15 lipca 2012

Rozdział 3

Stałam  pośrodku ciemności a w mych uszach dudniała bezdźwięczna cisza. Gdybym nie wiedziała, pomyślałabym, że jestem sama w czarnej otchłani, która powoli mnie pożerała. Nie widziałam nawet własnych palców u dłoni, choć mam otwarte oczy. Nic. Tylko ta atramentowa plama. Tuż obok ucha usłyszałam ciche westchnienie pomieszane z irytacją. Mogłabym się tylko domyślić, że to jest Pablo. Nie lubił czekać. Hm... I powoli mnie udzielał się ten nastrój. Ileż to można siedzieć tu po ciemku !?Jezzman mógłby się pośpieszyć. Nie chcę stać tu bezczynie.
- To wielki dzień. - usłyszałam cichy szept Santiago.
- Tak. - przyznałam mu rację. Dokładnie nie wiedziałam, czy jest po mojej prawej czy lewej stronie. Powoli zatracałam się w tej ciemności, zapominając, że istnieje inny świat.
- Dzień dobry wszystkim ! - usłyszałam donośny głos prowadzącego, na którego padło światło reflektora. - Kolejny raz spotykamy się na mistrzostwach Beybladingu! - Odezwał się chór tysiąca głosów całkowicie paraliżując stadion. - Tak!Ale już więcej nie traćmy czasu. Po raz kolejny spotykamy się zeznanymi drużynami: BladeBreakers. - wrzasnął do mikrofonu brązowowłosy, w tej samej chwili jedna z lamp zabłysła, ukazując ową drużynę. - Powitajmy brawami Mistrza Świata w Beybladingu : Tysona! - Rozbrzmiały gromkie brawa, a odgłos krzyków i wrzasków nasilił się jeszcze bardziej. ' Zaraz bębenki mi pękną ' - pomyślałam. - A teraz powitajmy: White Tigers, All Stars, Blitzkreig Boys, F- Dynast, Barthez Battalion, The Majestic, BEGA i Black Dragoons. - Lampy błyskały za każdym razem, kiedy to mężczyzna wypowiadał nazwę drużyny. Na końcu zatrzymało się na nas. Tłumy szalały na trybunach okazując swą radość. Po chwili wszystkie lampy zostały zapalone. Zamrugałam oczami,przyzwyczajając się do sztucznego słońca. Mogłam teraz zobaczyć wszystkie drużyny, które stały w określonym miejscu na stadionie. Najbardziej jednak zachwycił mnie rozmiar owej budowli. Arena była ogromna wokół, której piętrzyły się miejsca dla publiczności. Czułam się jak mrówka : mała i bezsilna, pośród tego ogromu.
- A teraz przemówi Pan Dickenson. - oznajmił brązowooki
Na arenę wszedł niskawy trochę otyły staruszek odziany w szary garnitur zapinany na żółte guziki. Powolnym krokiem podszedł do Jezzmana i wziął od niego mikrofon. Widzowie zamilkli, oczekując słów mężczyzny.
-Witam Was wszystkich na kolejny zawodach! -  zaczął starzec zdejmując swój kapelutek. - W tym roku kolejny raz zmienią się zasady. - Widownia jakby wstrzymała oddech jak i również zawodnicy. - Każdy mecz będzie się składał z trzech rund, co oznacza, że trzech różnych zawodników będzie walczyło. Dwie wygrane będą oznaczać wygranie meczu. Nie więcej to co 3 lata temu. - oznajmił. Wymieniłam szybkie spojrzenie ze swoją drużyną. Reszta zawodników była zadowolona, ale najbardziej napalał się Granger.
- Super! - krzyknął zwracając się do brązowowłosego chłopaka. Granatowłosy złapał go za ręce, mocno ściskając. - Będzie tyle okazji, aby zagrać ze świetnymi rywalami. - mówił dalej, potrząsając rękoma, wprawiając niższego chłopaka w drgawki.
- Tyson uspokój się! - nakazała brązowowłosa dziewczyna, patrząc groźnie na czerwonookiego.
-Ok,ok. - odparł naburmuszony. Pokręciłam głową. Zaraz sobie uświadomiłam,iż Stanley skończył swoją przemowę i czekał, aż wszyscy umilkną. Kiwnął głową w stronę Jezzmana, który z entuzjazmem, krzyknął do mikrofonu:
- Tak więc Zawody czas zacząć! A teraz czas na przerwę. Za 30 minut okaże się, kto będzie grał jako pierwszy! - wykrzyknął. Odetchnęłam z ulgą. Nareszcie koniec. Pablo wyprostował się, po czym z zadowoleniem stwierdził:
