15 lipca 2012

Prolog

Bus zatrzymał się z piskiem opon na podjeździe tuż przed ogromnym budyniem o bladoszarej konstrukcji. Drzwi otworzyły się automatycznie, wypuszczając ze środka kilka osób. Fioletowowłosa dziewczyna stanęła na betonowym chodniku i odetchnęła z ulga, czując twardy grunt pod nogami.
-Wreszcie jesteśmy-rzekła, rozprostowując zbolałe kości. Miała już dość siedzenia na twardych, niewygodnych fotelach w autobusie.
-Tak-odparł stojący obok niej chłopak o brązowych włosach-Teraz musimy się zarejestrować-dodał po chwili i odwrócił się do swojej drużyny.-Chyba wystarczy, że ja pójdę i Nas zarejestruje, więc możecie na mnie poczekać lub się rozejrzeć po okolicy. Fioletowooka zaciekawiona rozejrzała się po otoczeniu, po czym wzrok przeniosła na stadion.
-Hm.....wolę pozwiedzać, a wy chłopaki?-zwróciła się do blondyna i czarnowłosego. Oboje kiwnęli ochoczo głowami.
-Jasne-odparli równocześnie.
-No dobrze, to ja idę, spotkamy się za 30 minut-oznajmił Santiago i powolnym krokiem skierował się do budynku. Przez chwilę  drużyna stała w miejscu, aż ich kapitan nie zniknął im z oczu we wnętrzu stadionu. Po czym powędrowali w przeciwnym kierunku, mijając grupkę dzieciaków, którzy z podekscytowaniem rozmawiali o nadchodzących zawodach Beyblade.
-To będą najlepsze zawodowy w historii Beyblendingu!-oznajmił mały grubasek, który wymachiwałam rękoma na wszystkie strony.
-Pewnie! Najznakomitsze drużyny z całego świata zjadą się na ten turniej-zawtórował mu szatyn o okrągłej buzi.-BladeBreakersi, White Tigers, All Stars a nawet mistrzowie Europy-The Majestics
!-odparł po chwili.
-Tak! Inne drużyny nie mają z nimi szans! Żadni amatorzy nie pokonają mistrzów!-zaśmiał się chudy rudzielec o zabieganych oczach. Koledzy mu zawtórowali, po czym pobiegli w stronę stadionu, popatrzeć na wchodzących beybladerów. Dziewczyna zatrzymała się i spojrzała przez ramię, na znikających w oddali małych chłopców.
-Słyszeliście?-spytała, odwracając wzrok ku zielonookiemu i Pablo.
-Tak. Amatorzy...-odparł beznamiętnie Rafael-Cóż...chyba jednak się do nich zaliczamy...
-Na to wygląda-uśmiechnął się bursztynooki. Oreiro nie skomentowała wypowiedzi kolegów, wzruszyła ramionami i poszła dalej. Słysząc kroki, wiedziała, iż chłopaki podążali za nią. Wiedziała, że konkurencja jest silna, lecz przecież nie była taka słaba. Ludzie nic o nich nie wiedzieli, a już powstały pewne teorie na ich temat.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz