9 lipca 2013

Kiedy go spotkałem (Takao x Kai)

Kiedy go spotkałem byłem niczym pusta puszka po coli, jak frytki bez soli…jak…może dosyć tych porównań ? No czułem się niedopełniony albo…nie do końca pełny! Ważne, że kiedy go poznałem zrozumiałem, że nie jestem taki idealny za jakiego się miałem. Pamiętam nasze pierwsze spotkanie.

 Wtedy to walczyłem z Carlos’em o swój dysk. Nie było łatwo bo koleś oszukiwał, ale i tak go pokonałem! Co to było za zwycięstwo! Chłopak jednak nie zrobił tego, co chciałem. A mianowicie chciałem, aby oddał wszystkim dzieciom dyski, które zabrał. Łotr jeden chciał uciec z workiem pełnym dysków.  Ale wtedy pojawił się On – Kai, oczywiście. Stał na wzniesieniu a zachodzące promienie słońca rozświetlały jego postać. Jego włosy delikatnie rozwiewał wiatr. Wyglądał uroczo…no trochę przesadziłem. Wyglądał seksownie. O mało, co nie upuściłem swego dysku z wrażenia. Mógłbym tak patrzeć na niego bez przerwy.
- Carlos, co tu robisz ?! – warknął tym swoim władczym tonem, który ubóstwiałem do pierwszego momentu, w którym go usłyszałem. – Przynosisz hańbę! – krzyknął i uderzył chłopaka, a ten zachwiał się i upadł. Worek z dyskami rozsypał się. ‚ O matko ! Jaki on silny ‚ – myślałem dalej, patrząc się cielęcym wzrokiem na popielatowłosego. Jego czarna bluzka świetnie odznaczała  mięśnie na klatce piersiowej. Musiał dużo ćwiczyć, aby mieć taką sylwetkę. Trochę mu zazdrościłem, że nie wyglądam tak jak on.
- Kim jesteś ? – spytałem mając nadzieję, że ów młodzieniec  zauważy mnie i przywita się ze mną. Może zostaniemy najlepszymi przyjaciółmi na forever ? Podnieciłem się na samą myśl o tym. Było by cudownie. Już widzę te chwile spędzone z nim…
- Kai a ty? – O mało, co nie podskoczyłem ze szczęścia jakie mnie spotkało. On chcę znać moje imię ?! O bosz, o bosz ! Spokojnie Tyson opanuj się bo zemdlejesz i będą musieli Cię reanimować. Z drugiej strony to nie zły pomysł, udać zemdlenie i zarazem poczuć bliskość męskiego osobnika.
-Tyson. – odparłem swoim męskim głosem, którym nie raz uwodziłem. – Może zagramy? – spytałem, unosząc delikatnie brwi i ustawiając się profilem do czerwonookiego. Najlepiej wyglądam w profilu.
- Nie gram z amatorami. – odparł. Czy to nie, aby zachęta do dalszego działania ? Oczekuje ode mnie więcej niż przypuszczałem.
- A co boisz się ? – powiedziałem to mając nadzieję, że nie odejdzie i nie zostawi mnie w takim stanie.
- Zagrajmy. – Cudownie! Ja to potrafię przekonać człowieka do wszystkiego.

Sam już nie wiem jak zakończył się mecz. Chyba przegrałem. Ale czy to miało jakiekolwiek znaczenie? Mogłem bez karnie przyglądać się mojemu Bożkowi – tak Bożkowi i zobaczyć go w całej okazałości. Muszę przyznać, że było na co popatrzeć. Kurcze! Jak on miał idealne ciało. Normalnie jak strongman. Moje oczy ‚ ślizgały ‚ się po każdym skrawku jego ciała i oceniałem jego walory.
Ciało: 10 nie będę taki wredny. Nie jedna modela przy nim wymięka.
Mowa: 8.
- Czego się patrzysz !? – Och, jak on słodko mówi. A czemu nie dałem mu pełnej 10 ? Bo ani razu nie wypowiedział mego imienia >.<.
Ubiór wcale nie ma znaczenia, choć ta bluzeczka jest świetna! Szkoda, że nie jest prześwitująca. Och.. Marzenia… Co by można tu jeszcze ocenić ? Hm…Styl gry? Nie…to nie ma znaczenia dla mnie jest idealny w każdym calu. Niemal, że z rozpaczą zauważyłem, że mecz dobiegł końca. Nie!! Życie jest nie sprawiedliwe! Los jest okrutny! Jak ja teraz będę żył, w świadomości, że Kai mieszka gdzieś blisko a ja nie będę mógł go zobaczyć?! Po co ja się urodziłem, żeby cierpieć takie katusze !? Gdy Hiwatari podnosił dysk, w tym czasie dyskretnie wytarłem oczy pełne  łez i wysmarkałem  nos. Kai podniósł się a ja wyrzuciłem chusteczkę. Moje bożyszcze…możliwe, że ostatni raz go widzę w życiu…
- Nie zły jesteś. – powiedział. ‚ A ty seksowy ‚ - chciałam powiedzieć, ale się powstrzymałem. Nie będę tego mówił przed wszystkimi. Jestem nieśmiały z natury. Kenny stał obok mnie i patrzył z rozdziawionym ryjem na rubinookiego. Oż ty! Zaraz Ci przypierdolę ! Jak śmiesz patrzyć na Mojego Kai’a ?! Posłałem mu wymowne spojrzenie.
- Ty też. – odpowiedziałem.
- Może kiedyś się spotkamy. – powiedział i odszedł w stronę zachodzącego słońca. Czy wierzycie w przeznaczenie?  W miłość od pierwszego wejrzenia. Nie wierze w takie bujdy…
- I co teraz zrobimy Tyson? – usłyszałem piskliwy głosik Szefa. Przewróciłem oczami. No co? Z szalejącą rozpaczą będę bez wytchnienia szukał swego idola, nawet jeśli będę musiał wejść do ścieków i utopić się w tych smrodach. Na kolanach szukał jego tropu pośród miliona dróg.
- Nic.

***


Od tego dnia minęło baaaaardzo dużo czasu i teraz jesteśmy razem. E.. znaczy jako drużyna. No, przejęzyczyłem się, każdemu może się zdarzyć. Jednak nie byliśmy sami, gdyż w grupie znajdowali się jeszcze Kenny, Max i Ray. Nie mam ochoty tego wszystkiego wyjaśniać, więc zapraszam do obejrzenia anime. Na czym to skończyłem? No właśnie sobie przypomniałem. Jesteśmy zgraną drużyną. Siedzieliśmy sobie w restauracji, którą wypatrzył Kon, gdyż tu serwowano włoskie dania. Kelnerka postawiłam przed nami spaghetti – to jest taki makaron oblany pomidorowym sosem, który przypominał mi kolor oczu Kai’a. Z resztą jakoś zawsze mi go przypomina ten kolor. Z westchnieniem spojrzałem na kapitana naszej drużyny, bo kto inny nadawałby się do tej roli? Siedział sobie on na krześle i jak zawsze ze skrzyżowanymi na piersi rękoma. Wyglądał wtedy tak sexy, że aż się podnieciłem z tego wszystkiego.
- No może zaczniemy jeść? – spytał kociooki, wpatrując się w nas uważnie.
- Już nawet Tyson’owi ślinka cieknie. – zaśmiał się histerycznie blondyn, opluwając swoją porcję makaronu. Fuj! Szybko z kieszeni wyjąłem chusteczkę i wytarłem sobie brodę, aby nikt nie pomyślał, że  cywilizowany nie jestem, po czym z uśmiechem zwróciłem się do reszty chłopaków. Kenny jak zawsze przebywał w swoim świecie fantazji, czyli w internecie. Biedak.
- Tak. – odparłem, chcąc załagodzić konflikt i znów spojrzałam na Hiwatari’ego. Chłopak zerknął na mnie przelotnie.
-I czego się tak gapisz?! – warknął, tym swoim cudownym głosikiem. – Wiesz co Tyson? Ty jakiś nienormalny jesteś. – powiedział po chwili. O jeju! Słyszeliście, co powiedział? Bosz! Nie wiedziałem, że o mnie tak myśli. Jest taki miły. Zarumieniłem się lekko słysząc owy komplement.
- Dzięki. – odparłem rozpromieniony. Popielatowłosy pokręcił tylko głową.
- To możemy jeść ?! – upominał się czarnowłosy. ‚ O weź człowieku, my to rozmawiamy a ty tylko o żarciu! ‚ – pomyślałam i posłałem mu złowrogie spojrzenie al’a Tyson.
- A potem, co będziesz robić ? – spytałem mimochodem kapitana, powoli zatapiając widelec z stercie rozmiękczonego makaronu. Chłopak spojrzał na mnie podejrzliwie.
- Nic. – odparł, nawet na mnie nie patrząc.
- A potem?
- Też nic. – Nie no!
- A jeszcze potem ? – spytałem z nadzieję w głosie, przybliżając się do niego. Miałem nadzieję, że może gdzieś mnie zaprosi.
- To jemy czy nie ?! – spytał Rey, ledwo panując nad swoim głosem.
- Też nic. – powiedział Kai, odsuwając się ode mnie. No to się wkurwiłem! Ale opanowałem się bo złość piękności szkodzi a ja nie chcę stracić swego atutu.
- A może razem nic porobimy ? – ponowiłem swą próbę. Młodzieniec jednak mnie zignorował.
- Nie. – Twarda sztuka, muszę to przyznać.
- To może w końcu jeść czy nie? Bo ku*** ja tu zdechnę z głodu! – krzyknął podenerwowany Kon, nie mogąc dać sobie rady z napadami agresji.
- A weź  to  ku*** zjedz i dan nam spokój ! – warknąłem podenerwowany.
- Wypier*****  stąd nienormalni jesteście! – oznajmił popielatowłosy i wstał od stołu. Patrzyłem z otwartą gębą jak nas porzuca i znika w łazience.
- Co my zrobiliśmy ?! – jęknąłem zrozpaczony, kiedy to moi koledzy byli zajęci jedzeniem tego makaronu. Oczywiście to ja – jak zawsze z resztą – musiałem ratować drużynę przed rozpadem. Ech, ciężki mój los. Wstałem więc i pognałem za Hiwatari'm. Znalazłem go szybko, gdyż nachylał się nad umywalką. ‚ Czyżby płakał? ‚  Poczułem rozdzierającą rozpacz, to wszytko przez nasze kłótnie! Kapitan cierpi najbardziej. Podszedłem do niego.
- Kai. – Szybko odwrócił się w moją stronę i posłał mi złowrogie spojrzenie. Był to wzrok skrzywdzonego dziecka.
- Czego chcesz? – Zauważyłem ślady łez na jego twarzy. Płakał.
- Chciałem przeprosić za nasze zachowanie. – Uniósł zdziwiony brew. – Wiem, że płakałeś. – dodałem pośpiesznie.
- Wcale nie płakałem, tylko opłukałem twarz wodą. Po za tym ma Was gdzieś. – rzekł zirytowany. Jednak w głębi serca wiedziałem, że płakał i był smutny a ja powinienem mu pomóc.
- Chcę, żebyś był szczęśliwy. – Chłopak oddalił się ode mnie o krok. -  Żebyś się czuł lepiej.
- Czuł lepiej? – spojrzał na mnie pytająco, po czym na jego usta wpełzł tak dobrze mi znany szatański uśmiech.
- Zrobię dla Ciebie wszystko. – ciągnąłem, patrząc na niego okrągłymi oczami.
- Wszystko? – pochwycił chłopak. Spojrzał na mnie sprawdzając, czy mówię prawdę.
- Jest taka rzecz. – Uśmiechnąłem się rozpromieniony, że mogę pomóc swemu bożkowi. – Ale nie wiem czy…
- Zrobię wszystko! – wykrzyknąłem, podchodząc bliżej rubinookiego.
- No dobrze. – powiedział i rozejrzał się uważnie po pomieszczeniu. – Ale nie tutaj. – Skierował się do jednej z kabin i nakazał gestem dłoni, abym wszedł za nim. Przełknęłam ślinę i wszedłem za kapitanem. Zamknął za mną drzwi. Cóż. Nie wiedziałam, że lubi małe, skromne pomieszczenia. Dobrze, że nie mam klaustrofobii.
- Więc? – spytałem oczekując jakiegokolwiek polecenia. Popielatowłosy uśmiechnął się łobuzersko.
- Zrób mi loda. – odparł. Zdziwiłem się jego prośbą, no ale przecież obiecałem, że mu pomogę.
- Ok. – Rubinooki trochę się zdziwił, ale nic nie powiedział, tylko rozpiął rozporek.
- Weź go. – polecił młodziak, a ja z ochotą zabrałem się do dzieła. Ukląkłem przed nim i ostrożnie wyjąłem z jego spodni penisa. Moim oczom ukazał się członek popielatowłosego, który był duży i nabrzmiały. – No weź go i ssij. – ponaglił mnie chłopak.  Wziąłem go do ręki i   zacząłem lizać główkę penisa. Językiem drażniłem skórę na jego członku. Mrrr…słodkie. Po chwili włożyłem go do ust i zacząłem nim poruszać w górę i w dół. Muszę przyznać nie źle mi szło. Czułem jak penis powiększa się w moich ustach. Słyszałem słabe jęki wydobywające się z ust Hiwatari’ego.
- Szybciej! – warknął. Uchwyciłem mocno jego męskość i coraz szybciej wsuwałem i wysuwałem go z ust. ‚ Smakuje jak lizak ‚ pomyślałem.  Po chwili poczułem jak chłopak eksplodował i jego nasienie wylądowało w moim gardle. Kai jęknął przeciągle, po czym oparł się o ścianę kabiny. Wyjąłem penisa z ust i połknąłem jego nasienie, które ciekło mi po brodzie. Starłem je niedbale łokciem. Smakowało jak bita śmietana, przydała by się odrobina czekolady. Hiwatari spojrzał na mnie swym ognistym wzrokiem.
- Wstań i odwróć się. – polecił, więc wstałem i stanęłam plecami od niego. Nie wiedziałam, co moje bożyszcze zamierza, ale podobało mi się to. Tajemnica połączoną z namiętnością. Hm…nie złe połączenie. – Opuść spodnie. – Odpiąłem guzik i zsunąłem spodnie na sam dół. Trochę się zawstydziłem, gdyż nosiłem różowe  bokserki z jego podobizną. Usłyszałem głośne westchnienie chłopaka. – Bokserki też możesz spuścić. – Tak więc to zrobiłem. Czyżby mu się nie podobały? – I wypnij tyłek. – Wypiąłem pupę  w stronę popielatowłosego, może to nie było zbyt grzeczne, ale jak mi kazał. Nagle poczułem jak brutalnie wdziera się w moje wnętrze. Krzyknąłem z rozkoszy. Jego duży członek wsuwał się w mój tyłek i wysuwał. Ręce kapitana spoczęła na moich biodrach sprawiając, że wdzierał się na mnie coraz mocniej. Dzikimi ruchami zagłębiał się w moim wnętrzu. Czułem jak jego genitalia obijają się o moje okrągłe pośladki. Miałem tyle mu do powiedzenia, lecz wiedziałem, że słowa są zbędne. To jest trochę zawstydzające, ale jestem dziewicą! Tak! Powiedziałem to! To mój pierwszy raz. Jęknąłem głośno, kiedy to młodzieniec przyśpieszył i niemal, że wbiłem się w ścianę kabiny. Krzyczałem, darłem się w wniebogłosy bo tak było mi dobrze.
- Zamknij się, bo nawet swoich myśli nie słyszę! – uciszył mnie Kai.
- Przepraszam. – Zamilkłem. Jeszcze kilka mocny pchnięć. Popielatowłosy krzyknął z rozkoszy. Pewnie już doszedł. Po chwili poczułem jak wytryska we mnie swą spermą.  Jęknąłem spełniony. Słyszałem jak Hiwatari głośno sapie, starając sobie wyrównać oddech. Opadłem na podłogę pożądanie zmęczony. Spojrzałem z nikłym uśmiechem na kapitana. Chłopak właśnie zapinał rozporek i zwrócił się do mnie chłodno:
- Było dobrze. – Nagle postanowiłem mu coś powiedzieć ważnego.
- Wiesz, że ty pierwszy mnie rozdziewiczyłeś? – Spojrzał na mnie z nieodgadnionym wyrazem twarz. – Jestem twój na forever! – wykrzyknąłem szczęśliwy. Rubinooki odsunął się nieznacznie ode mnie, ale to pewnie przez to, że jest zbyt szczęśliwy, ażeby coś w stanie powiedzieć.
- Spadam stąd. – oznajmił i wyszedł szybko z kabiny. ‚ Tak chcesz bawić ‚  – pomyślałem. Szybko wciągnęłam gadki wraz z spodniami i popędziłem za swych ukochanym.
- Kai! – krzyknąłem piskliwych głosikiem.

Od Autorki: Teraz dla odmiany partówka. Mam nadzieję, że się spodoba.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz