9 lipca 2013

Rozdział 11




 [Amanda]

Gdy mówię źle, jest naprawdę źle. Przeciwnik okazał się dla Rafael’a  wyzwaniem, któremu musiał sprostać. Bardzo się starał utrzymać w rydzach chłopaka i jego Bestie.  Przychodzi mu to z trudem. Kropelki potu spływały po jego skroni.   Jego  czerwony dysk  ściera się z zielonym, lecą iskry. Powierzchnia jest nie równa. Dysk blondyna chwieje się niebezpiecznie. Patrzyłam jak rudowłosy uśmiecha się bezczelnie. Przełykam ślinę. Wiem, co nastąpi.
-Teraz! – rozkazał członek drużyny The Riwals. Jego dysk uderza w dysk zielonookiego. Rozległ się zgrzyt, a dysk wypadł po za arenę. Chwila milczenia. Okrzyki radości. Tryumfalny uśmiech chłopaka.
-Wygrał Fernando! – mówi Jeezman.  Ogólna radość z naszej przegranej. Rafael zbiera dysk i siada na ławce. Milczy. Jest przygnębiony. Siedzi zgarbiony, zgięty w pół.
-A zatem kolejna runda.-  rozlega się głos Dj. Spojrzałam na Santiago. Kręci głową.
-Teraz moja kolej. – mówi Pablo i wstaje. Podchodzi pewnym krokiem do areny. Nie przejmuje się gwizdami.
-Naprzeciwko siebie stoją Pablo i Ronald. – Czerwonowłosy  z pogardą patrzy na czarnowłosego. Bursztynooki odpowiada mu tym samym.  
-Zaczynajmy. -  głos brązowowłosego jest naglący. Dwa dyski wirują i ocierają się o siebie. Cichy zgrzyt i fala iskier. Odrywają się od siebie, po czym znów przybliżają. Przypomina to taniec, chaotyczny z nutką agresji.
-Oni oszukują. – mówi Rafael. Wszyscy patrzymy na niego. W ręku trzyma dysk. Przyglądam się. Jest w opłakanym stanie. Jego obudowa jest zniekształcona. W niektórych częściach widnieją niewielkie dziury.
-A oskarżają nas. -  mówię i jestem zła. Spoglądam na plecy Pablo. Mam nadzieję, że wygra i utrze im nosa.
-Pablo nie daj się! – krzyczę. Napina się ale nie odwraca się.
-Wiem. Nie dam się. – mówi tylko. Jestem zdenerwowana. Patrzę po twarzach kibiców. ‘Czy oni to widzą czy są zbyt ślepi?’ – myślę. Widzę w ich oczach zachwyt. Są wpatrzeni w Ronald’a.  Marszczę brwi. Kręcę głową i siadam obok blondyna. Zabieram mu dysk i przyglądam się mu. Oceniam straty. Nie jest źle lecz też nie jest dobrze.
- Trzeba zrobić nowy. – mówię i podaje zielonookiemu. Bierze go bez słowa.
-Jeśli tak dalej pójdzie to przegramy. – odzywa się Ramirez.
-Nie znasz Pablo. – mówi Rafael. Brązowowłosy wzdycha, zrezygnowany. Słyszę cichy krzyk, głośny i  wściekły. Patrzę na arenę Ronald, klęczy i spogląda na dysk. Swój dysk po za areną. Cieszę się.
-Wygrał Pablo! – oznajmia Jeezman. Widzowie umilkli, wyraźnie zawiedzeni. Uśmiecham się szczerze. Czarnowłosy podchodzi do nas z uśmiechem na ustach.
-Cienias z niego. – mówi. Mam ochotę go uściskać ale tego nie robię. Chłopak siada obok blondyna.
-Czas na trzecią rundę. -  grzmi głos brązowookiego. Wściekły niebieskooki niemal wbiega na arenę.  Widzę w jego oczach pragnienie zwycięstwa. Wstaje jednocześnie z zielonookim. Patrzy na mnie zaskoczony.
-Proszę. Mogę? – pytam i patrzę na niego błagalnie. Kiwa głową, niechętnie. Siada i splata dłonie. Jest zdenerwowany. Posyłam mu uśmiech i podchodzę do czaszy. Niebieskooki unosi brew, zdziwiony lecz uśmiecha się.
-Szybko wygram. – mówi i wyciąga swój dysk.
- Rodriguez walczy z Amandą. -  Jeezman był zdziwiony z resztą jak resztą. Uśmiecham się promiennie. – To zaczynamy.



