[Kai]
Przymykam oczy i patrzę w dal.
Jest pięknie. Słońce świeci na niebie.
Wzdycham. Rozglądam się i szukam
znajomych twarzy. Nikogo nie dostrzegam. ‘Nie ma Takao’– myślę. Schodzę po wąskich schodach i staje na
asfaltowej płycie lotniska.
-Nienawidzę słońca. – słyszę przy
uchu głos Tali. Patrzę na czerwonowłosego przez chwilę, po czym odwracam wzrok.
-Przesadzasz. – mówię i kieruję
się w stronę budynku. Ivanov wzrusza ramionami. Idę i zauważam tłum reporterów,
kłębiących się wokół samolotu. Nie zatrzymuje się. Obserwuje. Dostrzegam nową
drużynę. W milczeniu schodzą i słuchają komentarzy paparazzi.
- Jak to się stało, że nadal
uczestniczycie w zawodach? – pyta jeden.
- Czyżby ta historia o oszustwie
była tylko kłamstwem? – przerywa drugi.
-Nie odpowiemy na żadne z waszych
pytań. – słyszę dziewczęcy głos.
Zatrzymuje wzrok na fioletowowłosej dziewczynie – Amandzie. Tak ma na
imię. Jej oczy płoną czystą wściekłością i determinacją. Bez słowa omija
natrętnych reporterów.
-Mają przechlapane. – mówi Rosjanin. Pojawił się jakby znikąd. ‘Nie lubię jak tak robi’– myślę.
Odwracam wzrok od tej żenującej sceny i patrzę w purpurowe oczy kapitana.
Wzruszam ramionami. Nie obchodzi mnie to, wcale.
*
[Amanda]
Jestem zmęczona i to bardzo. Ci dziennikarze mnie zdenerwowali.
Ich pytania, podejrzenia. Czysty absurd. Westchnęłam. Przecieram spoconą dłonią
twarz. Mam dość. Przymykam oczy. Wzdycham cicho. ‘Duszę się’- myślę. Podnoszę
głowę i spoglądam w drzwi. Paloma poszła coś zjeść z chłopakami. Nie jestem
głodna ani trochę. Wstaje i wychodzę. Zatrzaskuje za sobą drzwi. Stoję w szerokim korytarzu hotelu. Jest hojnie
udekorowany. Czerwony dywan, obrazy
wiszące na ścianach a także donica z kwiatem. ‘Jak w bajce’ – myślę. Wyciągam telefon z przedniej kieszeni
spódnicy. Zgrabnie naciskam kolejno wszystkie guziczki tworząc wiadomość i
wysyłam do Dicarlo.
„Idę się przejść,
wrócę niebawem.”
Krótka choć treściwa informacja. Nadchodzi szybko odpowiedź.
„Ok.”
Wkładam urządzenie z powrotem do
kieszeni i idę przed siebie.
Wychodzę na zewnątrz i
wzdycham z ulgą. Czuję promienie słońca na skórze. Jest przyjemnie.
Dociera do mnie gwar rozmów i szum samochodów. Rozglądam się i idę wzdłuż
chodnika. Idę i rozkoszuje się chwilą spokoju i wolności. Ludzie przechodzą
obok, lecz nie zauważają mnie. Są zbyt pochłonięci własnymi sprawami. Cieszę
się, że nie dostrzegam żadnego dziennikarza. Uśmiecham się i czuję wiatr we
włosach. Przechodzę obok boiska, skąd dobiega hałas i krzyki. Przystaję i
patrzę na grupkę dzieciaków, grających w beyblade. Śmieją się i z radością
patrzą na wirujące dyski. ‘Czemu ja też
nie mogę się cieszyć?’ – myślę. Odchodzę za nim ktokolwiek mnie zauważa.
Nowy York jest miastem, które
mnie intryguje. Jest na pewien sposób piękne a zarazem przerażające. To głupie
jednak prawdziwe. Ludzie wyglądają a
także zachowują się inaczej. Można by rzec, że są inni. Może dlatego nie
zdziwiłam się, gdy podeszło do mnie czterech chłopaków. Ich spojrzenia utkwione we mnie, wyrażały
wyraźną niechęć i pogardę. Powinnam była uciec. Jednak tego nie zrobiłam.
Jestem zbyt dumna i to okazało się moją zgubą.
-Zgubiłaś się? – pyta jeden,
osiłek.
-Nie. – mówię zgodnie z prawdą. Czarnoskóry
unosi brew, zdziwiony.
- Chyba jednak tak. – odpowiada
drugi. Marszczę brwi, przygotowana na to co nastąpi. Mija może sekunda, gdy
nieznajomi wyciągają ku mnie swe dyski z wyrzutniami.
-To jak zagramy? – To nie było
pytanie lecz stwierdzenie faktu. Wyciągam swój dysk.
-Pewnie.
*
[Kai]
Patrzę jak gra. Jej szary dysk śmigał od jednego przeciwnika
do drugiego. Bez zastanowienia pcha się w paszcze lwa. Zapomniała, że wartość
liczebna ma znaczenie. Ona jest jedna a ich czterech. Ta walka jest skazana na
porażkę. Wiedziała o tym dobrze, lecz zaryzykowała. Nie drgnąłem, gdy jej dysk
stracił kawałek części. Jej przeciwnicy są brutalni pozbawieni jakichkolwiek
skrupułów. Ich masywne dyski, mocno uderzają w dysk dziewczyny, doszczętnie go
niszcząc. Posypały się kawałki i odłamki, niegdyś tego co było dyskiem.
-Nie. – Jej cichy głos,
uświadomił mi co się teraz stanie. Spoglądałem na chłopaków, którzy stali,
wpatrzeni w fioletowowłosą. Opadła z wdziękiem na kolana i schowała twarz w
dłoniach.
-Nie. – Jej jęki są wyraźnym
sygnałem dla nieznajomych.
-Nie skończyliśmy. – rzekł
zielonowłosy nicpoń. Ich dyski ‘rzuciły się’ w stronę Amandy. Nie ruszyła się.
Wpatrywała się w tępo swój dysk. Skoczyłem i wystrzeliłem dysk, oby tylko nie
za późno.
*
[Amanda]
Nie czułam nic. Tylko dołującą rozpacz. Patrzyłam bezmyślnie w swój dysk, z którego
zostało niewiele. Czułam jak wzbiera się mi na płacz. Łzy płyną po policzkach.
Z mego gardła wydobył się szloch. Wyciągam
niezdarnie rękę i zbieram metalowe części. Moje ciało zaczęło drgać.
Całkiem straciła czucie w dłoniach.
Oczy zaszły mgłą. Patrzyłam na szare plamy na mojej dłoni. Przycisnęłam
je mocno do piersi, chcąc poczuć ich ciepło. Łkałam, myśląc jak beznadziejnie
postąpiłam. ‘Jak mogłam być tak głupia?!’
– myślę. Mogłam. Zrobiłam to co zrobiłam. Teraz przyszło mi za to zapłacić. Mój
słaby jęk, roznosi się po przestrzeni. Chcę mi się wyć z bólu. Nie panuje nad
sobą. Została mi po nim tylko Ta
pamiątka. Teraz nie mam nic. Nic. ‘Jesse,
przepraszam’– myślę, zaciskam oczy. Gdzieś w oddali słyszę głosy. Szum dysków na nierównej powierzchni wydaje
się być wyraźny. Padam na mnie cień. Nie drgam. Ostry krzyk przecina ciszę.
Głosy cichną. Czuję jak ziemia dudni od kroków. Ktoś krzyczy, ktoś ucieka.
Pociągam nosem i patrzę przed siebie. Widzę niewyraźną sylwetkę chłopaka.
Granatowe włosy. Ciemna bluza. Zastygam bezruchu. Moje serce bije mocniej.
Niemal wyrywa się z piersi. ’Jesse’ –
myślę. Mrugam, niedowierzając. Osobnik odwraca się wolno w moją stronę. Czas
pryska. Patrzę na nieznajomego i zastanawiam się, kim jest. Nie znam go. Czuję
uścisk na sercu i niewyobrażalny ból.
-To nie on. – szepcze.
-A kim mam być? – pyta.
-Nikim. – mówię. Zapada cisza.
Nie słyszę gwaru, który dochodzi z ulicy. Powoli przecieram ręką wilgotne oczy. Purpurowooki podaje mi dłoń a ja korzystam z
pomocy. Wstaje i chwieje się lekko. Jestem zmęczona i zapewne wyglądam
okropnie. Przyglądam się chłopakowi. Jest wyższy trochę ode mnie. Ubrany w
fioletowe spodnie i bluzkę. Wokół szyi,
zawiązany biały szalik, który prawie ciągnie się po ziemi.
-Kim jesteś? – pytam. Wydaje się być zaskoczony moim pytaniem.
-Kai. – mówi z ociąganiem. Kiwam
głową i zapamiętuje jego imię.
-Dziękuję. – mówię i odwracam się
do niego plecami. Idę przed siebie. Słyszę kroki. Podąża za mną. Przewracam
oczami.
-Po co idziesz za Mną? – pytam
zła.
-Źle wyglądasz. – mówi, zrównując
się ze mną. Prycham z pogardą.