- W końcu myślałem, że się nie doczekam... Prawie, że usunąłem. - odparł ze szczerą prawdą. Widziałam jak oczy mu się zamykały. Santiago spojrzał na zegar, który pojawił się na ekranie,odmierzał on minuty do rozpoczęcia meczu.
- Hm...no nie wiem chyba poczekamy? - spytał, odgarniając lekko grzywkę. Spojrzał na męską część drużyny, oczekując od nich odpowiedzi.
- Możemy poczekać. - rzekł Rafael jak zawsze spokojnym głosem. Czarnowłosy poparł go skinieniem głowy. Wzrok zielonookiego spoczął na mnie.
- A ty?
- Hmm...wiesz chciałam iść z Palomą rozejrzeć się po okolicy. - odparłam, mając nadzieję, że Santiago nie będzie mnie namawiał do zostania. Powoli kiwnął głową.
- Ok. Widzimy się za 30 minut. - oznajmił. Nie odpowiedziałam, tylko skierowałam się do wyjścia z areny. Reszta drużyn już poszła, zapewne schować się w swoich pokojach. Szłam powoli,rozglądając się uważnie na boki, szukając szatynki. Miała na mnie poczekać. Lecz nigdzie jej nie dostrzegłam w tłumie widzów. Nagle zauważyłam samotną postać, która czekała koło wyjścia. Uśmiechnęłam się lekko i podbiegłam do niej.
- A chłopaki nie idą? - spytała, spoglądając w ich stronę.
- Nie. - oznajmiłam. Wzruszyła ramionami i odwróciła się na pięcie.
-Chcą się ugotować proszę bardzo. - Uśmiechnęłam się szeroko. Kierowałyśmy się wzdłuż szerokiego korytarza o bladozielonych ścianach.Po obu stronach owego pomieszczenia znajdowały się rzędy drewnianych drzwi.
Niektóre z nich należały do poszczególnych drużyn, gdzie spokojnie mogą odpocząć od wrzawy na stadionie i natrętnych fanów. Jednak nie miałam ochoty siedzieć w czterech, ciasnych ścianach. Maszerowałam żwawo, wpatrując się w swoje czubki butów. Myślami byłam daleko, dlatego po chwili zrozumiałam, że Dicarlo coś do mnie mówi.
-Uważaj! - prawie krzyknęła a ja w tej samej chwili poczułam, że wpadam na coś twardego. Na moment przymknęłam powieki, po czym lekko zatoczyłam się do tyłu. Na szczęście utrzymałam równowagę i nie runęłam jak długa na ziemię. Z roztargnieniem i złością spojrzałam na swoją przeszkodę. Dostrzegłam wysokiego szarowłosego chłopaka, który spojrzał na mnie z wyższością.
- Uważaj jak chodzisz! - warknął pod nosem. Zirytowała mnie jego uwaga. Tuż obok niego stali jego przyjaciele, którzy wydali mi się dziwnie znajomi, lecz nie miałam czasu, aby o tym pomyśleć.
- Ty też uważaj. - odpowiedziałam twardo posyłając mu gniewne spojrzenie.  Poczułam jak przyjaciółka ściska mi lekko ramię, co miało znaczyć, żebyśmy się zbierały.
- Amanda. - usłyszałam błagalny szept Palomy, lecz to zignorowałam. Przez chwilę mierzyliśmy się spojrzeniami. Nie chciałam odpuścić. Co sobie gnojek myśli? Na moich ustach powoli wpełzł delikatny uśmiech.
- Mógłbyś się przesunąć? Tarasujesz mi przejście. - warknęłam. Chłopak uniósł brwi do góry. Jego koledzy nie okazywali żadnych uczuć, lecz widać było, że chcieliby znaleźć się gdzieś indziej.
- Phy... - syknął szarowłosy.
- Amanda. - Brązowowłosa za wszelką cenę chciała zwrócić na siebie moją uwagę.
-Bryan dość tego! Idziemy. - oznajmił czerwonowłosy chłopak i ominął nas bez zbędnych słów. W jego ślady poszli jego koledzy blondyn i popielatowłosy. Lecz ów chłopak ani drgnął. Na jego ustach ukazał się wredny uśmiech.
- Spadaj mała. - rzekł, przechodząc obok mnie. Posłałam mu jadowite spojrzenie.
-Wysoki jak brzoza a głupi jak koza. - odparłam z uśmiechem. Szarowłosy zatrzymał się raptownie, lecz za nim cokolwiek zrobił, brązowooka wzięła mnie za ramię i pociągnęła w głąb korytarza, zmuszając mnie dobiegu.

Puściła mnie dopiero, kiedy przekroczyłyśmy próg stadionu. Zatrzymała się gwałtownie na schodach i zaczęła głęboko oddychać. Zatrzymałam się tuż obok niej i zaczerpnęłam świeżego powietrza. Swój wzrok utkwiłam w błękitnym niebie, na którym nie było ani jednej chmurki. Uśmiechnęłam się lekko. Dzień zapowiadał się cudownie.
- Yhhh - usłyszałam głos koleżanki. Przeniosłam na nią wzrok, dostrzegając jej niezadowoloną minę. Stała z podpartymi na biodrach rękami i wpatrzoną we mnie.
- Ee tak? - spytałam, nie rozumiejąc o co jej chodzi.
-Amanda, jak mogłaś ?! - warknęła podirytowana. Zmarszczyłam brwi. -Dlaczego w ogóle zaczęłaś z tym chłopakiem? Wiesz, kim on jest?! - mówiła dość szybko, nawet nie zauważając, że zaczęła chodzić w kółko podenerwowana.
- Szczerze mnie to nie obchodzi. - orzekłam spokojnie. Dziewczyna zatrzymała się raptownie i spojrzała na mnie ostrzegawczo.
- A powinnaś.
- A kim on był ? - spytałam, wiedząc, że zaraz wszystko mi wyjaśni.
- Nie wiesz ?! - spytała niedowierzając. Cóż. Nie miałam pojęcia kim był ten palant, nikogo znajomego mi nie przypominał.
-To był Bryan z Blitzkreieg Boys! - wykrzyknęła.  No tak! Teraz wiem dlaczego wydawali mi się znajomi. Paloma spojrzała na mnie załamana.
- Nie mów, że nie wiesz ? - spytała z nadzieją.
-Może tak może nie. Sorry nie jestem ich żadną fanką. - warknęłam oburzona.Wiem, że mojej strony to zaniedbanie, nie wiedząc z kim mam do czynienia. Ale czy wszyscy muszą ich znać i uwielbiać?   Przewróciłam oczami i usiadłam na betonowych schodach. Dicarlo z westchnieniem usiadła obok mnie. Oparła prawą dłoń o brodę i przenikliwym wzrokiem,spoglądała w przestrzeń. Westchnęłam cicho i patrzyłam na mijających nas ludzi, którzy kręcili się po chodniku. Kątem oka zauważyłam jak grupka chłopców bawiła się dyskami, ciskając je do okrągłej czaszy.Przez dobre 10 minut nie odzywałyśmy się do siebie.
- Chyba już czas. - rzekła ze spokojem szatynka, wpatrując się we mnie badawczo.Przytaknęłam jej, lekkim skinieniem głowy. Wstałam leniwie i otrzepałam spódniczkę z pyłu. Dziewczyna dołączyła do mnie i wkroczyłyśmy do wnętrza stadionu.

***

Już w oddali dostrzegłam majaczące sylwetki swojej drużyny. Stali oni niespokojni ze wzrokami utkwionymi w podłodze. Wtedy przeczuwałam, że coś jest nie tak. Byli zbyt cicho.Zmarszczyłam brwi, posyłając przyjaciółce zdziwione spojrzenie.Odpowiedziała mi tym samym. Zatrzymałyśmy się nie daleko korytarza prowadzącego na arenę. Przystanęłam blisko kapitana, który pustym wzrokiem wpatrywał się we własne buty. Nie podobało mi się to. Chciałam spytać, co jest powodem takiego zachowania Santiago, lecz z mego gardła nie wydobyło się żadne słowo. Tak jakbym straciła głos. Chłopak powoli spojrzał na mnie, i z westchnieniem oparł się o ścianę. Wyczułam, że jest przybity.
- Jest problem. - Jego głos rozniósł się echem po korytarzu jak złowieszczy szept, który zwiastował złe wieści. Na chwilę zamarłam oczekując najgorszego, choć miałam cichą nadzieję, że to coś innego. - Nie weźmiemy udziału w zawodach. - powiedział to bez cienia żalu jakby już stracił wszelką nadzieję. Reszta milczała jak zaklęta. W tej chwili powinnam coś powiedzieć, coś pocieszającego, ale nic nie mogłam wymyślić. Moje myśli kołatały się w głowie.
- Ale jak to? - wychrypiałam starając się, aby mój głos brzmiał naturalnie.Zielonooki zacisnął usta w wąską linię, po czym spojrzał na mnie bez wyrazu.
- Pamiętasz tą drużynę, co walczyliśmy z nią w eliminacjach w Argentynie? - Brzmiało to jak stwierdzenie niż pytanie. Pokiwałam głową. Jak mogłam nie zapomnieć owej grupki ludzi, która nawet nie potrafiła trafić dyskiem do czaszy. Ale co oni mają z tym wspólnego?
- Powiedzieli, że oszukiwaliśmy na tych zawodach i właśnie poinformowali o tym komisję i Pana Dickensona. - Na chwilę zamarłam. Oczy rozszerzyły mi się ze zdziwienia i szoku jakiego doznałam.  Nie mogłam nic nie powiedzieć. Myśli mknęły za szybko, powoli gubiłam się w własnej podświadomości. Lecz zaraz się opanowałam.
- No i co zamierzasz? - Mój głos był pełen napięcia i zdenerwowania.  Chciałabym,aby brązowowłosy powiedział, że już wymyślił jakiś plan.  Że nie da się tak po prostu. Lecz on nic nie zrobił. Zwiesił głowę jak pokonany. Nie mogłam na to patrzeć. Odwróciłam wzrok i spojrzałam na Pabla i Rafaela. Może oni? Jednak szybko się zorientowałam, że oni również przestali walczyć o nasze dobre imię. Poddali się za nim walka na dobre się rozpoczęła. Nagle poczułam gniew do swojej drużyny, który narastał z każdą chwilą.
- Chyba nie zamierzacie się poddać?! - warknęłam na tyle głośno, aby mnie usłyszeli. Zaskoczona szatynka spojrzałam w moim kierunku. W jej oczach dostrzegłam współczucie? Nie tego oczekiwałam. - Santiago weź się w garść! - nakazałam bojowo. Chłopak ani drgnął. - Chcesz stracić taką szanse? Chyba coś sobie obiecaliśmy. - Zaskoczony spojrzał na mnie przytomnie. Widziałam jak lekko przygryza wargę.
- To nie jest proste... - odpowiedział wymijająco.
- Jest. - odparłam twardo. Zmarszczył brwi i przybliżył się w moim kierunku.
- Nie. - powiedział, patrząc na mnie z góry. Nie podobało mi się to, jednak dalej drążyłam ten temat.
-  Bo ty nie chcesz walczyć.
- Chcę! - prawie krzyknął i złapał się rękoma za głowę. Powoli zaczynałam mu współczuć, ale to tylko pogorszy sprawę. Muszę być silna i zmotywować swoją drużynę do działania.
- To co ty robisz? - mówiłam powoli tak, aby wszyscy mnie zrozumieli. - Żalisz się nad sobą! - krzyknęłam, co spowodowało, że blondyn i czarnowłosy spojrzeli na mnie zaskoczeni. Zielonooki spojrzał na mnie z złowrogim błyskiem woku. Wiedziałam, że najechałam mu na jego dumę, czego on nigdy nie mógł znieść.
- Myślisz, że się boję? - stwierdził, przeszywając mnie wzrokiem. Nie ulękłam się, nadal patrząc mu głęboko w oczy.
- Tak. - Zmarszczył brwi i założył ręce na klatce piersiowej.
- I co to da? Wszyscy myślą... -  gwałtownie mu przerwałam.
-Wiesz, co myślę o innych?! Mam to gdzieś, co inni sądzą o mnie a najbardziej zawodnicy. Tu chodzi o to, co ty myślisz?!  Nie rozumiesz? Jeśli będziesz tak myślał to tak się stanie. - powiedziałam. - Chcą nas zniszczyć. - dodałam szeptem. Zamilkliśmy. W oddali usłyszałam przyciszone rozmowy kilku osób a na korytarz wkroczyła  grupka zawodników. Śmiali się głośno, przekomarzając się między sobą. Widząc nas zaniemówili i cicho przemknęli obok nas. Nie zwracałam na nich najmniejszej uwagi. Swymi oczyma byłam wpatrzona w chłopaka przede mną. Przez jego twarz przemknął grymas gniewu i bólu. Po chwili zaśmiał się,a jego śmiech rozbrzmiał na korytarzu, co zwróciło uwagę reszty drużyn. Pablo patrzył na niego jak na wariata a Rafael lekko się uśmiechał. W końcu przestał.
- Wiesz co? - powiedział, zaprzestając poprzedniej czynności. - I za to Cie lubię Amanda. - odparł z uśmiechem. - Za twój upór, choć czasami mnie trochę to denerwuję. - Na moje usta wpełzł szeroki uśmiech.
- Co byście beze mnie zrobili. -  odparłam  z dezaprobatą.  Cóż udało się.
- No dobrze, chłopaki idziemy pogadać z komisją. - wydał rozporządzenie Santiago z uśmiechem na ustach. - Teraz trzeba trochę powalczyć.



Od Autorki: W końcu, po długich oczekiwaniach pojawił się rozdział 3.
Zmieniłam narracje na pierwszoosobową, gdyż tak mi łatwiej pisać. Kolejny rozdział za 3 tygodnie. Pozdrawiam.

1 komentarz:

  1. W ostatniej części zaczyna się dziać :). Czytam dalej.
    P. S. Uśmiechnęłam się pod nosem, widząc małe zapożyczenia z opery mydlanej z dzieciństwa :)

    OdpowiedzUsuń