[Kai]

Stoję i patrzę jak obie konkurencyjne drużyny walczą ze sobą. ‘Brakuje im wiary’ – myślę i spoglądam na Black Dragoons.  Pierwszą walkę przegrali drugą wygrali. A teraz walczy dziewczyna - Amanda. Kręcę głową. Nie uda się. Widzę jej gotowość do walki.
-Wystawili dziewczynę, głupcy. – ostry komentarz Bryan’a dociera do moich uszu. Marszczę brwi.
-Powinni od razu się poddać. – mówi Spencer. Milczę i patrzę na plecy chłopaków.
-Nie myślałem, że przyjdziesz. – słyszę głos Tali. Odwracam twarz w jego kierunku. Podchodzi do mnie bezszelestnie.
-Nie lubię jak tak robisz. – mówię. Czerwonowłosy opiera swe dłonie o metalową barierkę.
-Co? – pyta. Kręcę głową.
-Nic.  Myślałem, że ty przyjdziesz. – mówię. Przechyla głowę.
-Cóż. Nie miałem co robić, więc przyszedłem.
-Kłamca. – szepnąłem. Zerknął na mnie, lecz nie mówi nic.


[Amanda]

Jestem spokojna i opanowana gdy dysk przeciwnika szarżuje na mój. Jest wściekły i nieostrożny. Nasze dyski wirują wokół czaszy. Niebieskooki nie traci czasu, atakuje z zaciętością. Nie wiem, co chcę przez to osiągnąć. Tylko się męczy. Lepiej dla mnie.  Rodriguez uśmiecha się bezczelnie.
-Co, nie masz ochotę walczyć? – pyta. ‘ Mam, ale mam większą ochotę wygrać ‘ – myślę. Uśmiecham się leniwie. Nie wie z kim zadziera. Wykonuje niezauważalny ruch ręką. Mój dysk staje w miejscu i kręci się coraz szybciej. Fioletowy dysk uderza w mój. Odskakuje od niewidzialnej zapory. Niebieskooki marszczy brwi. Wokół mojego dysku  zbierają się tumany kurzu. Zaczyna się burza.  Wieje silny wiatr, unosząc drobinki piasku.
-Co to?! – pyta   Rodriguez. – Burza piaskowa? – słyszę jego szept. Ściemniało. Wiat nasilał się a mój dysk wiruje w zawrotnym tempie. Chłopak otwiera szeroko oczy. Wie, co zamierzam zrobić. Zaciska mocno usta.
-Kyrin! Leć! – krzyczy. Ogromne, zielone ptaszysko wyskoczyło z dysku i mknęło prosto na mnie. Uśmiechnęłam się pobłażliwie.
-Dark Panther! – Dysk cicho skwierczy. Z mego dysku wyłania się czarna jak smoła postać  drapieżnego kota. Z gardła  bestii wydobywa się ryk a ciarki przechodzą po plecach.  Stwory ścierają się ze sobą, warcząc i kłapiąc. Przez chwile mocując się ze sobą, po czym staje się jasność.


[Romeo]

Siedzę w ostatnim rzędzie i patrzę na arenę. Uśmiecham się pod nosem. Kątem oka zauważam swych podopiecznych. Próbuje opanować nagły atak śmiechu. Odwracam się w ich stronę.
-Jednak przyszliście? – To nie było pytanie, lecz stwierdzenie. Nie odpowiadają. Julia posyła mi twarde spojrzenie. Odwracam się. Krzyżuje ręce na piersi. Tłum krzyczy i co chwile zamiera. Spoglądam na fioletowowłosą dziewczynę. Jest dobra.
-Co ona robi? – słyszę pytanie  Fernandez. Patrzę jak zrywa się wiatr a drobinki piasku unoszą się wraz z nim.
-Walczy. – odpowiadam. Brązowowłosa zaciska palce na oparciu krzesła.
-Niemożliwe.


[Amanda]

Uśmiecham i słyszę odgłos zawodzenia. Patrzę na niebieskookiego, który klęczy na kolanach. W dłoniach trzyma dysk. Jego ramiona drżą. Podnosi głowę i patrzy na mnie wściekły.
-Za mój dysk. – mówię.
-Wygrała Amanda! – mówi Jeezman. Rodrigue wstaje chwiejnie.
-Zemszczę się! – krzyczy. Widzę jak wyciąga wyrzutnie. Chce walczyć, nadal. Marszczę brwi.
-Może byś sobie odpuścił? – słyszę głos Santiago. Chłopak przenosi wzrok na Ramirez’a. Marszczy brwi.
-Nie wtrącaj się. – warczy. Obok niego pojawiają się koledzy z uśmieszkami przyklejonymi do twarzy. Napięcie rośnie. Wszyscy stoimy, wpatrzeni w siebie. Kątem oka zauważam zdezorientowanego Dj.
-Piękny mecz. – mówi Reymond. Uśmiecha się od ucha do ucha. Nie patrzymy na niego.
-Wygraliście, więc możecie wziąć udział w zawodach. Nikt tego nie kwestionuje. – mówi spokojnie Matterdew.
-Ja tak. Oni oszukiwali, znowu. -  mówi kapitan The Riwals. Popielatowłosy unosi jedną brew.
-Nie prawda. – odzywa się Rafael i wyciąga swój dysk. – Proszę zobaczyć. – Pokazuje dysk Dyrektorowi. Mężczyzna ogląda go dokładnie i ocenia.
-Mich. – mówi. Blondyn pojawia się znikąd. – Sprawdź im dyski. – Wskazuje na trzech chłopaków. Pracownik kiwa głową i sprawdza po kolei ich dyski. Za każdym razem słyszę dziwny odgłos, który wydobywa się z urządzenia.
-Ich dyski zawierają pewne nielegalne ulepszenia. – oznajmia blondyn. Reymond patrzy na drużynę The Riwals. Na jego wargach igra półuśmieszek.
- Zapraszam Panów do mojego gabinetu. – mówi a jego głos tnie jak nóż. Rodrigue zblednie a twarz wykrzywia się w grymasie strachu.  Odwraca się w naszą stronę. – Jak już mówiłem. Będziecie mogli już oficjalnie wziąć udział z turnieju. – rzekł i odwraca się. Bierze za rękę niebieskowłosego i idą w kierunku wyjścia. Po chwili znikają. Patrzę na tą scenę, zdezorientowana a jednak szczęśliwa.
-Słyszeliście? – pyta się Paloma.
-Jasne. Wreszcie skończą się te szykanowania. – mówi Pablo. Orientuje się, że jesteśmy obserwowani. Tłum nie rozszedł się tylko uważnie nas obserwował. ‘Byli świadkami tej sceny ‘ – myślę. Uśmiecham się. Widzę tą szatynkę. Julie. Patrzy na nas z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Spogląda na mnie i odwraca się. Za nią idzie brat. Kręcę głową.
-Za półgodziny rozpoczyna się mecz. – oznajmia brązowowłosy.
Idziemy w stronę wyjścia i nie oglądamy się za siebie.


[Amanda]

Siedzę na ławce i patrzę w płaski ekran telewizora wraz z swoją drużyną. Dicarlo siedzi obok mnie na miękkim krześle i spogląda na przesuwający się obraz. Widzimy arenę, na której stoi Jeezman.  Po chwili pojawiają się  drużyny F-Dynast i Barthez Battalion.  Zaczyna się walka. Obie drużyny są na tym samym poziomie, lecz któraś musiała okazać się lepsza.  Miquel walczy z zawziętością z Raul’em.  Czerwonowłosy nie ma szans na powodzenie. Przegrywa. Radość drużyny  Battalion. Julia jest wściekła i zła i wypomina bratu przegraną. Sama wstaje i idzie walczyć. Walczy z wysokim chłopakiem. Zaczyna się walka. Dziewczyna nie panuje nad swoimi emocjami, gubi się. Jej dysk wiruje szaleńczo, nie trafia w cel. Wkrótce przegrywa. Złość i frustracja jest wymalowana na jej twarzy. Trzęsie się i bez słowa schodzi z areny.
- Następną walkę stoczą Blitzkreieg Boys i The Majestics! – mówi szybko Dj. Jestem ciekawa kto wygra. Patrzę na ekran i widzę Kai’a, który z wdziękiem wchodzi na arenę w otoczeniu swych kolegów. Posyła krzywy uśmiech Szkotowi, który niemal wyrywa się do walki.
-Zapewne niedługo na nich trafimy, więc przypatrujcie się. – mówi Santiago. Kiwam głową.
-Zapraszam pierwszych zawodników. – odzywa się brązowooki.  Na ekranie pojawiają się dwie twarze Roberta i Tali. Walka jest zacięta. Każdy z tych chłopaków chce wygrać. Niemiec okazał się lepszy od Ivanova. Wygrał mecz. Widzę niezadowolenia na twarzy Rosjanina. Po chwili na arenę wchodzi Hiwatari i Johnny.
-Znów spotykamy się Kai. -  mówi MacGregor. Japończyk uśmiecha się lekko.
-I jak ostatnio wygram. – Rudowłosy milczy i wyciąga dysk. Po chwili ich dyski wirują w czaszy. Pierwszy uderza Johnny. Dysk popielatowłosego ląduje dalej, jednak wciąż jest w czaszy. Kai stoi niewzruszony  z zamkniętymi oczami. Patrzę jak obrywa raz za razem lecz chłopak nie rusza się. Czeka.  Hiwatari ignoruje przeciwnika co doprowadza go do furii.
-Salamalgon! – krzyczy. Japończyk się budzi. Otwiera oczy.
-Dranzer. Blazing Gigs! – Buchają niebieskie płomienie. Szkot jest zaskoczony, gdy płomienie dosięgają jego dysk. Zapala się. Wiruje, po czym ląduje po za areną.
-Co za walka! – krzyczy brązowowłosy do mikrofonu. Widzowie krzyczą, są zadowoleni.
-Ostatnia runda! – Na arenę wchodzą Bryan i Enrique. Walka jest krótka ale wyrównana. Lecz wygrana przechyla się na stronę Rosyjskiej drużyny.
- Na dzisiaj kończymy. – Informuje Jeezman. – zapraszamy za trzy dni!

*
Jest rozdział.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz