15 lipca 2012

Pożegnanie (TysonxKai)

Tak bardzo brakuje mi ciepła twego ciała. Twych czułych słów, które szeptałeś mi do ucha. Twego dotyku, który powodował, że zapominałem o całym świecie. Teraz już Ciebie nie ma. Co się z nami stało ? Dlaczego mnie zostawiłeś, nie bacząc na konsekwencje swoich poczynań ? Wiedziałeś, że będę cierpiał i to podwójnie. Za nas oboje.Ile to razy zasypiałem, wtulony w poduszkę ?  Ile to razy budziłem się w nocy szepcząc twoje imię ? Nawet nie wiesz. Porzuciłeś mnie jak zepsutą zabawkę. Czuje się wykorzystany...A jednak nadal będę Ciebie kochał. Bo nasza miłość będzie wieczna. Dopóki ja żyję, zawsze będę czekał na ciebie. Aż wrócisz do mnie cały i zdrowy. Pamiętam jak dziś nasze pożegnanie.

Padało. Stałem w parku i okrągłymi od łez oczami, wpatrywałem się w twoją sylwetkę.

- Czemu ? - padło pytanie z mych ust.

Nie odezwałeś się, co jeszcze bardziej mnie rozgniewało.

- Pytam się czemu ?!

Niemal krzyknąłem, chcąc wydobyć jakieś sensowne wytłumaczenie. Poruszyłeś się niespokojnie. Nie tego oczekiwałem. Podszedłem do Ciebie i złapałem Cię za bluzkę.

- Czemu ?

Byłem tak blisko Ciebie, że niemal czułem twój oddech na policzku. Nie patrzyłeś na mnie. Grzywka przesłaniała Ci oczy a ja nie mogłem spojrzeć w twe purpurowe ' lustra' . Potrząsnąłem Tobą i to mocno. W końcu odważyłeś się na mnie spojrzeć.

- To koniec. - powiedziałeś to jakby już na mnie Ci nie zależało.

Odepchnąłeś mnie lekko od siebie. Czułem jakbyś mnie spoliczkował. Odsunąłem się od Ciebie, a w mych oczach zagościły łzy.

- Przecież... - szepnąłem, chcąc jakoś uratować nasz związek.

- Tyson. Było minęło.

Nie wiesz, jak to zabolało. Jakbyś zabił moją duszę od środka.

- Ale ja Cię Kocham ! - wykrzyknąłem.

Twoje oczy nie wyrażały żadnych uczuć, odwróciłeś się na pięcie z zamiarem odejścia. A jednak ja nie pozwolę Ci odejść. Zrobiłeś krok do przodu, aja wtedy mogłem zrobić tylko jedno. Rzuciłem się na Ciebie i przytuliłem się do twych pleców. Drgnąłeś. Trwaliśmy tak przez kilka chwil.

- Tyson...nie utrudniaj tego.

Zaskoczony, stwierdziłem, że ty płaczesz. Więc czemu to robisz ? Czemu chcesz nas  ' zabić ? ' .

- Tyson, przepraszam.

Wyrwałeś się z  moich objęć i pognałeś przed siebie, zostawiając mnie samego na deszczu.

Upadłem na kolana, wpatrują się w twoją oddalającą się sylwetkę. Mając nadzieję, że jednak to sen, że wrócisz, utulisz mnie i powiesz, że kłamałeś. Lecz nie wróciłeś. Zostawiłeś mnie. Chciałem wstać i ruszyć za Tobą, lecz było to bez sensu. Przecież nigdy nie rzucasz słów na wiatr. Runął mój cały świat, moje pragnienia i marzenia. Wszystko nagle przestało mieć jakikolwiek sens. Straciłem Ciebie, więc straciłem i wszystko..Powoli zatapiałem się  czarnej rozpaczy.

Od autorki : Kolejna partówka, mam nadzieję, że się spodoba. Może następnym razem ukaże się rozdział 3.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz