany.
- Wypier***** stąd nienormalni jesteście! – oznajmił popielatowłosy i wstał od stołu. Patrzyłem z otwartą gębą jak nas porzuca i znika w łazience.
- Co my zrobiliśmy ?! – jęknąłem zrozpaczony, kiedy to moi koledzy byli zajęci jedzeniem tego makaronu. Oczywiście to ja – jak zawsze z resztą – musiałem ratować drużynę przed rozpadem. Ech, ciężki mój los. Wstałem więc i pognałem za Hiwatari'm. Znalazłem go szybko, gdyż nachylał się nad umywalką. ‚ Czyżby płakał? ‚ Poczułem rozdzierającą rozpacz, to wszytko przez nasze kłótnie! Kapitan cierpi najbardziej. Podszedłem do niego.
- Kai. – Szybko odwrócił się w moją stronę i posłał mi złowrogie spojrzenie. Był to wzrok skrzywdzonego dziecka.
- Czego chcesz? – Zauważyłem ślady łez na jego twarzy. Płakał.
- Chciałem przeprosić za nasze zachowanie. – Uniósł zdziwiony brew. – Wiem, że płakałeś. – dodałem pośpiesznie.
- Wcale nie płakałem, tylko opłukałem twarz wodą. Po za tym ma Was gdzieś. – rzekł zirytowany. Jednak w głębi serca wiedziałem, że płakał i był smutny a ja powinienem mu pomóc.
- Chcę, żebyś był szczęśliwy. – Chłopak oddalił się ode mnie o krok. - Żebyś się czuł lepiej.
- Czuł lepiej? – spojrzał na mnie pytająco, po czym na jego usta wpełzł tak dobrze mi znany szatański uśmiech.
- Zrobię dla Ciebie wszystko. – ciągnąłem, patrząc na niego okrągłymi oczami.
- Wszystko? – pochwycił chłopak. Spojrzał na mnie sprawdzając, czy mówię prawdę.
- Jest taka rzecz. – Uśmiechnąłem się rozpromieniony, że mogę pomóc swemu bożkowi. – Ale nie wiem czy…
- Zrobię wszystko! – wykrzyknąłem, podchodząc bliżej rubinookiego.
- No dobrze. – powiedział i rozejrzał się uważnie po pomieszczeniu. – Ale nie tutaj. – Skierował się do jednej z kabin i nakazał gestem dłoni, abym wszedł za nim. Przełknęłam ślinę i wszedłem za kapitanem. Zamknął za mną drzwi. Cóż. Nie wiedziałam, że lubi małe, skromne pomieszczenia. Dobrze, że nie mam klaustrofobii.
- Więc? – spytałem oczekując jakiegokolwiek polecenia. Popielatowłosy uśmiechnął się łobuzersko.
- Zrób mi loda. – odparł. Zdziwiłem się jego prośbą, no ale przecież obiecałem, że mu pomogę.
- Ok. – Rubinooki trochę się zdziwił, ale nic nie powiedział, tylko rozpiął rozporek.
- Weź go. – polecił młodziak, a ja z ochotą zabrałem się do dzieła. Ukląkłem przed nim i ostrożnie wyjąłem z jego spodni penisa. Moim oczom ukazał się członek popielatowłosego, który był duży i nabrzmiały. – No weź go i ssij. – ponaglił mnie chłopak. Wziąłem go do ręki i zacząłem lizać główkę penisa. Językiem drażniłem skórę na jego członku. Mrrr…słodkie. Po chwili włożyłem go do ust i zacząłem nim poruszać w górę i w dół. Muszę przyznać nie źle mi szło. Czułem jak penis powiększa się w moich ustach. Słyszałem słabe jęki wydobywające się z ust Hiwatari’ego.
- Szybciej! – warknął. Uchwyciłem mocno jego męskość i coraz szybciej wsuwałem i wysuwałem go z ust. ‚ Smakuje jak lizak ‚ pomyślałem. Po chwili poczułem jak chłopak eksplodował i jego nasienie wylądowało w moim gardle. Kai jęknął przeciągle, po czym oparł się o ścianę kabiny. Wyjąłem penisa z ust i połknąłem jego nasienie, które ciekło mi po brodzie. Starłem je niedbale łokciem. Smakowało jak bita śmietana, przydała by się odrobina czekolady. Hiwatari spojrzał na mnie swym ognistym wzrokiem.
- Wstań i odwróć się. – polecił, więc wstałem i stanęłam plecami od niego. Nie wiedziałam, co moje bożyszcze zamierza, ale podobało mi się to. Tajemnica połączoną z namiętnością. Hm…nie złe połączenie. – Opuść spodnie. – Odpiąłem guzik i zsunąłem spodnie na sam dół. Trochę się zawstydziłem, gdyż nosiłem różowe bokserki z jego podobizną. Usłyszałem głośne westchnienie chłopaka. – Bokserki też możesz spuścić. – Tak więc to zrobiłem. Czyżby mu się nie podobały? – I wypnij tyłek. – Wypiąłem pupę w stronę popielatowłosego, może to nie było zbyt grzeczne, ale jak mi kazał. Nagle poczułem jak brutalnie wdziera się w moje wnętrze. Krzyknąłem z rozkoszy. Jego duży członek wsuwał się w mój tyłek i wysuwał. Ręce kapitana spoczęła na moich biodrach sprawiając, że wdzierał się na mnie coraz mocniej. Dzikimi ruchami zagłębiał się w moim wnętrzu. Czułem jak jego genitalia obijają się o moje okrągłe pośladki. Miałem tyle mu do powiedzenia, lecz wiedziałem, że słowa są zbędne. To jest trochę zawstydzające, ale jestem dziewicą! Tak! Powiedziałem to! To mój pierwszy raz. Jęknąłem głośno, kiedy to młodzieniec przyśpieszył i niemal, że wbiłem się w ścianę kabiny. Krzyczałem, darłem się w wniebogłosy bo tak było mi dobrze.
- Zamknij się, bo nawet swoich myśli nie słyszę! – uciszył mnie Kai.
- Przepraszam. – Zamilkłem. Jeszcze kilka mocny pchnięć. Popielatowłosy krzyknął z rozkoszy. Pewnie już doszedł. Po chwili poczułem jak wytryska we mnie swą spermą. Jęknąłem spełniony. Słyszałem jak Hiwatari głośno sapie, starając sobie wyrównać oddech. Opadłem na podłogę pożądanie zmęczony. Spojrzałem z nikłym uśmiechem na kapitana. Chłopak właśnie zapinał rozporek i zwrócił się do mnie chłodno:
- Było dobrze. – Nagle postanowiłem mu coś powiedzieć ważnego.
- Wiesz, że ty pierwszy mnie rozdziewiczyłeś? – Spojrzał na mnie z nieodgadnionym wyrazem twarz. – Jestem twój na forever! – wykrzyknąłem szczęśliwy. Rubinooki odsunął się nieznacznie ode mnie, ale to pewnie przez to, że jest zbyt szczęśliwy, ażeby coś w stanie powiedzieć.
- Spadam stąd. – oznajmił i wyszedł szybko z kabiny. ‚ Tak chcesz bawić ‚ – pomyślałem. Szybko wciągnęłam gadki wraz z spodniami i popędziłem za swych ukochanym.
- Kai! – krzyknąłem piskliwych głosikiem.
Od Autorki: Teraz dla odmiany partówka. Mam nadzieję, że się spodoba.
9 lipca 2013
Rozdział 11
[Amanda]
Gdy mówię źle, jest naprawdę źle.
Przeciwnik okazał się dla Rafael’a wyzwaniem,
któremu musiał sprostać. Bardzo się starał utrzymać w rydzach chłopaka i jego
Bestie. Przychodzi mu to z trudem.
Kropelki potu spływały po jego skroni.
Jego czerwony dysk ściera się z zielonym, lecą iskry.
Powierzchnia jest nie równa. Dysk blondyna chwieje się niebezpiecznie.
Patrzyłam jak rudowłosy uśmiecha się bezczelnie. Przełykam ślinę. Wiem, co
nastąpi.
-Teraz! – rozkazał członek
drużyny The Riwals. Jego dysk uderza w dysk zielonookiego. Rozległ się zgrzyt,
a dysk wypadł po za arenę. Chwila milczenia. Okrzyki radości. Tryumfalny
uśmiech chłopaka.
-Wygrał Fernando! – mówi Jeezman.
Ogólna radość z naszej przegranej.
Rafael zbiera dysk i siada na ławce. Milczy. Jest przygnębiony. Siedzi
zgarbiony, zgięty w pół.
-A zatem kolejna runda.- rozlega się głos Dj. Spojrzałam na Santiago.
Kręci głową.
-Teraz moja kolej. – mówi Pablo i
wstaje. Podchodzi pewnym krokiem do areny. Nie przejmuje się gwizdami.
-Naprzeciwko siebie stoją Pablo i
Ronald. – Czerwonowłosy z pogardą patrzy
na czarnowłosego. Bursztynooki odpowiada mu tym samym.
-Zaczynajmy. - głos brązowowłosego jest naglący. Dwa dyski
wirują i ocierają się o siebie. Cichy zgrzyt i fala iskier. Odrywają się od
siebie, po czym znów przybliżają. Przypomina to taniec, chaotyczny z nutką
agresji.
-Oni oszukują. – mówi Rafael.
Wszyscy patrzymy na niego. W ręku trzyma dysk. Przyglądam się. Jest w opłakanym
stanie. Jego obudowa jest zniekształcona. W niektórych częściach widnieją
niewielkie dziury.
-A oskarżają nas. - mówię i jestem zła. Spoglądam na plecy Pablo.
Mam nadzieję, że wygra i utrze im nosa.
-Pablo nie daj się! – krzyczę. Napina
się ale nie odwraca się.
-Wiem. Nie dam się. – mówi tylko.
Jestem zdenerwowana. Patrzę po twarzach kibiców. ‘Czy oni to widzą czy są zbyt
ślepi?’ – myślę. Widzę w ich oczach zachwyt. Są wpatrzeni w Ronald’a. Marszczę brwi. Kręcę głową i siadam obok
blondyna. Zabieram mu dysk i przyglądam się mu. Oceniam straty. Nie jest źle
lecz też nie jest dobrze.
- Trzeba zrobić nowy. – mówię i
podaje zielonookiemu. Bierze go bez słowa.
-Jeśli tak dalej pójdzie to
przegramy. – odzywa się Ramirez.
-Nie znasz Pablo. – mówi Rafael.
Brązowowłosy wzdycha, zrezygnowany. Słyszę cichy krzyk, głośny i wściekły. Patrzę na arenę Ronald, klęczy i
spogląda na dysk. Swój dysk po za areną. Cieszę się.
-Wygrał Pablo! – oznajmia
Jeezman. Widzowie umilkli, wyraźnie zawiedzeni. Uśmiecham się szczerze.
Czarnowłosy podchodzi do nas z uśmiechem na ustach.
-Cienias z niego. – mówi. Mam
ochotę go uściskać ale tego nie robię. Chłopak siada obok blondyna.
-Czas na trzecią rundę. - grzmi głos brązowookiego. Wściekły niebieskooki
niemal wbiega na arenę. Widzę w jego
oczach pragnienie zwycięstwa. Wstaje jednocześnie z zielonookim. Patrzy na mnie
zaskoczony.
-Proszę. Mogę? – pytam i patrzę
na niego błagalnie. Kiwa głową, niechętnie. Siada i splata dłonie. Jest
zdenerwowany. Posyłam mu uśmiech i podchodzę do czaszy. Niebieskooki unosi
brew, zdziwiony lecz uśmiecha się.
-Szybko wygram. – mówi i wyciąga
swój dysk.
- Rodriguez walczy z Amandą.
- Jeezman był zdziwiony z resztą jak
resztą. Uśmiecham się promiennie. – To zaczynamy.
[Kai]
Stoję i patrzę jak obie
konkurencyjne drużyny walczą ze sobą. ‘Brakuje
im wiary’ – myślę i spoglądam na Black Dragoons. Pierwszą walkę przegrali drugą wygrali. A
teraz walczy dziewczyna - Amanda. Kręcę głową. Nie uda się. Widzę jej gotowość
do walki.
-Wystawili dziewczynę, głupcy. –
ostry komentarz Bryan’a dociera do moich uszu. Marszczę brwi.
-Powinni od razu się poddać. –
mówi Spencer. Milczę i patrzę na plecy chłopaków.
-Nie myślałem, że przyjdziesz. –
słyszę głos Tali. Odwracam twarz w jego kierunku. Podchodzi do mnie
bezszelestnie.
-Nie lubię jak tak robisz. –
mówię. Czerwonowłosy opiera swe dłonie o metalową barierkę.
-Co? – pyta. Kręcę głową.
-Nic. Myślałem, że ty przyjdziesz. – mówię.
Przechyla głowę.
-Cóż. Nie miałem co robić, więc
przyszedłem.
-Kłamca. – szepnąłem. Zerknął na
mnie, lecz nie mówi nic.
[Amanda]
Jestem spokojna i opanowana gdy
dysk przeciwnika szarżuje na mój. Jest wściekły i nieostrożny. Nasze dyski
wirują wokół czaszy. Niebieskooki nie traci czasu, atakuje z zaciętością. Nie
wiem, co chcę przez to osiągnąć. Tylko się męczy. Lepiej dla mnie. Rodriguez uśmiecha się bezczelnie.
-Co, nie masz ochotę walczyć? –
pyta. ‘ Mam, ale mam większą ochotę
wygrać ‘ – myślę. Uśmiecham się leniwie. Nie wie z kim zadziera. Wykonuje
niezauważalny ruch ręką. Mój dysk staje w miejscu i kręci się coraz szybciej.
Fioletowy dysk uderza w mój. Odskakuje od niewidzialnej zapory. Niebieskooki
marszczy brwi. Wokół mojego dysku zbierają się tumany kurzu. Zaczyna się burza. Wieje silny wiatr, unosząc drobinki piasku.
-Co to?! – pyta Rodriguez. – Burza piaskowa? – słyszę jego
szept. Ściemniało. Wiat nasilał się a mój dysk wiruje w zawrotnym tempie.
Chłopak otwiera szeroko oczy. Wie, co zamierzam zrobić. Zaciska mocno usta.
-Kyrin! Leć! – krzyczy. Ogromne,
zielone ptaszysko wyskoczyło z dysku i mknęło prosto na mnie. Uśmiechnęłam się
pobłażliwie.
-Dark Panther! – Dysk cicho
skwierczy. Z mego dysku wyłania się czarna jak smoła postać drapieżnego kota. Z gardła bestii wydobywa się ryk a ciarki przechodzą po
plecach. Stwory ścierają się ze sobą,
warcząc i kłapiąc. Przez chwile mocując się ze sobą, po czym staje się jasność.
[Romeo]
Siedzę w ostatnim rzędzie i
patrzę na arenę. Uśmiecham się pod nosem. Kątem oka zauważam swych
podopiecznych. Próbuje opanować nagły atak śmiechu. Odwracam się w ich stronę.
-Jednak przyszliście? – To nie
było pytanie, lecz stwierdzenie. Nie odpowiadają. Julia posyła mi twarde
spojrzenie. Odwracam się. Krzyżuje ręce na piersi. Tłum krzyczy i co chwile
zamiera. Spoglądam na fioletowowłosą dziewczynę. Jest dobra.
-Co ona robi? – słyszę
pytanie Fernandez. Patrzę jak zrywa się
wiatr a drobinki piasku unoszą się wraz z nim.
-Walczy. – odpowiadam.
Brązowowłosa zaciska palce na oparciu krzesła.
-Niemożliwe.
[Amanda]
Uśmiecham i słyszę odgłos
zawodzenia. Patrzę na niebieskookiego, który klęczy na kolanach. W dłoniach
trzyma dysk. Jego ramiona drżą. Podnosi głowę i patrzy na mnie wściekły.
-Za mój dysk. – mówię.
-Wygrała Amanda! – mówi Jeezman.
Rodrigue wstaje chwiejnie.
-Zemszczę się! – krzyczy. Widzę
jak wyciąga wyrzutnie. Chce walczyć, nadal. Marszczę brwi.
-Może byś sobie odpuścił? –
słyszę głos Santiago. Chłopak przenosi wzrok na Ramirez’a. Marszczy brwi.
-Nie wtrącaj się. – warczy. Obok
niego pojawiają się koledzy z uśmieszkami przyklejonymi do twarzy. Napięcie
rośnie. Wszyscy stoimy, wpatrzeni w siebie. Kątem oka zauważam
zdezorientowanego Dj.
-Piękny mecz. – mówi Reymond.
Uśmiecha się od ucha do ucha. Nie patrzymy na niego.
-Wygraliście, więc możecie wziąć
udział w zawodach. Nikt tego nie kwestionuje. – mówi spokojnie Matterdew.
-Ja tak. Oni oszukiwali, znowu.
- mówi kapitan The Riwals.
Popielatowłosy unosi jedną brew.
-Nie prawda. – odzywa się Rafael
i wyciąga swój dysk. – Proszę zobaczyć. – Pokazuje dysk Dyrektorowi. Mężczyzna
ogląda go dokładnie i ocenia.
-Mich. – mówi. Blondyn pojawia
się znikąd. – Sprawdź im dyski. – Wskazuje na trzech chłopaków. Pracownik kiwa
głową i sprawdza po kolei ich dyski. Za każdym razem słyszę dziwny odgłos,
który wydobywa się z urządzenia.
-Ich dyski zawierają pewne
nielegalne ulepszenia. – oznajmia blondyn. Reymond patrzy na drużynę The
Riwals. Na jego wargach igra półuśmieszek.
- Zapraszam Panów do mojego
gabinetu. – mówi a jego głos tnie jak nóż. Rodrigue zblednie a twarz wykrzywia
się w grymasie strachu. Odwraca się w
naszą stronę. – Jak już mówiłem. Będziecie mogli już oficjalnie wziąć udział z
turnieju. – rzekł i odwraca się. Bierze za rękę niebieskowłosego i idą w
kierunku wyjścia. Po chwili znikają. Patrzę na tą scenę, zdezorientowana a
jednak szczęśliwa.
-Słyszeliście? – pyta się Paloma.
-Jasne. Wreszcie skończą się te
szykanowania. – mówi Pablo. Orientuje się, że jesteśmy obserwowani. Tłum nie
rozszedł się tylko uważnie nas obserwował. ‘Byli
świadkami tej sceny ‘ – myślę. Uśmiecham się. Widzę tą szatynkę. Julie.
Patrzy na nas z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Spogląda na mnie i odwraca się.
Za nią idzie brat. Kręcę głową.
-Za półgodziny rozpoczyna się
mecz. – oznajmia brązowowłosy.
Idziemy w stronę wyjścia i nie
oglądamy się za siebie.
[Amanda]
Siedzę na ławce i patrzę w płaski
ekran telewizora wraz z swoją drużyną. Dicarlo siedzi obok mnie na miękkim
krześle i spogląda na przesuwający się obraz. Widzimy arenę, na której stoi
Jeezman. Po chwili pojawiają się drużyny F-Dynast i Barthez Battalion. Zaczyna się walka. Obie drużyny są na tym
samym poziomie, lecz któraś musiała okazać się lepsza. Miquel walczy z zawziętością z Raul’em. Czerwonowłosy nie ma szans na powodzenie.
Przegrywa. Radość drużyny Battalion.
Julia jest wściekła i zła i wypomina bratu przegraną. Sama wstaje i idzie
walczyć. Walczy z wysokim chłopakiem. Zaczyna się walka. Dziewczyna nie panuje
nad swoimi emocjami, gubi się. Jej dysk wiruje szaleńczo, nie trafia w cel. Wkrótce
przegrywa. Złość i frustracja jest wymalowana na jej twarzy. Trzęsie się i bez
słowa schodzi z areny.
- Następną walkę stoczą
Blitzkreieg Boys i The Majestics! – mówi szybko Dj. Jestem ciekawa kto wygra.
Patrzę na ekran i widzę Kai’a, który z wdziękiem wchodzi na arenę w otoczeniu
swych kolegów. Posyła krzywy uśmiech Szkotowi, który niemal wyrywa się do
walki.
-Zapewne niedługo na nich
trafimy, więc przypatrujcie się. – mówi Santiago. Kiwam głową.
-Zapraszam pierwszych zawodników.
– odzywa się brązowooki. Na ekranie
pojawiają się dwie twarze Roberta i Tali. Walka jest zacięta. Każdy z tych
chłopaków chce wygrać. Niemiec okazał się lepszy od Ivanova. Wygrał mecz. Widzę
niezadowolenia na twarzy Rosjanina. Po chwili na arenę wchodzi Hiwatari i
Johnny.
-Znów spotykamy się Kai. - mówi MacGregor. Japończyk uśmiecha się lekko.
-I jak ostatnio wygram. –
Rudowłosy milczy i wyciąga dysk. Po chwili ich dyski wirują w czaszy. Pierwszy
uderza Johnny. Dysk popielatowłosego ląduje dalej, jednak wciąż jest w czaszy.
Kai stoi niewzruszony z zamkniętymi
oczami. Patrzę jak obrywa raz za razem lecz chłopak nie rusza się. Czeka. Hiwatari ignoruje przeciwnika co doprowadza go
do furii.
-Salamalgon! – krzyczy. Japończyk
się budzi. Otwiera oczy.
-Dranzer. Blazing Gigs! – Buchają
niebieskie płomienie. Szkot jest zaskoczony, gdy płomienie dosięgają jego dysk.
Zapala się. Wiruje, po czym ląduje po za areną.
-Co za walka! – krzyczy
brązowowłosy do mikrofonu. Widzowie krzyczą, są zadowoleni.
-Ostatnia runda! – Na arenę
wchodzą Bryan i Enrique. Walka jest krótka ale wyrównana. Lecz wygrana
przechyla się na stronę Rosyjskiej drużyny.
- Na dzisiaj kończymy. –
Informuje Jeezman. – zapraszamy za trzy dni!
*
Jest rozdział.
Subskrybuj:
Posty (Atom)