-Nie potrzebna mi twoja pomoc. –
mówię z naciskiem. Patrzę na niego gniewnie. Nic sobie z tego nie robi.
- Tak jak teraz? – Milczę. Wiem,
że ma rację. Zaciskam usta. Znajdujemy się na ulicy, ruchliwej i pełnej życia.
Idę i spoglądam na witryny sklepowe.
-Jestem głodna. – wyrywa mi się.
Jestem zażenowana swoją postawą. Hiwatari kiwa głową i bez słowa wchodzimy do
kawiarni. Gdy wchodzimy wszyscy się na nas patrzą. Nie na nas tylko na
Japończyka. On jednak ignoruje ciekawe spojrzenia klientów i siada przy
stoliku. Siadam obok na drewnianym krześle i biorę do ręki menu. Same
słodkości. Lubię słodycze. Podchodzi
kelnerka i zamawiamy: ja sok pomarańczowy i szarlotkę a Kai herbatę i precelka.
Dziewczyna szybko zapisuje i odchodzi. Milczymy. Nie mam ochoty rozmawiać,
chłopak też nie. Po chwili są nasze zamówienia. Granatowłosy zaciska
zręcznie palce na uchwycie od filiżanki i sączy napój. Patrzę
na niego, zafascynowana. Gracja z jaką
pije płyn wydaje się być jego wrodzoną cechą. Jakby był stworzony tylko do
tego: picia herbaty i siadania z nonszalancją na krześle. Uśmiecham się i pije
sok. Nie wygląda na takiego jakim jest. Spogląda na mnie z irytacją.
-Czemu się tak patrzysz? - Nie odpowiadam zbyt pochłonięta ciastem,
które smakuje wybornie.
-Przepraszam, jeśli Cię to
uraziło. – mówię i myślę czy zadać mu pytanie. ‘Czy jesteś z tych paniczyków, którzy boją się zadawać z pospólstwem?’ Mam
ochotę je zadać. Jest inny to widać.
-Po co mi pomogłeś? – pytam,
między jednym kęsem a drugim.
-A nie powinienem? – odpowiedział
pytaniem na pytanie. Zastanowiłam się przez chwilę.
-Cóż. Chciałabym wiedzieć jakie
pobudki Tobą kierowały. – mówię, patrząc na niedojedzoną szarlotkę. – Chyba
wiesz o mojej drużynie i pewnym kłopocie? Zapewne reszta drużyn nas nie uznaje
w rywalizacji do tytułu mistrza świata w beybladingu. – Jego milczenie tylko
potwierdza moją tezę.
-Nie chce o tym rozmawiać. –
mówi, bez emocji pijąc herbatę. Wzruszam ramionami.
-Dobra. – Zjadam szarlotkę i czuję słodycz w ustach. Popijam sokiem i
wstaje, kładąc pieniądze na stoliku. Kai podąża za mną, co mnie dziwi.
-Odprowadzę Cię. – Nie
protestuje. Wychodzimy z kawiarni i kierujemy się w stronę hotelu. Dziwnie się
czuję idąc obok Hiwatari’ego, na którego spoglądają wszystkie dziewczynę jakie
naplotkujemy na drodze. Bleyder je ignoruje skutecznie. Niemal nie zauważa ich
istnienia. Chce mi się śmiać. Jednak powstrzymuje się. Nie rozmawiamy ze sobą,
znowu. Jego obecność mi wystarcza, w zupełności. Mija może z dziesięć minut,
gdy docieramy pod drzwi hotelu. Zatrzymujemy się. Niepewnie patrzę na chłopaka.
Chcę coś powiedzieć, lecz mnie uprzedza.
- Następnym razem Ci nie pomogę,
pamiętaj. – mówi i odchodzi. Patrzę jak idzie sztywno przez zatłoczony chodnik.
-Ok. – mówię i wchodzę do wnętrza
budowli.
*
Jest rozdział, nieudany.
W sumie to rozdział całkiem udany, nie wiem, dlaczego narzekasz :P Cieszę się, że Kai został wprowadzony bezpośrednio do akcji. Ta notka jest dla mnie bardziej zrozumiała niż poprzednie. Zdecydowanie jestem na TAK. Oczywiście czekam na kolejną część. I wielki plus za nowy wygląd bloga ;)
OdpowiedzUsuńhehe:) to było fajne:):) dobrze, że jej pomógł:):) szkoda, ze przegrała... a ja juz myslałam, że jej postawi w tej kawiarni..a ona sama zapłaciła:0 dobrze, ze ja odprowadził do hotelu:) notka fajna:) czekam na nexa i sorki, ze sie tak dlugo nie odzywałam:) Pozdawiam:)
OdpowiedzUsuń